Reklama

Reklama

Wojna kataklizmów - kto mistrzem MLS?

Ósmy finał ligi MLS zapowiada się bardzo gorąco, a nawet żywiołowo i to nie tylko ze względu na nazwy drużyn.

W niedzielę na nowym stadionie w Carson koło Los Angeles rozegrany zostanie mecz o piłkarskie mistrzostwo USA pomiędzy Chicago Fire (ogień) i San Jose Earthquakes (trzęsienia ziemi). Który kataklizm okaże się silniejszy?

Obsadę tegorocznego finału trudno nazwać niespodzianką, gdyż zasłużenie zagrają w nim najlepsze drużyny w przekroju całego sezonu. Bezdyskusyjni zwycięzcy Konferencji Wschodniej Chicago Fire staną naprzeciw triumfatorów z Zachodu San Jose Earthquakes.

W lidze MLS o mistrzowskim tytule decyduje jeden mecz finałowy MLS Cup, którego uczestnicy wyłaniani są trwającym 30 kolejek sezonie zasadniczym i fazie playoffs.

Reklama

W meczu o tytuł widzowie wreszcie będą mieli szansę zobaczyć kilka bramek, bo obaj finaliści preferują grę ofensywną i - o ile zachowawcza taktyka nie zabije widowiska - ten finał może być jednym z lepszych w historii.

Chicago Fire, jako pierwsza drużyna w historii, mają szansę zdobyć w jednym sezonie potrójną koronę czyli: "Tarczę dobroczynności", Puchar USA i mistrzostwo kraju. Dotychczas nikomu się ta sztuka nie udała.

Fire - po przebudowie jaką przeszli przed sezonem pod wodzą debiutującego w MLS trenera Dave'a Sarachana - uznani są za rewelację rozgrywek. Sarachanowi bardzo pomógł inny debiutant - 23-letni napastnik z Jamajki Damani Ralph. Już najprawdopodobniej w sobotę Ralph mianowany zostanie najlepszym pierwszoroczniakiem sezonu 2003.

Tegoroczni finaliści w sezonie zasadniczym spotkali się trzykrotnie. Dwa razy padł bezbramkowy remis, a raz w San Jose "Strażacy" wygrali aż 4:1. Jednak Earthquakes wystąpili wtedy bez sześciu podstawowych zawodników, a w niedzielę oba zespoły wystąpią w pełnych zestawieniach.

Gdy głębiej przyjrzeć się obu jedenastkom i ich trenerom, będzie to walka nie tylko o mistrzostwo, ale i o pokazanie kto jest lepszy na wielu frontach.

I tak zacznijmy od bramki. W "świątyni" Fire stanie Zack Thornton, który ma już na swoim koncie jeden mistrzowski tytuł zdobyty w roku 1998, notabene z trzema Polakami w składzie.

Jego odpowiednik z San Jose, Kanadyjczyk Pat Onstad pewne interwencje przeplata "wielbłądami", po których Earthquakes stracili dużo bramek. Onstad jednak będzie chciał pokazać że to jemu należy się tytuł bramkarza roku, a jego konkurentem do tej nagrody jest właśnie Thornton.

Obaj bramkarze mają ogromny komfort, bo przed nimi grają jedni z najlepszych obrońców w Stanach. W Fire defensywą rządzi kadrowicz Carlos Bocanegra - kandydat nie tylko na obrońcę roku ale również na piłkarza roku w USA. W Earthquakes obronę "trzyma" kapitan Jeff Agoos, dobrze znany z ostatniego Mundialu. Agoos jest najbardziej utytułowanym uczestnikiem niedzielnego finału i będzie do dla niego szósty mecz o tytuł w ośmioletniej historii ligi. Ten 35-letni weteran grał już w pięciu finałach MLS i ma już cztery mistrzowwskie pierścienie - najwięcej ze wszystkich piłkarzy w MLS. Agoos po kilku kiksach na Mundialu stracił pozycję w kadrze USA właśnie na rzecz Bocanegry.

W II linii o miejsce w kadrze USA rywalizują dwaj defensywni pomocnicy. Jednym z największych rywali Chrisa Armasa, który strzelił bramkę na wagę awansu Fire do finału, jest gracz Earthquakes Richard Mulrooney - najstarszy stażem piłkarz z San Jose.

Kolorytu rywalizacji może dodać również gra w pomocy na przeciwko siebie dwóch najbardziej znanych 21-latków, filarów kadry USA: DeMarcusa Beasley z Fire i Landona Donovana. Ten drugi już dwa lata temu poprowadził Earthquakes do tytułu, a dla Beasleya będzie to pierwszy finał. Obaj znają się jak "łyse konie" i przyjaźnią od dawna, razem grali jeszcze w kadrze do lat 17.

W ataku lepiej, przynajmniej "na papierze", wyglądają Fire, bo Ante Razov i Damani Ralph to czołówka strzelców ligowych, a w drużynie Franka Yallopa po kontuzji ciągle dochodzi do siebie Dwayne DeRosario. Czarnym koniem w ataku Quakes okazać się może niechciany w Chicago Brazylijczyk Rodrigo Faria, który strzelił, wchodząc z ławki, zwycięską bramkę w meczu roku z Galaxy. Faria zaczął sezon w barwach Fire, ale zagrał tylko pięć spotkań, będzie więc chciał pokazać Sarachanowi, że się pomylił.

Trenerzy obu finalistów walczą o tytuł szkoleniowca roku. Dla Dave'a Sarachana będzie to debiut w finale,a Frank Yallop może się za to pochwalić mistrzowskim tytułem z 2001 roku. Obaj jednak pokazali w tym sezonie wielka klasę trenerską, robiąc "coś z niczego" i nawet w mocno osłabionych składach ich zespoły grały skutecznie i liderowały w swoich konferencjach.

Największą niewiadomą w niedzielnym finale będą kibice. Dla laika teoretycznie przewagę powinni mieć Earthquakes, bo grać będą przecież w Kalifornii. San Jose od Los Angeles dzieli około 4 godziny jazdy i na pewno spora część kibiców Earthquakes uda się na mecz. Jednak to, że Donovan i spółka mogą liczyć na głośniejszy doping może okazać się złudne. Mecz odbędzie się na obiekcie Galaxy, klubu, którego fani i piłkarze nienawidzą się z Earthquakes, a powodów do tego kibice z LA mają co niemiara. W tym sezonie Earthquakes, mając cztery bramki straty, w 75 minut odrobili ten deficyt i wybili piłkarzom z Los Angeles marzenia o finale.

To jeszcze nie wszystko - jednym z najbardziej nielubianych piłkarzy w "Mieście Aniołów" jest obrońca Jeff Agoos, dlaczego? Agoos, gdy zdobywał mistrzostwo MLS w latach 1996, 1999 i 2001, w każdym z tych finałów wygrywał z... Galaxy. Kogo więc będzie dopingować widownia, przekonamy się już w niedzielę - początek meczu o 15.30 czasu wschodnioamerykańskiego.

W Stanach Zjednoczonych finał na żywo transmitować będzie ogólnodostępna stacja telewizyjna ABC.

Chris Reiko z Los Angeles

ChrisReiko@hotmail.com

Wyniki NA ŻYWO ze spotkań ligi MLS można śledzić w naszym serwisie nazywo.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje