Reklama

Reklama

Wołowski: Kto wygra Ligę Mistrzów? Nie dla Anglików

Barcelona, Real Madryt, a może Bayern Monachium? Kto wygra Ligę Mistrzów w sezonie, w którym pierwszy raz od lat nie ma klubów angielskich wśród największych faworytów? Dziś mecze 1/8 finału Leverkusen - Barcelona i Lyon - APOEL Nikozja.

"Wygląda na to, że nie wygrać Champions League byłoby klęską" - mówi Pep Guardiola odnosząc się do sytuacji w Primera Division, gdzie po trzech latach dominacji, Katalończycy są o krok od stracenia tytułu na rzecz Realu Madryt. Trener Barcelony przypomina, że to jednak jego drużyna była ostatnio w światowej piłce najwyższym punktem odniesienia. Po tym jak 9 miesięcy temu w finale Ligi Mistrzów łatwo pobiła na Wembley Manchester United 3-1, trudno było w ogóle wyobrazić sobie rywala zdolnego jej się przeciwstawić.

Media powołały do życia coś w rodzaju "europejskiego ruchu oporu wobec Barcelony", którego liderami mieli zostać: Jose Mourinho, Alex Ferguson i Roberto Mancini. Tylko ten pierwszy zachował jeszcze szansę wywiązania się z zadania, w fazie grupowej Real był jedyną drużyną, która nie straciła punktu. Tymczasem dwa kluby z Manchesteru przewodzące w Premier League, całkowicie pokpiły sprawę. Prestiżu najsilniejszej ligi świata bronić będą: Arsenal i Chelsea, drużyny przeżywające kryzys. W Anglii toczą bój o zaledwie czwarte miejsce w tabeli, w przyszłym sezonie jednej z nich zabraknie w rozgrywkach o najcenniejsze klubowe trofeum.

Reklama

Bawarski potencjał

W ostatnich siedmiu latach angielskie drużyny siedem razy docierały do finału Champions League (trzy razy Manchester United, dwa razy Liverpool, Chelsea i Arsenal). Teraz będzie o to niezwykle trudno. Faworytami są dwa hiszpańskie kolosy i Bayern Monachium. Bawarczycy zrobią wszystko, by zagrać w finale na swoim Allianz Arena. Mają drużynę pełną gwiazd reprezentacji Niemiec, wzmocnioną niesamowitymi francusko-holenderskimi skrzydłami. Franck Ribery rozgrywa znakomity sezon, zupełnie przeciwnie niż Arjen Robben, którego egoizm skrytykował niedawno sam Franz Beckenbauer. Wiadomo jednak, jaka moc tkwi w nogach Holendra. Dwa lata temu, gdy Bayern ostatnio dotarł do finału, zawdzięczał to przede wszystkim geniuszowi Robbena.

Czy ten niezwykły bawarski potencjał starczy na gwiazdozbiory Realu i Barcelony z kilkunastoma mistrzami świata oraz Cristiano Ronaldo i Leo Messim? Katalończycy mają niepowtarzalną szansę zostać pierwszą drużyną w erze Champions League (od 1993 roku), która obroni trofeum. Dziś w Leverkusen grają z Bayerem. Trener Robin Dutt przyznaje, że musiałby zdarzyć się cud, by jego drużyna przebiła się do ćwierćfinału. Dla Barcy tracącej tytuł mistrza Hiszpanii, Liga Mistrzów jest wielkim wyzwaniem. Guardiola zabrał do Niemiec wszystkich piłkarzy, włącznie ze zmagającym się z kontuzją Sergio Busquetsem. Trener Barcy oszczędzał ostatnio: Xaviego, Iniestę, Fabregasa właśnie na spotkanie z Bayerem. A kiedy Barca gra w optymalnym składzie, drżą rywale teoretycznie trzy razy silniejsi od szóstej drużyny Bundesligi.

Real, podobnie jak Bayern rozpoczyna rywalizację w 1/8 finału dopiero za tydzień. Atutem CSKA Moskwa może być wyłącznie ambicja i zima. Jeśli w Moskwie nie zdarzy się cud, "Królewscy" muszą sobie poradzić. Choćby ze względu na eksplozję formy Cristiano Ronaldo, najlepszego strzelca lig europejskich, który zdobył aż 27 goli w 22 spotkaniach Primera Division. Warta pół miliarda drużyna kierowana przez Jose Mourinho mierzy w 10. trofeum w historii klubu z Santiago Bernabeu i ma ku wiele atutów.

Zapytany o faworyta nr 1 Alex Ferguson wskazuje jednak Barcelonę, o pół kroku przed "Królewskimi". W ostatnich trzech latach hiszpańskie kolosy grały ze sobą 14 razy: Barca wygrała 9 meczów, Real zaledwie jeden. Drużyna Mourinho z każdym miesiącem jest jednak mocniejsza, kiedyś musi przyjść moment, że przełamie hegemonię Katalończyków. W lidze już ten moment przyszedł. Cristiano Ronaldo ma serdecznie dość oglądania triumfów Leo Messiego.

"Bóg Nepolu" w trzech osobach

Hitami 1/8 finału są pojedynki włosko-angielskie. W środę Milan podejmuje Arsenal pałając żądzą rewanżu za dwumecz z 2008 roku. Drużyna Silvio Berlusconiego broniła wtedy trofeum, a jednak dała się zatrzymać londyńczykom przegrywając na San Siro 0-2. Od tamtej pory jej rola w Champions League tylko malała. We wtorek, 22 lutego Napoli gra z Chelsea. Na stadionie San Paolo poległ w tej edycji rozgrywek Manchester City, który w lidze angielskiej jest lepszy od londyńczyków aż o 17 pkt. Drużyna z południa Włoch wyrównała już osiągnięcie z 1990 roku, kiedy z Diego Armando Maradoną w składzie dotarła do 1/8 finału Pucharu Europy. Dziś piłkarski "bóg" Neapolu jest w trzech osobach: Słowak Hamsik, Argentyńczyk Lavezzi i Urugwajczyk Cavani mają dość klasy, by postawić się drużynie Andre Villasa-Boasa.

Aby wykupić z FC Porto wschodzącą gwiazdę wśród trenerów Roman Abramowicz wydał 15 mln euro. Porażki w Premier League wlicza w koszty tworzenia nowej drużyny, niepowodzenie w 1/8 finału Champions League mogłaby skłonić Rosjanina do zachowań gwałtownych, a nawet histerycznych. Przecież wpakował w Chelsea setki milionów funtów, marząc o tytule nr 1 na kontynencie. W drużynie jest grupa graczy niespełnionych, na czele z kapitanem Johnem Terrym prześladowanym wspomnieniem przestrzelonego karnego w finale z 2008 roku. Także kariera Franka Lamparda dobiega końca, a więc widoki na upragniony triumf w Champions League słabną. Co ma powiedzieć najdroższy piłkarz na Wyspach Fernando Torres, który w ponad rok zdobył dla Chelsea zaledwie 5 goli we wszystkich rozgrywkach? Drużyna z Londynu ma, co najmniej sto powodów, by pobić neapolitańczyków.

Real, Milan, Barcelona i Bayern zdobywały Puchar Europy w sumie aż 24 razy. W tym kłębowisku chorobliwych ambicji właścicieli, prezesów, trenerów i graczy oraz setek milionów euro wydawanych na piłkarski biznes, jest liczna klasa średnia: czyli kluby takie jak Lyon, Marsylia, Bayer, CSKA, Zenit, Benfica i Napoli, a także dwa zespoły "małe": pierwszy cypryjski klub, który awansował tak wysoko APOEL Nikozja (w eliminacjach pobił Wisłę Kraków), oraz FC Basel sprawca nieszczęścia Manchesteru United. Ich los w 1/8 finału zdaje się przesądzony, ale dotychczasowy sukces mógłby wskazywać drogę Polakom. Na razie to tylko marzenia, które realizują bramkarze. W tym sezonie tylko jeden. Wojciech Szczęsny (Arsenal) to jedyny zawodnik kadry Franciszka Smudy z realnymi szansami na odegranie jakiejś roli w Lidze Mistrzów.

Pierwsze mecze 1/8 finału:

14.02.2012: Bayer - Barcelona, Lyon - APOEL

15.02. 2012: Milan - Arsenal, Zenit - Benfica

21. 02.2012: CSKA - Real, Napoli - Chelsea

22.022012: Marsylia - Inter Mediolan, FC Basel - Bayern Monachium

Dyskutuj z Darkiem Wołowskim na jego blogu

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Bayer Leverkusen - FC Barcelona. Początek 14 lutego o 20.45

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu AC Milan - Arsenal Londyn. Początek 15 lutego o 20.45

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL