Reklama

Reklama

Tim Sylvia uciszył Mariusza Pudzianowskiego

Po porażce z Timem Sylvią wokół Mariusza Pudzianowskiego, który przez kilka miesięcy był najbardziej rozpoznawalnym człowiekiem w kraju, zrobiło się cicho. I bardzo dobrze. Zwłaszcza dla "Pudziana".

Na swoją popularność Mariusz pracował przez długie lata, zdobywając kolejne laury w zawodach siłaczy. Dodatkowo bardzo dobrze odnalazł się w rodzimym show biznesie i często gościł w telewizyjnych programach rozrywkowych. Do MMA trafił, żeby odrobinę ze swojej popularności "przelać" na KSW. Udało się. W grudniu ubiegłego roku po pokonaniu Marcina Najmana wzrosły zarówno notowania "Pudziana", jak i samej federacji, która zaczęła bić rekordy oglądalności. Wzrosło też zainteresowanie MMA.

Reklama

Po zwycięstwie nad Najmanem naród, a zwłaszcza ta nieobeznana w zasadach walki wręcz jego część, prędko namaścił Mariusza na przyszłego dominatora MMA. "Pudzian" po 44 sekundach spędzonych w ringu na tyle uwierzył w swoją moc, że zdecydował się zakontraktować walkę z byłym mistrzem UFC, Timem Sylvią. Po drodze, z problemami, ale jednak, pokonał nastawionego na przetrwanie Yusuke Kawaguchiego, a potem gładko przegrał z Amerykaninem.

Lekko przesadzając można stwierdzić, że po walce z Sylvią słuch o "Pudzianie" zaginął. Niby gdzieś tam się parę razy publicznie pokazał (na przykład na obronie magisterki), ale to nie ten sam człowiek, o którym nie tak dawno złośliwi mówili, że wyskakuje nawet z lodówki. Dla samego Mariusza dobrze się jednak stało, że zniknął. Dlaczego? Oto kilka powodów...

Bo sportów walki profesjonalnie nie można trenować z doskoku. Znam osobiście kilku zawodowców i wcale im nie zazdroszczę. Ich życie to trening, dieta i odpoczynek. Ale efekty są. Jak tylko "Pudzian" podąży tą drogą i skupi całą swoją energię na przygotowaniu do kolejnych walk, to możemy mieć z niego sporo pociechy w MMA.

Bo ma czas na wyciszenie się i wyciągnięcie właściwych wniosków. To ambitny facet i dostawanie po głowie go nie interesuje. Może musiał oberwać od Tima, żeby przekonać się o tym na własnej skórze (której tanio nie sprzedaje, wiem), ale już są pierwsze decyzje. "Pudzian" dalej chce walczyć z Pawłem Nastulą (negocjacje były już zaawansowane), ale nie jak pierwotnie planowano we wrześniu, ale w przyszłym roku. Na razie ma się skupić na ciężkiej pracy. Zwłaszcza nad kondycją...

Skoro o kondycji mowa. Przybierający w starciu z Sylvią coraz ciemniejszy odcień purpury Mariusz przez lata uprawiał sport. Ale zawody siłaczy a sporty walki to dwa światy. Sama siła, a nawet technika to za mało. Dobrym przykładem jest tu Tomasz Adamek, który przygotowując się do walki z Chrisem Arreolą sporo czasu spędził na basenie i nabiegał wiele kilometrów.

Coś mi mówi, że po lekcji wyciągniętej z walki z Sylvią po wakacjach zobaczymy innego "Pudziana". Co prawda na wrześniowej gali KSW najpewniej nie dostanie przeciwnika z najwyższej półki, ale ważne będzie to co sam pokaże i o ile z roli celebryty przybliży się do zawodnika MMA.

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Jaronia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje