Reklama

Reklama

W Lechu czekają na okazje

Siergiej Kriwec, to jak dotychczas jedyny zawodnik, który w zimowej przerwie zasilił szeregi poznańskiego Lecha. Włodarze klubu z Bułgarskiej mimo szumnych zapowiedzi ofensywy transferowej, jak na razie działają bardzo spokojnie. Wyczekując chyba wyjątkowych okazji oraz powrotu do zdrowia kontuzjowanych zawodników.

Choć w klubowych kuluarach i licznych prasowych spekulacjach pojawią się kolejne nazwiska. To póki co na razie nic z tego konkretnego nie wynika Na łamach poznańskiej prasy najczęściej w ostatnim czasie przewija się nazwisko Witalija Rodionowa. Bramkostrzelnego napastnika BATE Borysow.

- Przyglądamy się zawodnikom i drużynom w Białorusi. Co do potencjalnego pozyskania Witalija Rodionowa, to cały czas spokojnie czekamy na rozwój sytuacji. Na razie sam zawodnik oraz jego menedżer szukają nowego pracodawcy głównie w Niemczech - mówi Marek Pogorzelczyk, dyrektor sportowy Lecha. - Jeśli ten utalentowany zawodnik nie znajdzie miejsca w Bundeslidze, to być może powrócimy do tematu, jego ewentualnej gry w Poznaniu - dodaje.

Reklama

Sternikom klubu oraz szefowi działu sportowego kojonych działań nie ułatwiają liczne kontuzje innych zawodników. Przed rozpoczęciem zimowej przerwy wiele mówiło się, że Poznań opuszczą: Luis Henriquez, Zlatko Tanevski i Anderson Cueto. Wobec licznych urazów oraz przedłużających się rekonwalescencji. Nie jest to już wcale takie pewne. Co gorsza lekarze poznańskiej drużyny nie potrafią precyzyjnie określić, kiedy do gry powrócą: Manuel Arboleda, Grzegorz Wojtkowiak, Marcin Kikut oraz Jakub Wilk.

Trener Jacek Zieliński chcąc być przygotowanym na różne scenariusze, już jakiś czas temu zapowiedział, że na pewno póki co nie zamierza pozbywać się chimerycznego Andersona Cueto. Powód takiej zmiany zdania przez szkoleniowca jest bardzo prosty. Peruwiańczyk póki co jest obecnie jedynym zdrowym, klasycznym zawodnikiem, który może występować na lewej pomocy. Filigranowy gracz z Ameryki Południowej wiosną dostanie więc kolejną szansę pokazania i potwierdzenia swoich umiejętności.

Podobnie sprawa się ma ze Zlatko Tanevskim. Macedończyk w obecnych rozgrywkach na boisku nie pojawił się ani na chwilę, a do tego wszystkiego w lecie kończy mu się kontrakt. Podobno nawet sam zainteresowany dostał wolną rękę w szukaniu nowego pracodawcy. Wszystko byłoby właściwie jasne, gdyby nie kłopoty Manuela Arboledy. Leczenie dolegliwości popularnego "Manu" nie przebiega jednak tak, jak oczekiwali tego wcześniej lekarze. Nadal nie wiadomo nawet, czy Kolumbijczyk będzie musiał poddać się operacji! W związku z takim przebiegiem wydarzeń opiekun "Kolejorza" nie bardzo może sobie pozwolić na skreślenie jakiegokolwiek piłkarza. A w tym także wspomnianego wcześniej Tanevskiego.

Łukasz Klin, Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje