Reklama

Reklama

To nie jest normalny człowiek!

- To robocop, gladiator który może sam góry przenosić. Jest duszą tej drużyny, ciężko go zastąpić na boisku i poza nim - mówi o Michale Jureckim kolega z drużyny Krzysztof Lijewski.

Młodszy z braci Jureckich wrócił do składu po pauzie w meczu ze Słowenią, spowodowaną drobnym urazem kolana. Ile jego obecność znaczy dla biało-czerwonych pokazał pojedynek z Hiszpanią. Nie tylko zdobył trzy efektowne bramki, ale podawał na koło do brata Bartosza i walczył jak lew w obronie. A do tego straszył rywali koszmarnym wyglądem. Poobijany, pokrzywiony, zaklejony plastrami nos, gigantyczne czarne sińce pod oczami - pseudonim "Dzidziuś", jakim ochrzcili go koledzy z drużyny wyjątkowo do niego dzisiaj nie pasował.

Reklama

- To, co dzisiaj Michał pokazał: wolę walki, ambicje, charakter - tego się w słowach nie da opisać. Cieszę się, że wrócił do nas i to w takim stylu - dodał Krzysztof Lijewski.

Rozgrywający naszej kadry powiedział, że byli świetnie taktycznie przygotowani do tego spotkania. - Mecz wygraliśmy w obronie. Bogdan nam mówił, że Hiszpanie bazują na szybkiej, dwójkowej grze z kołowym. To mieliśmy im uniemożliwić i zrealizowaliśmy te założenia trenera chyba w 100 procentach. Wygraliśmy zasłużenie, byliśmy lepszą drużyną, ale na razie nic wielkiego nie zrobiliśmy. Mamy pierwsze dwa bardzo ważne punkty ale czekamy na mecz z Czechami. Nie zlekceważymy ich, bo otwiera się przed nami życiowa szansa walki o medale - dodał Krzysztof Lijewski.

lech, Innsbruck

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Tabela nie kłamie! Polska liderem! Zobacz kto z kim i kiedy!

Polska feta w Innsbrucku! Hiszpania rozbita!

Niemcy gonili Francję, ale nie dogonili

Wystarczy ograć Czechów i mamy półfinał!

Czechy ograły Słowenię 37-35!

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Lijewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje