Reklama

Reklama

Walery Łobanowski: Tytan trenerskiej pracy

Urodził się w Kijowie krótko przed rozpoczęciem II wojny światowej. Jako pierwszy trener w Związku Radzieckim zamówił komputer, co mocno zaniepokoiło agentów KGB. Zdarzyło mu się upokorzyć Barcelonę wygrywając 4-0 na Camp Nou, a gdy zmarł postawiono mu pomnik, a jego imieniem nazwano stadion. W kolejnej odsłonie legend Ligi Mistrzów prezentujemy sylwetkę wyjątkowego trenera: Walerego Wasyliowicza Łobanowskiego.

Wygraj bilet na finał Ligi Mistrzów!

5 listopada 1997 roku, godzina 22:25. Stadion Camp Nou. Jego drużyna po golu Serhija Rebrowa prowadzi z Barceloną już 4-0, a on wciąż siedzi na ławce rezerwowych niewzruszony niczym posąg. Na jego twarzy nie rysują się żadne emocje. Nie ma radości, nie ma euforii, jest bezgraniczne skupienie. Taki właśnie był Walery Łobanowski i tak zapamiętali go kibice. "Zimny jak polodowcowy głaz", opanowany, emocjonalnie minimalistyczny. Nie załamywały go porażki, lecz zwycięstwa przyjmował również bez wzruszenia. Traktował je jako naturalną konsekwencję tytanicznej pracy wykonywanej z piłkarzami.

Reklama

Rozszarpali Barcę, odprawili Real

"Cierpliwość, cierpliwość, praca, praca. Nie zmieniaj niczego, nawet kiedy przegrywasz. Porażki są częścią drogi do zwycięstw" - odpowiadał, gdy ktoś pytał go o tajemnicę sukcesów trenerskich. Sukcesów takich jak ten, o którym wspomnieliśmy na początku. Pokonanie Barcelony na jej własnym stadionie w tak ogromnych rozmiarach było gigantyczną sensacją. Przypomnijmy, że podwójną, bo dwa tygodnie wcześniej, 22 października 1997 roku Katalończycy polegli w Kijowie 0-3. W rewanżu spodziewano się, że rozsierdzona Barca, mająca jeszcze szanse na awans z grupy C dokona odwetowej "rzezi" na anonimowej drużynie z Europy Wschodniej. Rzeź faktycznie była - ale w roli oprawców wystąpił 21-letni Andrij Szewczenko, 23-letni Serhij Rebrow i spółka. Armią zaprogramowanych na zwycięstwo postsowieckich atletów dowodził 58-letni wówczas Waleri Łobanowski. Po tym blamażu, bolesnej i zawstydzającej porażce z egzotyczną (dla wielu) drużyną z Ukrainy Barca już się nie podniosła - zajęła ostatnie miejsce w grupie i pożegnała się z Ligą Mistrzów w sezonie 1997/98. A Dynamo szło jak burza. Nie znalazło jedynie sposobu na Bayern Monachium, który w półfinale dzięki golowi Mario Baslera wyrzucił Ukraińców za burtę Champions League.

Tak Dynamo rozprawiło się z FC Barcelona w sezonie 1997/98 Ligi Mistrzów:

Dynamo Kijów - FC Barcelona 3-0

FC Barcelona - Dynamo Kijów 0-4

Podejrzewało go KGB

Łobanowski słusznie uważany jest za jednego z najwybitniejszych futbolowych taktyków w historii futbolu. Przez ponad ćwierć wieku postrzegany był jako trener innowacyjny, wytyczający szlaki dla futbolowych szkoleniowców z całego świata. Ukraińca podziwiano za fantastyczne połączenie naukowego podejścia do piłki z niesamowitą charyzmą i iście napoleońskimi zdolnościami przywódczymi.

Jego liczne innowacje przeszły do historii. Gdy w 1970 roku jako pierwszy trener piłkarski zamówił komputer, który miał mu pomóc w pracy, zwrócił na siebie uwagę KGB. Agenci wietrząc szpiegowski spisek "prześwietlili" go bardzo wnikliwie. Ku ich rozczarowaniu okazało się, że komputer naprawdę wykorzystany został do pracy z piłkarzami Dnipro Dniepropietrowsk.

Dziś komputery i laptopy na każdym kroku pomagają sportowcom, 40 lat temu było to absolutne novum. Jednak Łobanowski wiedział, że musi działać nieszablonowo, kreatywnie, aby być zawsze o krok przed rywalami. Wielu pukało się w głowę patrząc co wyczynia "ekscentryk" z Kijowa, lecz on nie dbał o to, co mówią inni. W klubach, w których pracował gromadził wokół siebie całe rzesze specjalistów. Miał nawet ludzi odpowiedzialnych za prowadzenie bazy danych ze szczegółowymi meczowymi statystykami wszystkich zawodników. Zszokowani piłkarze Zjednoczonych Emiratów Arabskich (reprezentację ZEA prowadził Łobanowski w latach 1990-1993) opowiadali dziennikarzom, jak po każdym meczu trener siadał z nimi i prezentował wypisane na kartce statystyki w czterech podpunktach. Były to: celne i niecelne podania, obszary poruszania po boisku z piłką i bez niej, dobre i złe ustawienie na boisku, a także sugestie poprawy gry przed kolejnym spotkaniem.

Jako kluczowe cechy w futbolu Łobanowski wymieniał szybkość i zgranie drużyny. To były dwa główne czynniki zwycięstwa. Jego piłkarze słynęli z niemal telepatycznych zdolności w porozumiewaniu się na boisku. Wtajemniczeni mówią, że było to wynikiem nietypowej metody szkoleniowej - treningowej gierki pięciu na pięciu, podczas której zawodnicy mieli... zasłonięte opaskami oczy.

Tworzył piłkarzy doskonałych

Choć odrzucał wynaleziony przez Holendrów tzw. "futbol totalny", to twierdził, że nie przypisuje zawodnikom boiskowych pozycji. Nie lubił kategoryzowania, szufladkowania ich w ten sposób. "Nie ma takiej rzeczy, jak napastnik, obrońca, czy pomocnik. To są po prostu piłkarze i oni muszą na murawie umieć zrobić wszystko, czego od nich wymagam" - tłumaczył Walery Łobanowski i nikt nie śmiał nawet zasugerować, że może być inaczej.

"Na równi inspirują mnie naukowe teorie planowania treningów, jak i filozoficzne idee, dzięki którym mogę lepiej zorganizować grupę, którą dowodzę. Każdy trener na świecie przyzna bowiem, że najtrudniejszą rzeczą w jego pracy jest bycie liderem grupy młodych, silnych mężczyzn" - zdradził innym razem, choć nie wydawało się, że dowodzenie sprawia mu jakiekolwiek problemy. Piłkarze darzyli go olbrzymim szacunkiem, postrzegali jako osobę z ogromną wiedzą i autorytetem. I w większości przypadków korzystali na współpracy z genialnym wizjonerem. Z dobrych graczy, stawali się bardzo dobrymi, a bywało że niemal doskonałymi.

To Łobanowski stworzył dla futbolu takie gwiazdy jak Oleg Błohin, Igor Bielanow, Oleg Protasow, Serhij Rebrow, czy też Andrij Szewczenko. Wszyscy osiągnęli w piłce poziom, na który bez pomocy Łobanowskiego mogliby nigdy się nigdy nie wspiąć.

Praca z wymagającym i zaborczym opiekunem miała również swoje minusy. Bywało, że wytransferowani do innych klubów wychowankowie Walerija zupełnie nie umieli się odnaleźć w nowej rzeczywistości i tracili swoje wszystkie atuty. Przykłady? Choćby określany jako "piłkarz doskonały" Aleksiej Michajliczenko, który po przeprowadzce do Glasgow Rangers grał poniżej swoich możliwości. Inny gracz, który nie zrobił oczekiwanej kariery to Serhij Rebrow. W Tottenhamie oczekiwano, że Ukrainiec stanie się gwiazdą Premier League, tymczasem on w 60 występach dla "Kogutów" strzelił jedynie 10 goli.

Bardziej ekstremalne przypadki to Rinat Dasajew i Aleksander Zawarow. Pierwszy popadł w alkoholizm, gdy odszedł do Sevilli, drugi nie wytrzymał presji w Juventusie. Miał zostać drugim Michelem Platinim, tymczasem skończył w gabinecie lekarskim, lecząc się z depresji.

200 tysięcy żegnało Bohatera Ukrainy

Drużyny Łobanowskiego, gdy były w najwyższej formie zachwycały mieszanką siły, kondycji, techniki i artyzmu. Ich grę oglądało się z przyjemnością. Tak grały prowadzone przez niego Dnipro Dniepropietrowsk, Dynamo Kijów, a czasem i reprezentacja Ukrainy.

Łobanowskiego ciekawił niezmiernie wpływ diety na postawę zawodników na boisku. Wiele eksperymentował, co wytykali mu jego wrogowie, oskarżając o stosowanie dopingu. Te zarzuty nigdy się jednak nie potwierdziły. Łobanowski dbał bowiem o zdrowie swoich piłkarzy i nie pozwoliłby na jego narażanie.

W całej dbałości o zawodników, połączonej z chorobliwym wręcz pracoholizmem zapominał o jednym - o własnym zdrowiu. W 2001 roku, w trakcie meczu z Borussią Dortmund czuł się tak źle, że nie mógł ustać na własnych nogach w trakcie minuty ciszy poświęconej ofiarom tragedii zamachu przy World Trade Center.

W 2002 roku, po meczu z Metalurgiem Zaporoże dostał zawału serca. Zmarł kilka godzin później, w trakcie operacji mózgu, przeprowadzanej z powodu komplikacji po zawale. Dwa dni później, przed meczem finału Ligi Mistrzów w Glasgow kibice uhonorowali jego pamięć minutą ciszy. Na pogrzebie w Kijowie zjawiło się 200 tysięcy osób. Więcej niż na jakimkolwiek meczu prowadzonej przez niego drużyny.

Już po śmierci wybitny szkoleniowiec otrzymał tytuł Bohatera Ukrainy - najwyższe państwowe odznaczenie. Jego imieniem został nazwany stadion Dynama Kijów, gdzie co roku odbywa się mocno obsadzony turniej piłkarski - memoriał Walerego Łobanowskiego.

"Daliśmy mu całkowite zaufanie, a on obdarzył nas bezwarunkową miłością. Znał odpowiedzi na wszystkie nasze pytania i nigdy nas nie zawiódł" - powiedział o Łobanowskim jego najsłynniejszy wychowanek, Andrij Szewczenko. "Szewa" powrócił na grób swojego opiekuna w 2003 roku. Przywiózł tam medal Ligi Mistrzów wywalczony z AC Milan, który złożył w hołdzie zmarłemu szkoleniowcowi.

Walery Łobanowski:

urodzony 6 stycznia 1939 w Kijowie

zmarł 13 maja 2002 w Zaporożu

Wzrost: 187 cm

Waga 80 kg

Kluby w trakcie kariery piłkarskiej: Dynamo Kijów, Czernomorec Odessa, Szachtar Donieck

Kluby porwadzone w karierze trenerskiej: Dnipro Dniepropietrowsk, Dynamo Kijów

Prowadzone reprezentacje: ZSRR, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Ukraina

Sukcesy trenerskie

13 mistrzostw Ukrainy, 9 Pucharów Ukrainy, półfinał Ligi Mistrzów, Puchar Zdobywców Pucharów (1975, 1986), Superpuchar Europy (1975)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje