Reklama

Reklama

Wołowski: Romantycy i pragmatycy według Xaviego

"My z Barcelony jesteśmy romantykami. Kochamy piłkę i umiemy jej to okazać. Gracze Realu są wojownikami, którzy nigdy nie opuszczają rąk".

Wypowiadając te słowa Xavi Hernandez nie chciał dystansować się wobec rywala z Madrytu. Raczej ujawnić formułę, która doprowadziła Hiszpanię do tytułu mistrza świata. W piątek pomocnik Barcelony, jako czwarty piłkarz w swoim kraju wchodzi do "klubu stu" obok Zubizarrety (126), Casillasa (107) i Raula (102). W drodze do Polski na Euro 2012 obrońcy tytułu podejmują Czechów.

Wyleczył kompleksy, a droga cierniowa dobiegła końca

Jeśli zadać Xaviemu drażliwe pytanie o jego kompleksy odpowie, że turniej w RPA wyleczył go z tego najgłębszego. Były czasy, gdy ze strachem patrzył na Niemców, albo Włochów, a już w Brazylijczykach widział wręcz herosów z kosmosu. Dopiero po golu Andresa Iniesty w finale mistrzostw świata z Holandią poczuł, że jego droga cierniowa dobiegła końca. "Wypełniłeś ostatni obowiązek, odtąd każdy mecz w kadrze będzie wyłącznie przyjemnością" - pomyślał.

Reklama

Pytany o trenera, który dokonał przełomu w bolesnej tradycji reprezentacji Hiszpanii niezmiennie wskazuje na Luisa Aragonesa. Sędziwy człowiek nie przestraszył się postawić na zgraję maluchów i z tą najniższą drużyną na Euro 2008 zdobył tytuł mistrzowski. Xavi, Iniesta, Silva, Villa, Cazorla i Fabregas stworzyli grupę potrafiącą nadrobić braki w kilogramach i centymetrach. Aragones postawił Xaviego w centum, zobaczył w nim lidera, czego nie dostrzegli wcześniej ani Jose Antonio Camacho, ani Inaki Saez. Piłkarz Barcelony rozumie ich jednak i rozgrzesza, konkurencja była ogromna: najpierw Guardiola, potem Valeron, w końcu Baraja - to wszystko gracze, których uwielbia.

Mecz z Koreą o awans do półfinału mundialu w 2002 roku oglądał z ławki. Temat skandalicznej pracy arbitra, który anulował dwa gole dla Hiszpanów uparcie omija. Wspomina gospodarzy, którzy gonili niczym harty na polowaniu za zwierzyną. Nadzieja nie opuściła go jednak nawet w dogrywce, gdy spostrzegł, iż rywal nie zwalnia tempa. Dopiero rzut karny, po którym Casillas puścił piłkę pod brzuchem, odebrał mu wszelkie złudzenia. Iker jest bowiem dla Xaviego mężem opatrznościowym.

Gdy Hierro płakał, nie miał odwagi go pocieszyć

Żegnający drużynę narodową Fernando Hierro płakał z żalu i bezsilności. Xavi nie miał odwagi nawet do niego podejść i poklepać po plecach. Pocieszył go dopiero osiem lat później. Do RPA Hierro przyjechał, jako dyrektor sportowy federacji. Lider Barcelony wspomina spotkanie w klubie krykieta, kiedy rada drużyny i były piłkarz Realu jasno określili swoje cele. Padło wtedy sakramentalne stwierdzenie, że jeśli tym razem Hiszpania nie zostanie mistrzem świata, to już nie będzie nim nigdy. Wśród debatujących był Carlos Marchena, Xavi mówi, że to kluczowy gracz dla drużyny i nawet wtedy, gdy tkwi na ławce emanuje charyzmą na kumpli z boiska.

Casillas to dla rozgrywającego Barcy największa postać mistrzów świata. Wspaniała parada bramkarza Realu Madryt w serii rzutów karnych przeciwko Włochom na Euro 2008 zmieniła bieg historii i stała się przełomem dla drużyny. Wtedy hiszpańskie krasnale naprawdę uwierzyły, że mogą wyjść na światło dzienne, by sięgnąć po tytuł najlepszych w Europie, a nawet i na świecie.

Pytany o podania życia, Xavi wymienia trzy: asystę z finału Euro 2008, kiedy zagrał piłkę do Fernando Torresa, centrę z rożnego w półfinale mundialu w RPA, po której Carles Puyol zapewnił Hiszpanii kolejne bezcenne zwycięstwo nad Niemcami, a także inne mundialowe zagranie piętą do Davida Villi. Wszystkie one przyniosły gole, bez których "La Roja" nie byłoby dziś na szczycie. Za swój najlepszy mecz uważa jednak towarzyską grę z Anglikami, po której kibice z Santiago Bernabeu pożegnali go owacją na stojąco. "Ilu wychowanków Barcelony doczekało czegoś podobnego?" - pyta retorycznie.

Na znak protestu poszli na pizzę

Xavi twierdzi, że w kadrze nigdy nie spotkało go nic upokarzającego tylko dlatego, że urodził się w Katalonii. Gdy pytają go o medialną nagonkę na Sergio Busquetsa podczas turnieju w RPA odpowiada, że z jeszcze większą falą krytyki musiał się wtedy zmierzyć Casillas. Najbardziej współczuł jednak narzeczonej bramkarza Realu, dziennikarce Sarze Carbonero absolutnie nieradzącej sobie z ciosami poniżej pasa spadającymi na Ikera. Ikera, który nie zawiódł nigdy.

Lider Barcelony z szacunkiem wspomina też Raula Gonzaleza. Był z nim na dwóch mundialach (2002 i 2006) mając wspólne, bolesne doświadczenia. Nie wie, o co poszło między graczem Realu i Aragonesem. Czy był konflikt, czy go nie było? "Zaszło coś, co na zawsze pozostanie ich tajemnicą" - tłumaczy.

Przez 15 lat gry w różnych reprezentacjach Xavi był na czterech turniejach rozgrywanych w Afryce. I cztery razy poważnie chorował. Podczas mundialu U20 w Nigerii stracił w łóżku cztery kilogramy. Grał jednak na tyle przyzwoicie, że drużyna zdobyła mistrzostwo świata, a Michel Platini w imieniu FIFA powiedział mu, iż został uznany za zawodnika nr 1. Był bardzo zdziwiony i rozczarowany, gdy na gali trofeum odebrał Keita. Kapitan drużyny Orbaiz namówił ich wtedy, by opuścili salę i poszli na pizzę.

To była trudna miłość, ale Xavi pokochał Afrykę. Rozegrał tam najważniejsze mecze w życiu, które zapewniły mu sportową nieśmiertelność. Chce grać w kadrze do polsko-ukraińskiego Euro, a potem za cel postawi sobie mundial w Brazylii. "Będę w drużynie narodowej dopóki mnie z niej nie wyrzucą" - dodaje. Do krytyki, jaka spadła na niego kilka miesięcy temu wracać nie chce. Nie widzi sensu polemiki z absurdami. Poprosił wtedy Vicente del Bosque, by nie powoływał go przez jakiś czas, bo ścięgna Achillesa w obu nogach przypominają balony. Niektóre media w Hiszpanii zarzuciły mu lekceważenie drużyny.

Barca dała mu radość, kadra zrobiła z niego piłkarza

"Na swój temat naczytałem się w życiu masę niedorzeczności. Kiedyś zarzucono mi nawet, że lekceważę hiszpańską flagę na getrach, gdy przypadkowo wywinąłem je tak, iż paski adidasa ją zasłaniały" - opowiada Xavi. Przypomina, że nikt przy zdrowych zmysłach nie lekceważy tego, co kocha. A on kocha piłkę, Barcelonę i drużynę narodową. Pierwsza dała mu radość, druga zrobiła z niego piłkarza, trzecia mistrza świata i pomocnika bez kompleksów.

"Kiedy dostajesz powołanie do reprezentacji, cały świat natychmiast widzi cię innymi oczami. Kadra daje prestiż, ale przede wszystkim masę pewności siebie. Victor Valdes osiągnął z Barceloną wszystko, ale zapytajcie go jak się poczuł, gdy Vicente del Bosque zabrał go na mundial? Stał się innym człowiekiem, chociaż cały turniej skazany był na ławkę".

Xavi oglądał z ławki koreański mundial zakończony bolesną klęską. W Niemczech jego drużyna poległa z Francuzami, a on nie dorastał do pięt Zinedine'owi Zidane'owi. Dziś zapracował na pozycję spadkobiercy Francuza. To wszystko dała mu Barcelona i drużyna narodowa.

Odwiedź blog Darka Wołowskiego i dyskutuj na nim z autorem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje