Reklama

Reklama

Wołowski: 500 dni do Euro 2012

Już tylko 500 dni do Euro 2012! To powód do świętowania, czy raczej surowej refleksji nad tym, w jakim stopniu wykorzystujemy dziejową szansę?

Miały być stadiony, autostrady, lotniska, kolej i nowa polska piłka niepodobna do obecnej. Na pewno będą stadiony - w Poznaniu już jest, w Warszawie i Gdańsku prace idą planowo, budowa opóźnia się we Wrocławiu, ale marzenia są takie, żeby już jesienią doszło tam do walki Adamka z Kliczką. Obiekty, na których rozegrane zostaną mecze Euro 2012, to jednak plan minimum. Plan maksimum jest już oczywiście niewykonalny.

Nie ma dobrych wieści dla tych, którzy mieli nadzieję, że finały mistrzostw Europy rozwiążą w Polsce problemy komunikacyjne. We wszystkich miastach, na wielu drogach są kłopoty, kilka zupełnie fundamentalnych, jak trasa wylotowa z Warszawy do Krakowa i Katowic, nie powstanie do 2012 roku. Dziś pociąg ze stolicy do Gdańska jedzie 6 godzin, w maju 2012 ma pokonywać tę trasę w 3,5 godziny. Co będzie, jeśli inwestycja opóźni się o półtora miesiąca? Kibice szybciej i wygodniej opuszczą Polskę.

Reklama

Tylko Smuda widzi postępy

W podobnym stanie, jak polskie drogi jest reprezentacja narodowa. 17 listopada 2010 po dziewięciu meczach bez wygranej, drużyna Franciszka Smudy pokonała w końcu Wybrzeże Kości Słoniowej. Selekcjoner jest jednym z nielicznych ludzi w kraju, którzy dostrzegają postępy zespołu, z którym pracuje od października 2009 roku. Budowa jest już prawie na półmetku, a jednak wciąż ma masę słabości. Sukces reprezentacji podczas Euro 2012 w dalszym ciągu nie opuszcza krainy marzeń.

Najgorsze jest jednak to, że perspektywa wielkiej imprezy w ogóle nie wzrusza skamieliny działaczy. Szefowie PZPN uczą się zarabiać pieniądze na mistrzostwach. Wciąż nie widać choć zalążka pomysłu na system, który mógłby wydobyć polski futbol z dna. Bez pomysłu na szkolenie młodzieży w związku i klubach nasza piłka będzie podobna do filharmonii, w której gra orkiestra osiedlowa.

Kto żyw ucieka z Polski

Perspektywa mistrzostw świata w Brazylii w 2014 roku była bodźcem do powrotu do kraju wielu byłych gwiazd (Ronaldo, Ronaldinho, Roberto Carlos, a nawet dobijającego do czterdziestki Rivaldo), tymczasem z polskiej ligi ucieka każdy gracz, który potrafić podbić piłkę więcej niż trzy razy. Zimą, osłabione zostały wszystkie czołowe kluby Ekstraklasy od liderującej Jagiellonii (Grosicki), przez Wisłę Kraków (bracia Brożkowie), po grającego w Pucharze UEFA Lecha (Peszko). Kto żyw ucieka tam, gdzie lepiej płacą.

Zamiast przechwalać się, jak bardzo perspektywa największej sportowej imprezy pomaga Polsce, warto pomyśleć co z tego gigantycznego projektu da się jeszcze wydobyć. Na razie trudno pozbyć się wrażenia, że Euro 2012 zmieniło u nas zdecydowanie mniej, niż powinno.

Dowiedz się więcej na temat: Euro 2012 | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje