Reklama

Reklama

Tomasz Adamek liczy na przełom w 2010 roku

Nawet Nikołaj Wałujew wyglądałby w wadze ciężkiej raczej skromnie przy Tomaszu Adamku, którego od dzisiaj, w trzymetrowej wielkości, można oglądać na ośmiu elektronicznych billboardach umiejscowionych przy największych węzłach autostrad w Nowym Jorku i stanie New Jersey.

- Nie wiedziałem o tym pomyśle Main Events i kiedy mignęła mi moja twarz kiedy jechałem z Manhattanu do domu, myślałem, że to jakiś żart albo ktoś "pożyczył" sobie mój wizerunek. Na pewno się przyda, to bardzo dobry pomysł, żeby zostać zauważonym i się przypominać. Jest mnóstwo telefonów, wiem, że na walkę szykuje się niezła grupa portorykańskich i amerykańskich fanów Estrady. Im więcej ludzi, tym lepiej. Lubię gorącą atmosferę - powiedział Tomasz Adamek, który przygotowuje się o walki o tytuł mistrza IBF International (6 lutego w Prudential Center w Newarku) i pierwszej Wigilii w nowym domu.

Reklama

Pewność siebie twojego rywala Jasona Estrady nie robi na tobie wrażenia.

- Nie robi. Estrada jest może bardziej pewny siebie od moich poprzednich rywali - z wyjątkiem Andrzeja Gołoty - ale ja się nie dam wciągnąć w tą grę. Pewnie powiem coś na ostatniej konferencji prasowej, ale to wszystko. Nie wygra ze mną psychologicznej wojny, nie osłabi mojej pewności siebie. Ale może zawsze próbować...

Rok kończy się spektakularną porażką jednego z najlepszych bokserów ostatniego ćwierćwiecza, jednego z twoich przed laty ulubionych pięściarzy, Roya Jonesa jr.

- Szkoda Roya, bo w latach 90. nie było nikogo od niego lepszego, nikogo, kogo wolałem oglądać. Nie rozumiem bokserów, którzy na siłę ciągną karierę, której już nie ma. Po nokaucie z Tarverem już nie był taki sam jak kiedyś, włączyła się blokada, której nie potrafi przeskoczyć. Roy myśli, że może jeszcze walczyć na najwyższym poziomie i nikt nie może go przekonać, że jest inaczej.

Oglądałeś walkę Pudzianowski - Najman?

- Oglądałem. Nie chciałbym się wypowiadać na temat umiejętności żadnego z nich w MMA. To fajne chłopaki, znam obydwu. Powinni chyba jednak zostać przy swoich dyscyplinach.

Jak przebiegają przygotowania do walki z Estradą? Nie jest łatwo, za kilka dni Święta.

- Tak już jest, co zrobić. Co dwa dni biegam po około 5 mil, a każdego dnia jestem około 2 i pół godziny w sali. Normalne zajęcia - skakanka, worek, walka z cieniem. Dokładam do tego przygotowania ringowe z Ralfem Mendozą - przywiązuje mnie gumowymi pasami do narożnika, sam staje na środku ringu, a ja muszę się wyciągnąć w jego kierunku i bić w rękawice. I tak przez pięć rund. Bardzo wzmacnia to siłę.

Sztangi, ciężary?

- Nie dotykam. W Polsce to popularne w środowisku bokserskim, tutaj nikt tego nie robi, są lepsze, bardziej wartościowe treningi. Sztanga zabija szybkość.

Święta nie przeszkodzą w zachowaniu optymalnej wagi?

- Nie przeszkodzą. Będzie mój ulubiony karp, barszcz z uszkami, inne polskie potrawy, o co jak zawsze zadba moja żona Dorota. Tylko gdzie ona znajdzie w Ameryce wszystko co potrzeba, żeby zrobić prawdziwy polski barszcz? Będą to nasze pierwsze święta w nowym domu. W górach chodziłbym od domu do domu z kolędą, z gitarą i akordeonem, byłaby dobra zabawa. Teraz będzie spokojniej, na 48 godzin salę sobie odpuszczę, ale biegać trzeba będzie. Optymalna waga - chciałbym ważyć 6 lutego nie więcej niż 100 kilogramów.

2010 rok: będzie przełomowy dla twojej kariery? Oceń mijający 2009 rok i decyzję odejścia z wagi junior ciężkiej. Chyba była dobra biorąc pod uwagę, że właśnie przetarg na walkę o mistrzostwo świata IBF Steve'a Cunninghama, najbardziej cenionego obok ciebie boksera tej kategorii, Don King wygrał za tylko 60 tysięcy dolarów. Tyle wydaje się podczas przetargów o mistrzostwo w wadze ciężkiej na biznesowe kolacje.

- Chciałbym, żeby ten 2010 rok był przełomowy. Trzeba oczywiście zacząć od efektownego zwycięstwa z Estradą. Dalej liczę na to, że jeśli nie w następnej walce, to na pewno w kolejnej dostanę szansę walki o tytuł mistrza świata w wadze ciężkiej. Reszta zależy ode mnie. 2009 był dobry, nawet bardzo dobry - trzy walki, trzy nokauty, pas Ringu jako pierwszy Polak w historii dyscypliny. Było sporo radości. Co do junior ciężkiej - sam odpowiedziałeś sobie na to pytanie przykładem z przetargiem. King będzie musiał się starać, żeby do tego interesu nie dołożyć. Chciałbym przy tej okazji podziękować wszystkim moim kibicom, tym w New Jersey, Nowym Jorku, Chicago, Polsce czy gdziekolwiek jesteście, za poparcie i za to, że we mnie wierzyli kiedy przenosiłem się do Stanów i wierzą dzisiaj. Zawsze walczę i będę walczył dla was. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

Rozmawiał Przemek Garczarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL