Reklama

Reklama

W środę wielki finał!

Po raz trzeci w historii rozgrywek polskiej ligi koszykarzy o mistrzostwie Polski zadecyduje siódmy mecz finału. W środę w Zgorzelcu wicemistrz Polski PGE Turów Zgorzelec zmierzy się z aktualnym mistrzem Prokomem Treflem Sopot.

W historii PLK, od momentu wprowadzenia play off do czterech zwycięstw, czyli 1995 roku - tylko dwa razy potrzebna była maksymalna liczba siedmiu meczów - w 1998 i 1999 roku. Wówczas dwukrotnie triumfował Śląsk Wrocław, pokonując PEKAES Pruszków i Nobiles Włocławek.

Zdaniem reprezentanta Polski Adama Wójcika zdobycie mistrzostwa w tak zaciętej rywalizacji daje szczególną satysfakcję, ale nie sposób wskazać zespół, który ma większe szanse na mistrzowski tytuł.

"Sam to przeżywałem i wiem, że ostatni mecz finału to wielka gra nerwów, emocje. Trudno przy takim przebiegu walki cokolwiek przewidzieć. Pewne jest, że każdy grać będzie na maksimum, po prostu do bólu, bo w takiej sytuacji nie ma miejsca na kalkulowanie, oszczędzanie się. Prokom pokazał, że potrafi wygrać w Zgorzelcu, Turów wygrał w Sopocie, więc tak naprawdę własny parkiet tu nie decyduje. Satysfakcja z tak wywalczonego tytułu jest specjalna, a mecz pozostaje w pamięci na lata" - powiedział PAP Adam Wójcik.

Reklama

Tegoroczna rywalizacja nasuwa analogie do 1998 roku. 10 lat temu Śląsk Wrocław między innymi z Adamem Wójcikiem w składzie, pod wodzą debiutującego w polskiej lidze słoweńskiego trenera Andreja Urlepa, zdobył mistrzostwo w siedmiomeczowym thrillerze pokonując mistrza z 1997 roku PEKAES Pruszków 4-3. Zespoły, podobnie jak w tegorocznym finale, odnosiły zwycięstwa wyjazdowe, a ostatnie spotkanie rozegrane w Pruszkowie wygrał właśnie Śląsk prezentując żelazną defensywę.

"Przed nami ostatnie starcie. Wiemy jak ważny jest ten mecz. Rywale wiedzą to samo. Można powiedzieć tylko jedno - będzie ekscytująco" - powiedział po szóstym meczu finału bohater spotkania w Sopocie wygranego przez PGE 74:69 portorykański rozgrywający Andres Rodriguez.

"W takich finałach ważna jest każda akcja, każda obroniona piłka, każdy punkt. Liczy się wszystko. Trzeba walczyć przez 40 minut i zawsze do końca" - powtarza jak mantrę trener Prokomu Tomas Pacesas, który od 2002 roku nieprzerwanie zdobywał złote medale MP jako zawodnik z trzema różnymi klubami, kolejno ze Śląskiem Wrocław, Anwilem Włocławek, a od 2004 roku z Prokomem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje