Reklama

Reklama

Tylko u nas: Z Leo na ostro!

Czego najbardziej nie lubi Leo Beenhakker? Kamer i dociekliwych, niewygodnych pytań. Dla INTERIA.PL zrobił jednak wyjątek. Z selekcjonerem kadry narodowej porozmawialiśmy o rzekomym konflikcie z Pawłem Brożkiem, przygotowaniach piłkarzy do spotkań, pozostaniu po zakończeniu kariery w Polsce i o nowych, nieprzychylnych mu władzach PZPN.

TU ZNAJDZIESZ CAŁY WYWIAD Z LEO!

Reklama

Warte podkreślenia jest to, że Leo jest skoncentrowany na jednym zadaniu: doprowadzeniu reprezentacji Polski do gry w mistrzostwach świata 2010 r. - To jest mój jedyny cel i nie zamierzam się przejmować plotkami, całym tym szumem informacyjnym, jaki panuje wokół mnie i całej kadry - te słowa przewijały się w wywiadzie z Beenhakkerem nie raz i nie dwa. Sytuacja w polskiej piłce, a szczególnie w reprezentacji byłaby nieciekawa, gdyby teraz - w środku eliminacji - doszło do zmiany selekcjonera. A takie zagrożenie istniało. Sam Leo, na długo przed wyborami w PZPN-ie, publicznie zadeklarował, że trudno mu sobie wyobrazić współpracę z kimś innym, niż Michał Listkiewicz. Jeszcze ostrzej brzmiały wypowiedzi Grzegorza Laty, który nie krył, że nie jest zwolennikiem Leo.

Nie mogę przejmować się tym całym gadaniem

Listkiewicz zatrudnił w Polsce Beenhakkera i był to chyba najlepszy ruch w jego kadencji. Następca "Listka", czyli Lato po przejęciu fotelu prezesa PZPN ostatnio wyraźnie złagodniał w stosunku do Leo, ale członek nowego zarządu PZPN-u Zbigniew Lach zapowiedział obniżenie poborów Beenhakkera.

- To wszystko są pogłoski. Jedyna rzecz, na której się opieram, to fakt, że rozmawiałem z prezesem Lato. Potwierdził raz jeszcze, że jestem jedyną osobą odpowiedzialną za reprezentację, że mogę liczyć na jego wsparcie, nic się nie zmieni i mogę wykonywać moją pracę, tak, jak robiłem to przez te dwa lata. To jedyna rzecz ważna dla mnie - skomentował Beenhakker.

- A to, co mówią ludzie, te wszystkie plotki... Nie mogę przejmować się, tym całym gadaniem. Mam jeden cel - doprowadzić reprezentację do finałów mistrzostw świata w 2010 roku. Nad tym pracuję, tylko ta sprawa mnie zajmuje. Raz jeszcze powtórzę, że najważniejsze jest to, iż pan Lato jako prezes potwierdził, że mogę działać z absolutną swobodą i pełnym autorytetem - dodał selekcjoner kadry narodowej.

Konie meczu z Czechami nie wygrają

Sporo zastrzeżeń wśród kibiców i dziennikarzy wzbudza niekiedy dobór zawodników do gry w wyjściowej "jedenastce". Leo nie zawsze stawia na tych, którzy są w najlepszej formie. Naszym zdaniem Holendrowi pracę znacznie poprawiłaby indywidualizacja przygotowań.

- Tak, przyjacielu, ale ja muszę zbudować zespół w dwa dni. Bo w sobotę musi zagrać drużyna. Cała rzecz w tym, że jeśli mamy pięć dni na przygotowanie do meczu z Czechami, to mogę wykorzystać dwa dni na pracę indywidualną z zawodnikami i tak robię. Przychodzi jednak moment w środę, kiedy muszę zacząć przygotowywać zespół, zdolny stawić czoła Czechom. Głównym problemem w środę staje się więc futbol! A pan pyta i mówi mi teraz, że mam środę poświęcić na indywidualne przygotowanie ze Smolarkiem, czwartek na indywidualne przygotowanie z Krzynówkiem i innymi chłopakami, a w sobotę mam zagrać drużyną? Czy może pan być w odrobinę większym stopniu realistą? - odpowiadał zdenerwowany szkoleniowiec.

Dowiedz się więcej na temat: lato | Belgia | pytania | selekcjoner | kadry | PZPN | beenhakker

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama