Reklama

Reklama

Wołowski: Poker Fabregas

Nie ma kwestii czy Cesc Fabregas wróci do Barcelony. Pytanie tylko kiedy? I za ile?

Mały, niewinny żarcik bardzo spodobał się Cescowi. Wystarczył jeden jego uśmiech, żeby się zorientować. Kiedy podczas fiesty na cześć mistrzów świata w Madrycie nieco stremowany przemawiał do tłumów, nadbiegli Carles Puyol z Gerardem Pique zakładając mu koszulkę Barcelony. Pomógł im w tym bramkarz Liverpoolu Jose Reina, inny z wychowanków "La Masia", który poza Katalonią odnalazł drogę do wielkiego futbolu. Cesc wyjechał do Arsenalu mając 16 lat, dziś chce wrócić do domu. Wiele razy dawał tego dowody, choć pytany wprost, o to, co zrobili stoperzy reprezentacji, z uśmiechem pokerzysty opowiadał o "niewinnym żarcie".

Reklama

Gra Barcelony i Arsenalu o Cesca przypomina partię pokera: mnóstwo deklaracji, narastające napięcie, ale obie strony robią, co można, by jak najpóźniej ujawnić swoje karty. Podobno klub z Londynu żąda 60 mln euro, Barcelona jest gotowa zapłacić zaledwie 40 mln. Pytany o to Pep Guardiola powiedział tylko, że ta transakcja musi być bardzo droga. Trener Barcy boleje nad stratą Yaya Toure (kosmiczna pensja w MC), przez co jego zespół potrzebuje pomocnika już teraz. Najlepiej by był nim właśnie Fabregas, który na początku grałby za plecami 30-letniego Xaviego, by z czasem zastąpić go w roli lidera.

Zachowanie Arsene Wengera wskazuje na to, że do oczekiwanego transferu jest jednak bardzo daleko. "Nie mamy zamiaru go sprzedawać, to przecież nasz kapitan" - mówi. "Jeśli Arsenal sprzedać Cesca nie chce, to znaczy, że my nie możemy go kupić" - komentuje Guardiola. Nowy prezes Barcelony Sandro Rosell zrzuca oczywiście winę na swojego poprzednika. Podobno Joan Laporta podchodami po Cesca tak rozwścieczyli szefów londyńskiego klubu, że ci postanowili zerwać wszelkie rozmowy. Rozmowy są więc zerwane, ale zdaniem hiszpańskiej prasy do Londynu wybiera się kolejna delegacja z Barcelony na czele z Rosellem.

Wenger wprost nie skarży się na poprzedniego prezesa Barcy, któremu trzy lata temu sprzedał inny symbol londyńskiego klubu Thierry'ego Henry'ego. Dziś Henry (już z Nowego Jorku) powiedział, że wolałby widzieć Cesca w Arsenalu, choć zrozumie, jeśli wychowanek Barcy będzie chciał jednak wrócić do domu.

Wenger twierdzi, że rozmawiał z Fabregasem i uzgodnił z nim pozostanie na kolejny sezon. Cesc oficjalnie nie zabrał jednak głosu w tej sprawie. Brukowy "The Sun" zamieścił apel kapitana Barcy Carlesa Puyola, który prosi szefów londyńskiego klubu, by nie rozbili z piłkarza niewolnika. Najbliższym przyjacielem Cesca w Barcelonie jest Gerard Pique. Piłkarz, z którym dzielił pokój w "La Masia" kilka razy dawał do zrozumienia, że powrót syna marnotrawnego jest nieunikniony.

W tym, co jest prawdą, a co nie, trudno się zorientować. Jak ważnym piłkarzem dla Barcy stał się Fabregas, niech świadczy jednak oficjalny apel klubu z Londynu wystosowany przed niedawnymi wyborami prezesa Barcelony. Szefowie Arsenalu poprosili, by kandydaci na to stanowisko nie używali ich piłkarza, jako karty przetargowej.

Najlepszy szef w historii klubu z Katalonii Joan Laporta, który we wrześniu 2003 roku pozwolił odejść zdolnemu juniorowi, już swojego błędu nie naprawi. Kibice nie darowaliby jednak jego następcy, gdyby nie odzyskał Cesca. Wydaje się, że jak w każdej tego typu rozgrywce rozstrzygnięcie jest kwestią czasu i pieniędzy. Wykluczone, by Fabregas został w Londynie na zawsze. Z pewnością wróci do Barcelony: pytanie tylko czy już teraz?

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Wołowskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy