Reklama

Reklama

Wołowski: Gdyby nie było Maradony?

Nie ma w historii piłki nożnej postaci bardziej niesamowitej niż obecny selekcjoner reprezentacji Argentyny. Gdyby nie było Maradony, należałoby go wymyślić.

Maradona na mundialu w swoim żywiole

To się musiało stać, nawet wbrew rozsądkowi. Jego wcześniejsza kariera trenerska była fiaskiem - dwa nieznane kluby (Deportivo Corrientes i Racing Club), które prowadził, zanotowały więcej porażek niż zwycięstw. Ale kadrę Argentyny dostał - w akcie uwielbienia i desperacji.

Od 16 lat, odkąd Diego Armando Maradona przestał grać w piłkę, reprezentacja Albicelestes nie osiągnęła na mundialach nic. Zawsze miała wielkich piłkarzy, ale ich start w kolejnych mistrzostwach świata kończył się równie wielką klapą. Dlatego 29 października 2008 roku stało się to, co nieuniknione. Argentyńczycy uznali przez aklamację, że do realizacji najwyższych celów potrzebna jest ręka największego. A może nawet "ręka boga"?

Reklama


Był częściej iluzjonistą niż szachrajem

Argentyńczycy kochają futbol do szaleństwa, ale jeszcze bardziej mierzącego 165 cm człowieka o pseudonimie "Puszek". Kiedy Centralny Bank Argentyny postanowił zmienić wizerunki na kilku banknotach i monetach peso, koło Filatelistyczne i Numizmatyczne z Santiago de Estero zaproponowało, by miejsce na nich zajął Maradona.

Symbolem uwielbienia, jakim darzą go fani, jest "Kościół Maradony". 30 października 1998 roku w Rosario, w 38. urodziny piłkarza, już w stanie spoczynku, powstała organizacja, do której należy dziś 100 tys. osób z 60 krajów. Wiele z nich przybywa do kościoła, by przed ołtarzem z "ręką boga" zawierać małżeństwa i modlić się przed meczami.


Anglików przechodził slalomem

Legendę "ręki boga" stworzył sam Maradona w słynnym starciu z Anglikami na mundialu w Meksyku 24 lata temu. W 51. min ręką wpakował piłkę do bramki, a kiedy po meczu wybuchła dyskusja na ten temat, Diego odrzekł, że "pomogła mu ręka boga". Do oszustwa przyznał się dopiero 19 lat później...

Na boisku był jednak częściej iluzjonistą niż szachrajem. Cztery minuty po golu na 1-0 wprowadził wszystkich w osłupienie niewiarygodną akcją, która do dziś uznawana jest za najpiękniejszą w historii mundiali. 26-letni Diego rozpoczął rajd na połowie swojej drużyny, a potem ograł Glenna Hoddle'a, Petera Reida, Kenny Sansoma, Terry'ego Butchera, Terry'ego Fenwicka i wreszcie Petera Shiltona, by na koniec wpakować piłkę do pustej bramki!


Zaczął w slumsach Villa Fiorito

Przypisywanie cech nadprzyrodzonych graczowi, który wychował się w slumsach Villa Fiorito na przedmieściach Buenos Aires, było czymś powszechnym już znacznie wcześniej. Gdy poprowadził Napoli do pierwszego triumfu w mistrzostwach Włoch, na ulicach Neapolu pojawiły się kapliczki "Maradonny", a uliczni handlarze sprzedawali flakoniki ze "łzami szczęścia", którymi piłkarz świętował tytuł.

Rozstanie z czczącym go Neapolem było jednak bardzo bolesne. 17 marca 1991 roku, czyli niedługo po turnieju Italia'90, na którym Diego znów doprowadził Argentynę do finału, bijąc po drodze Włochów, w 25. kolejce ligowej, Napoli wygrało z Bari 1-0. Maradona został wówczas wybrany do kontroli antydopingowej, która wykazała u niego kokainę. Zdyskwalifikowany piłkarz schronił się w Buenos Aires, gdzie policja skonfiskowała mu narkotyki. Został wtedy skazany na przymusowe leczenie, które miało potrwać lata.

Maradona kilka razy przysięgał na głowy swoich córek, że zerwał z nałogiem, po to, by po kilku miesiącach lądować w szpitalu. 23 września 1993 roku selekcjoner Argentyny Alfio Basile poprosił go jednak, by wrócił do reprezentacji na mecze barażowe z Australią. Na mundialu w USA zdobył gola w meczu z Grecją. Kiedy po wygranym pojedynku z Nigerią został wylosowany do kontroli dopingowej, ta znów była pozytywna.

Zdyskwalifikowany na 15 miesięcy, dla Argentyny więcej już nie zagrał. Trzy lata później został symbolem akcji finansowanej przez argentyński rząd "Słońce, bez narkotyków". Wyznał wtedy: "byłem, jestem i będę uzależniony".


Z Fidelem i Che za pan brat

Z futbolem skończył w 1997 roku, ale pożegnalny mecz zagrał dopiero cztery lata później. Jedna z kobiet płaczących na stadionie Boca "La Bombonera" opowiadała, że rodzony syn zawsze robił jej wymówki, że bardziej kocha piłkarza od niego. "A ja kocham tak samo ich obu" - powtarzała.

W 2004 roku płakała już cała Argentyna, kiedy Diego trafił do szpitala w stanie śpiączki. Przyczyną znów były narkotyki. Tym razem rękę wyciągnął do niego kubański przyjaciel Fidel Castro. Po kuracji na Kubie Diego przeszedł operację zmniejszenia żołądka, bo zdrowiu i życiu zagrażała też monstrualna tusza.

Maradona nigdy nie stronił od polityków. Jego idolem był Ernesto "Che" Guevara, którego tatuaż nosi z dumą. Bratał się z komunistami. Przyjaźni się z Evo Moralesem z Boliwii, Hugo Chavezem z Wenezueli, a Fidela Castro całował po rękach.

Aktywnie działał przeciwko prezydentowi USA George W. Bushowi. Diego zwalczał też działaczy FIFA uważając, że to skorumpowana organizacja, która z ustami pełnymi frazesów niszczy futbol. Jak widać, czasem miewał nawet rację.

Sam kłamstw i frazesów też jednak nie unikał. Jego konfliktów z prawem wystarczyłoby na cztery życia. Procesy o ojcostwo, przestępstwa narkotykowe, podatkowe (włoskiemu fiskusowi jest winien 34,2 mln euro), wypadek samochodowy, o którym mówi, że nie pamięta. W biografii pt. "Ręka Boga" Jimmy Burns dowodził, że Diego miał związki z neapolitańską camorrą, czego mu jednak nie udowodniono.


Kobiecie rozbił szklankę na głowie

Stany lękowe czy wybuchy złości (napaść na kobietę, której rozbił szklankę na głowie) to już tylko incydenty. W 1994 roku zdarzył się jego najostrzejszy konflikt z mediami - jeszcze we Włoszech ostrzelał z wiatrówki dziennikarzy czekających pod jego domem. Ci, których kilka miesięcy temu zaatakował wyzwiskami po meczu z Urugwajem, mogą się więc czuć szczęściarzami.

Odkąd został selekcjonerem Argentyny, wydawał się coraz lepiej panować nad sobą, ale słaba gra w eliminacjach, krytyka, która na niego spadała, doprowadziły w końcu do wybuchu, za który FIFA zdyskwalifikowała go na dwa miesiące.

Jego sposób prowadzenia drużyny narodowej budził powszechny sprzeciw - nawet w Argentynie. W eliminacjach do mundialu Maradona przegrał 1-6 ze słabiutką Boliwią, uległ u siebie w prestiżowym meczu Brazylii, a awans zapewnił sobie dopiero w ostatniej kolejce, remisując z Urugwajem.

Kiedy podał kadrę na RPA wrzawa była wielka. Pominął Estebana CambiassoJaviera Zanettiego, którzy wygrali z Interem Ligę Mistrzów. Do pierwszej jedenastki wstawił za to gracza drugoligowego angielskiego Newcastle Jonasa Gutierreza. Eksperci, uważający, że to kolejny akt autodestrukcji selekcjonera, musieli przycichnąć, kiedy zaczął się turniej w RPA. Drużyna Maradony wygrała dwa mecze w dobrym stylu, a bukmacherzy umieścili ją na szczycie rankingu faworytów do tytułu mistrza świata.

Diego znów jest podziwiany. Dzisiejszy mecz z Grekami wydaje się formalnością i raczej tego nie zmieni, ale w fazie pucharowej 90 minut może zburzyć misternie budowany spokój. Wtedy ukryty żal do selekcjonera Argentyny znów wyleje się z siłą wodospadu.


Kusturica nakręcił o nim film

Dyskusja, czy był wybitniejszym piłkarzem niż Brazylijczyk Pele, zawsze będzie aktualna. Swoim niezwykłym, barwnym życiorysem bije jednak "Króla Futbolu" na głowę.

Maradona pozostaje tajemnicą, mimo iż poświęcono mu wiele książek i kilkanaście filmów, w tym ten zrobiony niedawno przez zafascynowanego nim Emira Kusturicę.Kiedy patrzy się na steranego, ulegającego atakom furii lub wybuchom szczęścia człowieka, odnosi się wrażenie, że za większość swoich błędów zapłacił wysoką cenę.

"Oto opowieść o chłopcu, który był urodzonym talentem piłkarskim, uwierzył, że jest Bogiem, i musiał za to zapłacić" - tak zaczynał swoją książkę o Maradonie Jimmy Burns.

"Jeśli takich ludzi jak Diego świat zmienia w narkomanów i przestępców, to tylko gorzej dla świata" - powtarzał mi znajomy socjolog z Argentyny. Jego kolega Eliseo Veron uważa, że w sercach Argentyńczyków Diego zajął miejsce Evity Peron. "Ucieleśnia wspólną potrzebę wszystkich, a szczególnie biednych, lub z marginesu, którzy chcą mieć świadomość, że Bóg jest blisko".

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Grecja - Argentyna!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL