Reklama

Reklama

Wołowski: Korea z honorem, Brazylia z punktami

Trzeba było poważnego błędu koreańskiego bramkarza, by pięciokrotni mistrzowie świata złamali obronę 105. drużyny w rankingu FIFA. Drużyna Carlosa Dungi przybyła jednak do RPA nie po to, by zachwycać, ale wygrywać. Wygrała 2-1.

Brazylia - Korea Płn 2-1 - czytaj relację

Reklama

Zaledwie 23 gole w 14 meczach, czyli średnia poniżej dwóch, to najgorszy wynik w historii finałów piłkarskich mistrzostw świata. Nasza tęsknota za ofensywną grą na pierwszym turnieju rozgrywanym w Afryce jest więc w pełni uzasadniona. Nie zaspokoili jej Brazylijczycy, którzy przez ponad godzinę grali z Koreą wolno i przewidywalnie, jakby nie interesowało ich nic więcej poza utrzymaniem piłki. Tylko RobinhoMaicon od czasu do czasu wykonywali coś brazylijskiego, najgorszy w drużynie był Kaka. Dobra nowina jest jednak taka, że bez kontuzji wytrwał na boisku 80 minut. W następnych meczach forma ma wzrastać tak, jak klasa rywali.

Na konferencję prasową przed meczem trener Korei Płn przybył z oficerem politycznym. Gdy ktoś zadał pytanie czy to on, czy przywódca kraju ustali skład na Brazylijczyków, oficer nie pozwolił odpowiedzieć uznając, że to już tematy polityczne. Zapytano też o taktykę na najbardziej utytułowany zespół świata, a trener powiedział: "Zagramy tak, żeby nasz wielki wódz, był z nas zadowolony".

Nikt nie potrafił jednak nawet ustalić, czy telewizja w Korei Płn w ogóle pokazuje finały afrykańskich MŚ.

Zastanawiające jest jednak jedno: jak ludzie z tak biednego i odizolowanego kraju nauczyli się grać w piłkę. Zdyscyplinowani, ambitni, zorganizowani - potrafili nie tylko bronić, ale pokonać najlepszego bramkarza świata. Nie jest jednak oczywiste, czy to wystarczy, by zadowolić koreańskiego wielkiego brata.

Dyskutuj na blogu Darka Wołowskiego

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Wołowski | Brazylia | Korea Północna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje