Reklama

Reklama

Wołowski: Show must go on

"Widzieliśmy śmierć z bliska i chcemy wrócić do domu" - mówił jeszcze wczoraj Emmanuel Adebayor po ataku angolskich separatystów na autokar reprezentacji Togo. Dziś gracze Togo zmienili zdanie, jednak zagrają w Pucharze Narodów Afryki, by uczcić ofiary zamachu. Rząd Togo ogłosił trzy dni żałoby narodowej.

Angola Pucharu Narodów Afryki nie odwoła. Zorganizowała je po to, by udowodnić, że wojna domowa w kraju, to już przeszłość. Trudno wyobrazić sobie, co musiałoby się stać, żeby politycy zrezygnowali z osiągnięcia swoich celów. Atak na graczy Togo organizatorzy skomentowali pretensjami do nich, że postąpili lekkomyślnie wybierając się na mistrzostwa autobusem. Podobno było zabronione samotne poruszanie się po drogach.

"Poprosiliśmy wszystkich uczestników turnieju, by dali znać, kiedy przyjeżdżają i wysłali numery paszportu swoich piłkarzy. Tylko Togo nam nie odpowiedziało" - opowiada rzecznik prasowy ds. bezpieczeństwa w kraju. Dodał, że w mieście atak separatystów byłby niemożliwy.

Reklama

Atak nastąpił zaraz po przekroczeniu granicy z Kongo. Na miejscu zginął kierowca autobusu, wielu ludzi zostało rannych, w tym dwóch piłkarzy. W nocy zmarł drugi trener i szef prasowy. Zamęt był taki, że prasa w Europie ogłosiła także śmierć bramkarza Kodjovi Obilale na skutek ran postrzałowych. Na klubowej stronie GSI Pontivy prezes ogłosił jednak, że Obilale żyje. Podobno jest w kontakcie z żoną piłkarza. Agencja AFP twierdzi jednak, że bramkarz jest w stanie krytycznym.

Rząd Angoli obiecuje podwojenie sił bezpieczeństwa, separatyści kolejne ataki. Nikt nie wie, co się zdarzy. Rząd Togo wezwał graczy do powrotu do domu. Z turnieju miała się też wycofać Ghana na znak solidarności z Togo. Ale zdanie zmieniła. Organizatorzy zaczęli się już nawet zastanawiać, kto ma zastąpić piłkarzy Togo, tymczasem i oni zmienili decyzję. "Jesteśmy rozczarowani organizatorami. Oni patrzą tylko na swój interes. Nie będziemy jednak uciekać jak tchórze, to należy się pamięci ofiar. Gramy, zdecydowaliśmy jednogłośnie. Zrobimy to z miłości do ojczyzny" - ogłosił Thomas Dossevi z Nantes, który po ataku opowiadał, że strzelano do nich jak do psów.

Kluby Premier League zażądały powrotu wszystkich 31 graczy afrykańskich, którzy wyjechali na PNA. Portsmouth i Hull oficjalnie nakazały zawodnikom powrót do Anglii. Nie mogą jednak zrobić nic, bo PNA organizowany jest pod egidą FIFA. A FIFA dała zielone światło, by turniej się odbył. Sepp Blatter wysłał list do Arfykańskiej Konfederacji Futbolu, że ma jego pełne poparcie, zaznaczając przy tym, że "mundial w RPA jest niezagrożony". Trener Barcy Pep Guardiola przyznał bezradnie, że nie wie nawet, co dzieje się z jego piłkarzami Keitą (Mali) i Yaya Toure (WKS).

Turniej ma zacząć się jutro. Nie wiem, o co pomodlą się przed nim piłkarze. Wyruszając do Angoli Adebayor w swoim stylu ostrzegał rywala z Premier League Didiera Drogbę (WKS), że to będzie jego turniej. Dziś wiadomo, że jest coś bez porównania cenniejszego, niż gole, które zdobędzie jeden i drugi.

PS. Dziś po południu rząd Togo nakazał jednak swoim piłkarzom wycofanie się z tutnieju.

POROZMAWIAJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM O SYTUACJI W PNA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje