Reklama

Reklama

Wizyta w nocnym klubie zamiast meczu

Raymond Domenech, selekcjoner reprezentacji Francji, oświadczył, że wolałby, aby jego zawodnicy sobotni wieczór spędzili w nocnym klubie niż oglądali mecz Szkocja - Włochy, który może zadecydować o losach "Les Bleus" w eliminacjach Euro 2008.

Jeśli podopieczni Aleksa McLeisha pokonają na Hampden Park w Glasgow mistrzów świata, będą się jeszcze liczyć w walce o awans do turnieju, który zostanie rozegrany w Austrii i Szwajcarii. Biorąc pod uwagę, że Włochów czeka jeszcze mecz z Wyspami Owczymi u siebie (czytaj pewne trzy punkty), Francuzi w swoim ostatnim spotkaniu, które rozegrają w środę na Ukrainie, musieliby wywalczyć przynajmniej remis. Gdyby jednak Szkoci przegrali, zapewniliby "trójkolorowym" awans bez względu na wynik ich pojedynku.

Reklama

- Codzienne powtarzam moim zawodnikom, mecz Szkocja - Włochy nas nie dotyczy. Nie chcemy obudzić się w niedzielę mówiąc sobie, że czeka nas pojedynek o awans. To jest pułapka, w którą nie możemy wpaść - powiedział Domenech. - Dlatego, mam nadzieję, francuscy piłkarze nie będą chcieli oglądać tego spotkania. Upewnię się, że w Clairefontaine (miejsce zgrupowania "trójkolorowych" - przyp. red.) nie ma żadnych telewizorów. Wolałbym, żeby zawodnicy poszli wtedy do nocnego klubu albo grali w karty, a o wyniku dowiedzieli się w niedzielny poranek - dodał trener.

Piłkarze nie zamierzają jednak posłuchać Domenecha. - Będziemy oglądać ten mecz w ukryciu. Nie planujemy niczego, ale jeśli nie będzie go można zobaczyć wspólnie, to znajdę sposób, żeby oglądnąć go w pojedynkę - stwierdził Samir Nasri, napastnik Olympique'u Marsylia. - Od tego spotkania może zależeć nasz awans, dlatego trzeba mieć na nie oko - dodał Alou Diarra.

Dowiedz się więcej na temat: Włochy | reprezentacja Francji | zawodnicy | Szkocja | domenech | awans | mecz | wizyta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje