Reklama

Reklama

Wołowski: Gran Debi przegranych

Dla Barcelony i Realu największym marzeniem jest finał Champions League na Allianz Arena. Póki co, w sobotę na Camp Nou będą jednak "lizały rany" po porażkach w pierwszych meczach półfinałowych.

Już 11 miesięcy temu, po finale Ligi Mistrzów na Wembley, w którym Barcelona pobiła Manchester United, Vicente del Bosque postawił tezę, że hiszpańskie kolosy to dziś dwie najlepsze drużyny na kontynencie. Weryfikacja miała nastąpić w tym sezonie, aż do półfinałów Champions League, fakty potwierdzały słowa hiszpańskiego selekcjonera. We wtorek i środę Real Madryt i Barcelona poznały w końcu smak porażek w rywalizacji międzynarodowej, przed sobotnim Gran Derbi w Primera Division można się zastanawiać: czyje rany są głębsze i boleśniejsze?

Reklama

Wszystko wskazuje na Barcelonę. Drużyna Pepa Guardioli przeżyła traumę na Stamford Bridge: w tym samym miejscu, skąd trzy lata temu wyjeżdżała szalejąc ze szczęścia po golu Andresa Iniesty zapewniającym prawo do gry w finale w Rzymie. W środę Katalończycy byli bardziej zdecydowanym faworytem, a ich rozczarowanie po porażce 0-1 tym głębsze. Real zdobył w Monachium bramkę, który ocaliła jego nadzieje na powrót do Monachium 19 maja.

Zespół z Madrytu odpocznie przed Gran Derbi o 24 godziny dłużej, a jego decydujące starcie z Bayernem w Lidze Mistrzów odbędzie się 24 godziny po tym, jak Barcelona zagra rewanż z Chelsea na Camp Nou. Trudno jednak stwierdzić, czy zmęczenie odegra kluczową rolę w bezpośrednim boju o mistrzostwo Hiszpanii. Istotniejsze są chyba 4 pkt przewagi drużyny Jose Mourinho. Barca w sobotę wygrać musi, Real nawet po najcięższej porażce, pozostanie liderem. Remis gwarantuje "Królewskim" odzyskanie tytułu: mało prawdopodobne by stracili 4 pkt, w czterech meczach zamykających sezon.

Barcelona to jedyna drużyna w Europie mająca jeszcze szansę na potrójną koronę. Walczy o mistrzostwo, o finał Champions League, jest w finale Pucharu Króla. Jej bilans z "Królewskimi" w ostatnich czterech latach jest imponujący: zaledwie jedna porażka w 14 spotkaniach. Ostatnio na Camp Nou Real wywalczył jednak remis 2-2 w Pucharze Króla. Tyle, że ten remis dał awans Barcelonie.

Katalońska prasa szeroko opisywała reakcję władz Barcelony i jej piłkarzy, na to, co stało się we wtorek w Monachium. Gol Mario Gomeza w 89. min ustalający wynik na 2-1 dla Bayernu, został przyjęty owacyjnie przez Katalończyków. Oglądali pierwszy półfinał Champions League w Londynie, tuż przed starciem z Chelsea. Nie zdając sobie jeszcze sprawy, że 24 godziny później stracą wszelkie powody do śmiechu.

Reakcja graczy i szefów Barcy oddaje atmosferę rywalizacji między obydwoma hiszpańskimi kolosami. Po obu stronach grają reprezentanci Hiszpanii, ale to w ogóle nie łagodzi konfliktów. Liczne skandale towarzyszące ostatnim Gran Derbi sprawiają, że trudno sobie wyobrazić, iż sobotni mecz przebiegnie normalnie. Atmosfera histerii nie może trwać jednak długo: dla Barcy najdalej do wtorku, dla Realu o 24 godziny dłużej.

Najbardziej paląca w Hiszpanii pozostaje kwestia: czy sobotni klasyk będzie ostatnim starciem kolosów w tym sezonie? Gran Derbi 19 maja na Allianz Arena wciąż jest możliwe. Nawet szef UEFA Michel Platini powiedział, że byłby to finał marzeń. Na razie trzeba jednak w sobotę odbudować morale po porażkach w pierwszych półfinałowych meczach. Ani Barca, ani Real nie przegrały w tym sezonie dwóch meczów po kolei. Tyle, że w sobotę odbudować może się tylko jedna drużyna.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL