Reklama

Reklama

Te igrzyska mogą być polskie!

Dzisiaj rozpoczynają się zimowe igrzyska olimpijskie w Vancouver. Reprezentanci Polski już dawno nie mieli tylu realnych szans medalowych!

Oficjalnie otwarcie igrzysk nastąpi w nocy z piątku na sobotę polskiego czasu. Zapowiadają się one wyjątkowo, zwłaszcza dla polskich kibiców. Nasza reprezentacja pojechała do Kanady z medalowymi nadziejami!

Eksperci, dziennikarze i kibice jednym tchem wymieniają trzy nazwiska: Justyny Kowalczyk, Adama MałyszaTomasza Sikory. Cała trójka należy w swoich dyscyplinach do ścisłej światowej czołówki i ich medalowe aspiracje nie są tylko pobożnymi życzeniami.

Za ich sprawą starty w Vancouver mogą być dla nas najlepsze w historii. Najwięcej medali podczas zimowych igrzysk olimpijskich polscy sportowcy zdobyli w roku 1960 (Squaw Valley: Elwira Seroczyńska - srebro i Helena Pilejczyk - brąz), w 2002 (Salt Lake City: Adam Małysz - srebro i brąz) i 2006 (Turyn: Tomasz Sikora - srebro i Justyna Kowalczyk - brąz).

Reklama

Kowalczyk - faworytka numer jeden

Justyna Kowalczyk zawojowała biegi narciarskie. W ciągu kilku lat nieznana zawodniczka z Kasiny Wielkiej przebojem wdarła się do światowej czołówki. Obecnie ma już na koncie mnóstwo sukcesów - z medalami igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata włącznie. Zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu.

Znamienny jest jednak fakt, że Kowalczyk zdobyła Kryształową Kulę jako pierwsza w historii zawodniczka z kraju, który nigdy nie organizował zawodów Pucharu Świata w biegach narciarskich.

Kowalczyk boją się wszyscy - z tuzami światowych biegów narciarskich z krajów skandynawskich, gdzie ten sport cieszy się ogromną popularnością, a wielu mistrzów pochodzi właśnie z Finlandii, Norwegii czy Szwecji. Polka zaliczana jest do grona ścisłych faworytek IO w Vancouver. Fachowcy już teraz uważają, że będzie jedną z największych gwiazd tej imprezy.

Według śmiałych prognoz, dwukrotna mistrzyni świata z Liberca, może zdobyć medal w każdej konkurencji, w której wystartuje. Czy jednak hurraoptymistyczne prognozy nie są na wyrost?

Być może nie, bo w sezonie olimpijskim nasza biegaczka prezentuje fenomenalną formę i z dużą przewagą prowadzi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Co ważne, świetną dyspozycję potwierdziła w generalnym sprawdzianie przed IO w kanadyjskim Canmore, gdzie wygrała sprint, a na 10 km stylem dowolnym była druga.

Faworyci nie zawsze wygrywają

Pamiętajmy jednak, że nie tylko dla Polki IO w Vancouver są głównym celem sezonu. Rywalki również solidnie pracowały, by osiągnąć szczyt formy w Kanadzie. Finki, Norweżki, Szwedki, Rosjanki i inne zawodniczki również chcą zdobyć medal.

Aino Kaisa Saarinen, Virpi Kuitunen, Marit Bjoergen, Charlotte Kalla, Petra Majdić nie odpuszczą i Kowalczyk będzie musiała stoczyć zażartą walkę, żeby stanąć na podium.

Okolicznością na niekorzyść Polki są trasy w Whistler. Sama Kowalczyk wielokrotnie mówiła, że za nimi nie przepada. Są dla niej zbyt płaskie, brakuje ciężkich podbiegów, na których Polka potrafi narzucić takie tempo, że rywalki tylko oglądają jej plecy.

Pamiętajmy także o tym, że to jest sport. Faworyci nie zawsze wygrywają. Na sukces składa się wiele czynników: zdrowie, dyspozycja dnia, pogoda, narty, smary, itp. Łut szczęścia też się przydaje. Wie o tym doskonale Justyna Kowalczyk.

Cztery lata temu w Turynie zasłabła na trasie biegu na 10 km stylem klasycznym. Wydawało się wówczas, że marzenia o medalu prysły jak bańka mydlana. Kowalczyk podniosła się jednak jak feniks z popiołów i stanęła na upragnionym podium (brąz na 30 km stylem dowolnym).

Nie zawieszajmy na szyi Kowalczyk już teraz złotych medali. Trzymajmy kciuki za Justynę, kibicujmy jej z całych sił i cieszmy się z każdego krążka, jaki wywalczy nasza znakomita zawodniczka.

Adam Małysz - marzenia o złocie

Sukcesy Orła z Wisły można wymieniać bardzo długo. Jednak w jego bogatej kolekcji brakuje tylko jednego - złotego medalu olimpijskiego. Małysz podporządkował wszystko, żeby jego marzenie spełniło się w Vancouver. Indywidualny cykl przygotowań pod okiem Hannu Lepistoe ma w tym pomóc.

Początek sezonu olimpijskiego nie był udany, ale im bliżej igrzysk, tym forma naszego mistrza rośnie. Potwierdzeniem tych słów był konkurs Pucharu Świata w Klingenthal. Małysz stoczył tam fantastyczną walkę z liderem klasyfikacji generalnej PŚ Szwajcarem Simonem Ammannem. "Harry Potter" skoków okazał się minimalnie lepszy, ale Polak przypominał zawodnika z najlepszych lat.

Sam Małysz widzi, że jego praca przynosi efekty. Wróciła pewność siebie, na twarzy znów pojawił się uśmiech. A tym co już go skreślali, udowodnił, że jest na to jeszcze za wcześnie. Są zatem podstawy do tego, żeby Małysz mógł realnie myśleć o medalu. Nawet jego najgroźniejsi rywale Ammann, Gregor Schlierenzauer czy Janne Ahonen z uznaniem wypowiadają się o liderze polskiej reprezentacji.

ZOBACZ OSTATNIĄ FAZĘ PRZYGOTOWAŃ DO IGRZYSK!

Czy Małysza stać na medal? Zapewne tak, ale konkurencja jest piekielnie silna. Na dodatek, skoki, jak wielokrotnie mogliśmy się o tym przekonać, są nieprzewidywalne. Wiatr odgrywa dużą rolę, a nowy system punktacji, uwzględniający warunki atmosferyczne, nie będzie obowiązywał w Vancouver.

Małysz jako pierwszy z naszych reprezentantów stanie do walki o medale. Jeszcze przed ceremonią otwarcia igrzysk odbędą się kwalifikacje na skoczni K-95. Dzień później decydująca batalia o medale.

Tomasz Sikora - dobre oko to podstawa

Polski biathlon od wielu lat kojarzony jest z nazwiskiem Tomasza Sikory. Zawodnik AZS AWF Katowice stawał na podium igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i Pucharu Świata. Został uznany najlepszym biathlonistą 2009 roku.

W tym sezonie Sikora nie rozpieszczał swoich fanów. Odległe lokaty w pierwszych zawodach nie wróżyły najlepiej. Jednak czterokrotny olimpijczyk cały czas powtarzał, że głównym celem są igrzyska w Vancouver i szczyt formy ma mieć w Kanadzie. Podobnie jak w przypadku Małysza, im bliżej igrzysk tym dyspozycja Sikory rośnie. Na podium pucharowych zawodów stanął w tym sezonie raz - 3. miejsce w biegu masowym w Oberhofie.

Cztery lata temu do Turynu Sikora jechał po medal i wystawił cierpliwość kibiców na ciężką próbę. Sprint, bieg indywidualny i bieg pościgowy nie potoczyły się po jego myśli. Dopiero w ostatnim starcie, biegu ze startu wspólnego, Sikora spełnił swoje marzenie - zdobył srebrny medal. W pamięci kibiców utkwił moment tuż po zakończeniu zawodów. Uradowany Sikora rozpłakał się przed kamerami telewizyjnymi.

W Vancouver Sikora również będzie miał cztery szanse na medal: w sprincie, biegu pościgowym, biegu indywidualnym i biegu ze startu wspólnego. O formę biegową Polaka raczej możemy być spokojni. Sikora martwi się o formę strzelecką, a żeby myśleć o medalach celne oko to podstawa. Jeden błąd może zaważyć na wyniku.

Niespodzianki mile widziane

Reprezentacja Polski na IO w Vancouer liczy 47 osób. Czy, oprócz wymienionej wyżej trójki, ma ktoś jeszcze szansę na medal? Wydaje się, że pokusić się o to może snowboardzista Paulina Ligocka - dwukrotna brązowa medalistka mistrzostw świata w half pipie (2007 i 2009). Ligocka atmosferę olimpiady już zna, a doświadczenie zdobyte w Turynie powinno zaprocentować.

O miejsce w czołowej dziesiątce powalczy saneczkarka Ewelina Staszulonek. Podium raczej jest poza jej zasięgiem w dyscyplinie zdominowanej przez Niemki. Medal Staszulonek byłby sensacją dużego kalibru.

Liczymy na dobry występ sztafety biathlonistek. Polki mają dosyć wyrównany zespół, który regularnie plasuje się w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata. Nie należy zapominać także o Katarzynie Bachledzie-CuruśKonradzie Niedźwiedzkim w łyżwiarstwie szybkim.

Niespodzianki są nieodłącznym elementem sportu i byłyby mile widziane ze strony reprezentantów Polski.

Gwiazdy, gwiazdy, gwiazdy...

Oczywiście w Vancouver będziemy głównie emocjonować się występami Polaków, ale niezapomnianych wrażeń powinni dostarczyć sportowcy z innych krajów. Amerykanka Lindsey Vonn ma chrapkę na komplet złotych medali w narciarstwie alpejskim. Kolorytu zawodom na stokach Cypress Mountain powinien dodać jej rodak Bode Miller. Kolekcję złotych medali olimpijskich będzie chciał powiększyć norweski biathlonista Ole Einar Bjoerndalen. A ma ich na koncie już pięć. Król Ole potrafi jak mało kto przygotować się do konkretnej imprezy.

Niezwykle interesująco zapowiada się turniej hokeja na lodzie mężczyzn. Kanadyjczycy po upokorzeniu w Turynie, gdzie zajęli 7. miejsce, chcą u siebie zdobyć złoto. Mają im w tym pomóc gwiazdy z ligi NHL z Sidneyem Crosbym na czele. Plany ekipy "Klonowego Liścia" będą chcieli pokrzyżować Rosjanie. Jak zwykle groźni będą także Szwedzi (mistrzowie olimpijscy z Turynu), Finowie, Czesi, Amerykanie czy Słowacy.

Jeszcze o Polakach

Potęgą w sportach zimowych nigdy nie byliśmy. W Polsce na dobrą sprawę brakuje niemal wszystkiego do profesjonalnego uprawiania dyscyplin zimowych. Obiekty spełniające międzynarodowe standardy można policzyć na palcach jednej ręki. Brakuje tras alpejskich, biathlonowych, biegowych, lodowisk, torów saneczkowych czy bobslejowych.

W szarej rzeczywistości wyróżniają się jedynie skoki narciarskie. Jest Wielka Krokiew w Zakopanem, która gości zawody Pucharu Świata. Są skocznie w Szczyrku i Wiśle. Niezła kondycja skoków narciarskich wiąże się z sukcesami Adama Małysza. Żeby jednak nie było tak kolorowo, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w ciągu tych wszystkich lat, w których Orzeł z Wisły deklasował rywali, można było zrobić więcej, by wychować następców mistrza. Małysz nie będzie skakał wiecznie, a nie widać zawodników, którzy godnie go zastąpią.

Niech nam nie zabraknie pokory

Brak infrastruktury przekłada się na liczbę osób wyczynowo uprawiających sporty zimowe. Garstka, jak na 40 milionowy kraj, notorycznie boryka się z problemami finansowymi. Nie ma się czemu dziwić, bo aby odpowiednio przygotować się do sezonu trzeba wyjeżdżać do zagranicznych ośrodków. A to kosztuje. Zresztą kwestia braku pieniędzy, to temat rzeka i dotyczy całego polskiego sportu, a nie tylko dyscyplin zimowych.

Podsumowując stan polskich sportów zimowych wystarczy podać suche liczby. Od 1924 roku polscy sportowcy zdobyli zaledwie osiem medali olimpijskich, w tym tylko jeden złoty!

Z takiego obrazu nędzy i rozpaczy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wyłania się obraz, z racjonalnego punktu widzenia, niemal niemożliwy. Nasi sportowcy mogą stanąć na podium w Vancouver.

Kto wie, może usłyszymy nawet Mazurka Dąbrowskiego? Niech nam jednak nie zabraknie pokory. Doceńmy sukces i nie przeklinajmy, gdy go zabraknie.

Robert Kopeć

ZDJĘCIA W NOWYM FORMACIE, czyli poznaj Vancouver!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje