Reklama

Reklama

"Uświadamiałem, że Justyna ma wielki talent"

- Mam wielką satysfakcję z medalu Justyny Kowalczyk - powiedział jej pierwszy trener Stanisław Mrowca. W sobotę jego dawna podopieczna została w Libercu mistrzynią świata w biegach narciarskich.

- W latach 90. w Kasinie Wielkiej, skąd pochodzi Justyna Kowalczyk, był tzw. poszerzony program narciarski. Młodzieżą z okolicznych szkół zainteresował się klub Maraton z Mszany Dolnej. Tam trafiła Justynka, która wygrywała biegi przełajowe - wspomina Mrowca.

Szkoleniowiec wypatrzył ją na zawodach i zaczął namawiać do uprawiania narciarstwa. - Matka mistrzyni świata jest nauczycielką i była za tym, by córka poświęciła się nauce, a w przyszłości studiowała medycynę. Zacząłem jej uświadamiać, że Justyna ma wielki talent i może w sporcie wiele zdziałać. W końcu postanowiła, że jak córka zostanie mistrzynią Polski młodzików w biegach narciarskich, to wówczas pójdzie do szkoły sportowej - przypomniał.

Reklama

Stanisław Mrowca przygotował specjalny plan treningów, ale w klubie w Mszanie Dolnej brakowało pieniędzy i Kowalczyk poszła do szkoły sportowej w Zakopanem. Dość szybko zdobyła tytuł mistrzyni Polski juniorów, później seniorów i tak rozpoczęła się jej kariera sportowa.

- Mam satysfakcję, że podwaliny szkoleniowe z Mszany Dolnej okazały się skuteczne. Myślę, że Justyna będzie o mnie pamiętać - dodał trener.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL