Reklama

Reklama

Wojciech Szczęsny: Chciałbym grać do 60. roku życia

- Futbol sprawia mi tak wielką przyjemność, że chciałbym bronić nawet do 60. roku życia - przyznał 20-letni piłkarz Arsenalu Londyn Wojciech Szczęsny. W środę wystąpi w towarzyskim meczu reprezentacji Polski z Norwegią w portugalskim Faro.

Wojciech Szczęsny jest już najlepszym bramkarzem w Polsce?

Wojciech Szczęsny: - Oczywiście, że nie. Jest kilku zawodników posiadających większe umiejętności ode mnie. Zdaję sobie sprawę, że jestem teraz pierwszy w reprezentacji głównie za sprawą przypadku, bo Łukasz Fabiański ma kontuzję, a Artura Boruca wyeliminowały sprawy pozasportowe. Oni są lepsi, co nie oznacza, że nie jestem gotowy udźwignąć pozycji numer jeden. Czuję się na siłach, by podołać zadaniu. I jeśli zagram z Norwegią, to postaram się udowodnić trenerowi, że zasługuję na bluzę z tą cyfrą.

Reklama

Ubiegły rok był bardzo dobry w pana wykonaniu, ale zabrakło powołania do kadry.

- Dlatego byłem niezadowolony, trochę sfrustrowany. Ale wiem, że szkoleniowiec ma prawo do swych decyzji, a ja uszanowałem zdanie Franciszka Smudy. Wiedziałem też, że w końca nadejdzie szansa i dla mnie.

W wieku niespełna 21 lat broni pan w kadrze i Arsenalu Londyn. Jakie cele stawia pan sobie na kolejne sezony?

- Najprawdopodobniej tym pierwszym w klubie i drużynie narodowej jestem tymczasowo. Chciałbym zostać takim bramkarzem nie do wygryzienia, któremu nikt nie odbierze miejsca między słupkami. Mam sporo pracy przed sobą, jednak chcę ciężko zasuwać, bowiem wierzę w sukces i własne umiejętności.

Chciałby pan bronić do 40. roku życia, jak Holender Edwin van der Sar w Manchesterze United?

- Dlaczego nie? Jeśli kontuzje mnie będą omijały i zadbam o kondycję fizyczną, to mógłbym występować nawet do 60. Nie widzę przeszkód - to taka wspaniała praca.

W lidze angielskiej z dobrej strony pokazują się polscy bramkarzy, jednak brakuje zawodników z pola.

- Ciężko mi wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. O Polsce panuje opinia, że mamy dobrych fachowców od bramkarzy. Być może my, grający na tej pozycji, mamy więcej zapału do harówki.

Komu pan najwięcej zawdzięcza? Ojcu, Maciejowi Szczęsnemu, byłemu reprezentantowi kraju?

- Nie, tacie nie mogą zawdzięczać zbyt dużo, bo nie mieliśmy szansy wspólnie popracować. Taką osobą jest Tony Robertson, który trenował mnie w drużynie młodzieżowej, rezerwowej i teraz w pierwszej "Kanonierów".

W ostatnim meczu ligowym zremisowaliście z Newcastle United 4-4, mimo prowadzenia 4-0. W szatni było gorąco, czy przygnębiająco cicho?

- Zdecydowanie to drugie. Nikt nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć, a co dopiero mówić.

Pan zabiera głos w szatni?

- Nie odzywam się, może za parę lat, jeśli będę na stałe pierwszym bramkarzem i kilka lat starszy. Wiem, jaka jest moja rola w zespole, nie jestem żadną gwiazdą Arsenalu. Ale już na boisku staram się podpowiadać kolegom, jak trzeba nawet opieprzę. Tego się nie boję.

Ojciec zadzwonił po potyczce ze "Srokami"?

- Tak, mówił, że całkiem nieźle wypadłem, ale cztery bramki wpuściłem. I on podkreślił, i sam to czułem, że mogłem lepiej zachować się przy ostatniej. Byłem za wysoko na nogach. Tata zawsze znajdzie jakieś moje niedociągnięcia, jednak to dobrze, gdyż jeszcze bardziej mnie motywuje, abym był bramkarzem idealnym. Gdy wpadnie gol, przy którym nie miałem nic do powiedzenia, i tak coś wytknie. Mam nadzieję, że kiedyś wykręci mój numer telefonu i oznajmi: wszystko było dobrze. Wtedy uwierzę, że było naprawdę dobrze.

Kolor bluzy na środowe spotkanie ze Skandynawami już pan wybrał? Nie lubi pan różowego, a w takim trzeba czasem grać w Arsenalu?

- Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby poprzedni golkiper mojego klubu - Niemiec Jens Lehmann - zakładał na siebie różowy strój. Nikt nie odważyłby się mu zaproponować. A ja czasem muszę, wstydzę się, bo nie podoba mi się zupełnie ten kolor.

Układa pan sobie życie prywatne na Wyspach Brytyjskich?

Tak, mam dziewczynę, Polkę. Ślubu jeszcze nie planujemy, bo ma 17 lat. Na pewno nie gustuję w Angielkach.

Rozmawiał w Quinta do Lago - Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje