Reklama

Reklama

"Wisła nie odpuści Lechowi"

- To będzie mecz walki. Mam nadzieję, że osiągniemy korzystny rezultat - powiedział portalowi wislakrakow.com pomocnik Lecha Poznań Jakub Wilk przed ćwierćfinałowym meczem Remes Pucharu Polski z Wisłą, który odbędzie się w środę, 4 marca, w Krakowie.

W środę czeka was pucharowe spotkanie z Wisłą, a ta będzie mocno zmotywowana, by odegrać się za ostatnie upokorzenie w Krakowie.

- Na pewno będzie to ciężki wyjazdowy mecz. Wygraliśmy z Wisłą na jej boisku w lidze 4:1, co było naprawdę bardzo dużym wyczynem. Mam nadzieję, że w środę zagramy w Krakowie kolejny dobry mecz i osiągniemy korzystny rezultat przed rewanżem, który - dobrze się składa - jest w Poznaniu.

Drugiego równie optymistycznego scenariusza, jak ostatnie wyjątkowo łatwe zwycięstwo Lecha, chyba nikt w Poznaniu tym razem nie przewiduje.

Reklama

- To prawda, myślę, że tym razem będzie to zupełnie inny mecz, pełen zaciętej walki, choćby właśnie z tego powodu, że ostatnie nasze spotkanie potoczyło się dla Wisły tak niefortunnie. Ostatnim razem mecz ułożyły nam szybko strzelone bramki, bardzo dobrze to wykorzystaliśmy. Spokojnie kontrolowaliśmy wynik, graliśmy z kontry.

Ty powinieneś wspominać ten mecz szczególnie dobrze. Wykorzystałeś swoją szansę, wchodząc z ławki jeszcze w pierwszej połowie i na dłużej zadomowiłeś się w pierwszym składzie Lecha.

- Rzeczywiście, wszedłem na boisko na zmianę w tak ważnym meczu i po nim wskoczyłem do składu na dłużej. Utrzymałem się w nim w zasadzie już do końca rundy jesiennej. Ostatnio grałem mniej, ale mam nadzieję, że ponownie wywalczę sobie miejsce i w kolejnych meczach będę występował regularnie.

Tymczasem zostałeś dostrzeżony przez Leo Beenhakkera i osiągnąłeś swój kolejny cel debiutując w kadrze.

- Cieszę się, że trener Beenhakker mnie powołał i mam już za sobą ten debiut w kadrze. Było to moim marzeniem i udało się. Muszę walczyć o miejsce w składzie Lecha, by grać w nim jak najwięcej, może wtedy zostanę ponownie dostrzeżony przez selekcjonera.

Kadra Wisły zimą zmieniła się bardzo nieznacznie. Sądzisz, że krakowianie mają czym was zaskoczyć w środę?

- Wisła to na tyle doświadczony zespół, że do końca rozgrywek będzie groźny i na pewno nie odpuści. Bez względu na to czy te wzmocnienia są, czy ich nie ma, Wisła to silna drużyna, na którą trzeba uważać. Podobnie jak na Legię czy Polonię Warszawa.

Lech zaczął wiosnę znacznie intensywniej od rywali, grając w Pucharze UEFA. Twoim zdaniem działa to teraz na waszą korzyść, bo zdążyliście wejść w rytm meczowy czy wręcz odwrotnie, pojawia się zmęczenie wynikające z grania co trzy dni?

- Mecze z Udinese pozwoliły nam nieco szybciej wejść w rytm meczowy. Zmierzyliśmy się z silnym zespołem z ligi włoskiej i na pewno był to dla nas dobry sprawdzian formy przed całą rundą wiosenną. Inne zespoły z naszej ligi miały do tej pory okazję grać tylko w sparingach. Na pewno chłopaki, którzy rozegrali z Udine dwa całe mecze mocniej to odczuli. W Bełchatowie też nie było łatwo i straciliśmy sporo sił, by wygrać. Na szczęście jeszcze tydzień i zacznie się nam tygodniowy rytm meczowy, więc będzie można odpocząć.

Odpadnięcie z Pucharu UEFA daje wam dodatkową mobilizację, by wygrać jak najwięcej na krajowych boiskach?

- Po naszych startach w Pucharze UEFA jesteśmy bardziej doświadczoną drużyną, mocniejszą psychicznie i powinno to procentować. Wierzymy w swoje umiejętności i naszym celem musi być teraz zarówno Puchar Polski, jak i mistrzostwo.

Który z bezpośrednich rywali Lecha może się okazać twoim zdaniem najgroźniejszy wiosną?

- Tak, jak już powiedziałem, musimy cały czas uważać na tę trójkę - Wisłę, Polonię i Legię. Ich szanse na zagrożenie nam oceniałbym na podobnym poziomie. Lech ma już pewną zaliczkę i powoli zaczyna to dość fajnie wyglądać, ale musimy być bardzo uważni do końca. Mamy jeszcze ciężki wyjazd na Polonię, mecze z Wisłą i Legią, wszystko może się zdarzyć.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL