Reklama

Reklama

Triumf Schlierenzauera, Małysz tuż za podium

Nadludzki wysiłek Adama Małysza nie starczył jednak do miejsca na podium. W najwspanialszym konkursie w historii Wielkiej Krokwii był czwarty. Gregor Schlierenzauer wyrównał rekord skoczni, a Simon Ammann go pobił (140,5 m).

Święto w Zakopanem "zepsuł" Thomas Morgenstern. Miał takie same odległości jak Małysz, ale sędziowie wyżej ocenili jego skoki. Wyprzedził Polaka o dwa punkty sprawiając, że podium w sobotę wyglądało identycznie, jak w piątek. Małysz był go jeszcze bliżej. Choć w pierwszej serii miał skok o 3,5 m krótszy od Austriaka, ale w drugiej straty odrobił. Publiczność pod skocznią w napięciu czekała na wyrok sędziowski, który był jednak niekorzystny dla Polaka. Wyższe noty za styl dostał Morgenstern.

ADAM MAŁYSZ PO DRUGIM KONKURSIE W ZAKOPANEM

Reklama

Zażarty bój o najniższe miejsce na podium toczyło się w cieniu pojedynku wagi ciężkiej dwóch największych geniuszy skoków: Gregora Schlierenzauera i Simona Ammanna. Co mógł zrobić broniący pozycji lidera klasyfikacji generalnej PŚ Szwajcar wobec atakującego go Austriaka, który w pierwszej kolejce wyrównał rekord skoczni Svena Hannawalda (140 m)? Ammann poleciał jeszcze pół metra dalej, ale nie dał już rady wykonać telemarku przy lądowaniu. Sędziowie odjęli mu za to sporo punktów i po pierwszej serii nowy rekordzista Wielkiej Krokwii dość wyraźnie przegrywał.

Druga seria była równie porywająca, ale jeszcze bardziej zacięta. Będący na piątej pozycji Małysz zaatakował podium i z niższego o jedną belkę rozbiegu poleciał o 4 m dalej niż w pierwszym skoku (134 m). Kilka minut później miało się okazać jak było to daleko, bo nikt z rywali aspirujących do trzeciego miejsca, do tego wyniku się nie zbliżył. A nawet Schlierenzauer i Ammann mieli kłopot, by dolecieć tam gdzie Polak. Gregor, który w pierwszym skoku przeskoczył Małysza o 10 m, w drugim zaledwie o pół. Obronił jednak zwycięstwo, bo Ammann uzyskał taką samą odległość jak Polak.

W piątek Małysz był piąty i cieszył się, że forma idzie do przodu. W sobotę była jeszcze lepsza. Po weekendzie w Zakopanem Polak przestał być zawodnikiem końca czołowej dziesiątki. Gdyby taka hierarchia w światowych skokach utrzymała się do igrzysk w Vancouver, walka o medal byłaby realna. Polak marzy o złocie, jedynego trofeum, którego jeszcze nie ma. Schlierenzauer i Ammann to dziś jednak skoczkowie z innej bajki. Dla wszystkich, także dla czterokrotnego mistrza świata. Widać jednak, że Małysz przed nikim broni nie składa.

DARIUSZ WOŁOWSKI O ZAWODACH W ZAKOPANEM

Kamil Stoch, drugi z Polaków który zakwalifikował się do finałowej serii, był 28. 31. był Łukasz Rutkowski, 37. Marcin Bachleda, 43. Dawid Kubacki, a 47. Grzegorz Miętus.

Dariusz Jaroń z Zakopanego

Zobacz wyniki sobotniego konkursu w Zakopanem

oraz

klasyfikację generalną Pucharu Świata

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje