Reklama

Reklama

Tomasz Adamek dla INTERIA.PL: Będę wojował o mistrzowski pas

- Byłem już mistrzem świata w dwóch kategoriach, teraz moim marzeniem jest mistrzostwo w wadze ciężkiej, co nie udało się jak dotąd żadnemu Polakowi - podkreśla w rozmowie z INTERIA.PL najlepszy polski pięściarz, Tomasz Adamek.

33-letni "Góral" w wadze ciężkiej zadebiutował 24 października podczas gali Polsat Boxing Night. W walce wieczoru, określonej przez media "walką stulecia", pokonał przez techniczny nokaut w piątej rundzie najbardziej rozpoznawalnego na zawodowych ringach rodaka, Andrzeja Gołotę.

Reklama

INTERESUJESZ SIĘ BOKSEM? WEJDŹ NA BLOG DARKA JARONIA

Za niespełna tydzień, 6 lutego, Adamek zmierzy się w Prudential Center w Newark z Jasonem Estradą. Jeżeli wygra to dostanie szansę stoczenia pojedynku z Chrisem Arreolą. Stawką konfrontacji będzie miano pretendenta do mistrzowskiego pasa wagi ciężkiej.

INTERIA.PL: Jak pan oceni przygotowania do walki z Jasonem Estradą. Czy udało się zrealizować wszystko to, co założył pan sobie ze sztabem trenerskim?

Tomasz Adamek: - Oczywiście, że tak. Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest zdrowie, jeżeli jestem zdrowy, to wszystko inne można podporządkować: ustalić sparingpartnerów, a także inne sprawy związane z walką. Mogę powiedzieć, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Czekamy już na sobotni bój.

W ostatnim tygodniu przed walką zapewne odpuści pan ciężkie treningi, jak te dni będą wyglądać?

- Ostatni tydzień będzie bardzo luźny. Wiadomo, będą konferencje przed walką, a ja będę trenował jeden raz dziennie. Ten tydzień to odpoczynek od cięższych zajęć. Od poniedziałku do piątkowego ważenia mój trening będzie się składał z tarczowania, dwóch - trzech rund walki z cieniem i ze skakanki. Ten ostatni tydzień zawsze jest czasem na odpoczynek, na złapanie świeżości po ciężko przepracowanych ośmiu tygodniach.

Jedną z pańskich wizytówek jest mocne przygotowanie mentalne. Stosuje pan jakieś specjalne techniki sprzyjające koncentracji?

- Uważam, że z mocną psychiką człowiek musi się urodzić. Poza tym wiara w Boga daje mi tą siłę, która pozwala mi wejść do ringu z nadzieją na to, że będzie dobrze, że zwyciężę i polska ręka znowu będzie w górze. Tak idę przez życie każdego dnia i całą swoją karierę.

Jak spędza pan ostatnie godziny przed walką. Oszczędza pan energię na wieczór?

- Cały tydzień poprzedzający walkę odpoczywam, dlatego ciężko mówić o zmęczeniu. Na pewno jest to inny dzień od pozostałych. Człowiek jest już myślami przy wieczorze. Czas spędzam w domu z rodziną. Jest czas na posiłki i na spacer. Rano i po południu wychodzę się przespacerować. To taka odskocznia od spraw domowych, a także okazja do tego, żeby przemyśleć taktykę na wieczór. A potem jest wyjazd do hali. Tak mija mi dzień aż do walki.

Waży pan ponad 100 kilogramów, a według obserwatorów pańskich sparingów szybkości pan nie straci. Jak udało się tego dokonać?

- Gdzieś wyczytałem, że przytyłem ponad 20 kg. Oczywiście to nieprawda, bo nawet walcząc kiedyś w kategorii do 79 kg na co dzień ważyłem około 87 kg, a walcząc w cruiser do 91 kg moją naturalną wagą było 96-97 kg. Teraz ważę 102 kg, czyli masę nabierałem stopniowo. Nie jest więc tak, że nagle przybrałem te 20 kg, bo wtedy straciłbym swoją szybkość. Masa rośnie w naturalny sposób, jest to etap, który trwa już trzy lata, a szybkość, co widzą osoby na sparingach, pozostała. Oczywiście siła poszła w górę, a to tylko dobrze rokuje na przyszłość.

Czy 102 kg to pana docelowa waga w wadze ciężkiej, czy też chciałby pan dorzucić jeszcze parę kilo?

- Nie, moja waga wychodzi naturalnie. Nie ma mowy, żebym się specjalnie objadał, żeby więcej ważyć. To zasługa treningów, odżywek i normalnego żywienia, bo moja żona gotuje w domu. Jem może troszeczkę więcej niż kiedyś, bo wtedy musiałem uważać na wagę przed walką. Teraz jem i piję tyle, ile potrzebuje organizm. Miewałem z tym problemy w przeszłości przed walką, także mam teraz komfort psychiczny, że tydzień przed walką mogę się najeść do syta.

Porozmawiajmy o pana najbliższym rywalu. Jason Estrada szczyci się tym, że nigdy nie leżał na deskach. Będzie pan dążył do tego, żeby to zmienić, czy też konsekwentnie realizował swoją taktykę w ringu?

- Zawsze wychodzę do ringu przygotowany na pełnych 12 rund, bo trenuję przez osiem tygodni tak, żeby być gotowym na cały dystans. A jak będzie, to wyjdzie w praniu. Czasem jeden cios w boksie zmienia obraz walki, w każdej rundzie ktoś może polecieć na deski, jak mocno trafię, to potrafię położyć każdego. Ale moim zadaniem nie jest nokautowanie nikogo. Mam zwyciężać i to będę robił.

Na co będzie pan musiał zwrócić szczególną uwagę w walce z Estradą?

- Wiem jak on walczy, ale tego nie da się opowiedzieć w wywiadzie. Nie będę mówił o schematach. Przez osiem tygodni przygotowywałem się do tej walki, pod kątem konkretnego przeciwnika dobierani byli sparingpartnerzy, walcząc z nimi wyobrażałem sobie, że przed mną stoi Estrada.. To nad czym pracowałem mam poukładane w głowie, w sobotę przeniosę to na ring. Wiem jaki ma styl, widzieliśmy go w jego poprzednich walkach, ale wcale nie jest powiedziane, że tak samo walczyć będzie ze mną, bo jestem innym zawodnikiem od tych, z którymi walczył.

Zwycięstwo nad Estradą da panu możliwość walki z Chrisem Arreolą, a wygranie z nim może oznaczać przepustkę do walki o pas mistrza świata wagi ciężkiej. Czy ranga najbliższej walki dostarcza dodatkowej mobilizacji, czy też odczuwa pan dodatkową presję?

- Każde zwycięstwo w ringu przynosi bokserowi coś większego, ważniejszego. Jeśli będę zwyciężał, to będę piął się w górę, aż do tytułu mistrzowskiego. Tak było w niższych wagach, tak jest i teraz. Muszę zwyciężać, jeżeli marzy mi się pas mistrza świata wagi ciężkiej. Niezależnie od tego z kim walczę, muszę wygrać. Z taką myślą wejdę w sobotę do ringu. Jest Estrada, potem następny rywal, może jeszcze jeden i mistrzowski pas.

W październiku po pokonaniu Andrzeja Gołoty stwierdził pan, że potrzebuje roku, żeby być gotowym na walkę z braćmi Kliczko. Podtrzymuje pan te zapowiedzi?

- Jak najbardziej. Po to trenuje, żeby zdobywać jak najwyższe laury w boksie zawodowym, czyli pas mistrzowski. Byłem już mistrzem świata w dwóch kategoriach, teraz moim marzeniem jest mistrzostwo w wadze ciężkiej, co nie udało się jak dotąd żadnemu Polakowi. Mam nadzieję, że zdrowie i siły dopiszą. Jak będę zdrowy, będę walczył i wojował i zdobędę mistrzowski pas.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

INTERESUJESZ SIĘ BOKSEM? WEJDŹ NA BLOG DARKA JARONIA

Zobacz także

Gigant telewizyjny otwiera drzwi przed Adamkiem

Adamek: Jak będzie okazja, to znokautuję Estradę

Dowiedz się więcej na temat: blog | Tomasz Adamek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama