Reklama

Reklama

Tajner: Małysz potrzebuje spokoju

- Adam Małysz potrzebuje w tym momencie wyciszenia, które pozwoli mu na spokojne przygotowanie się do igrzysk olimpijskich - apeluje Apoloniusz Tajner.

- Adam Małysz potrzebuje w tym momencie wyciszenia, które pozwoli mu na spokojne przygotowanie się do igrzysk olimpijskich - apeluje Apoloniusz Tajner.

Kurator PZN był gościem Kontrwywiadu Kamila Durczoka w RMF FM.

Kamil Durczok: Wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego mistrz tak nisko lata. Pan to wie?

Apoloniusz Tajner: Myślę, że tak jak wszyscy nie mogę do końca powiedzieć. Na pewno ta dyspozycja Adama, którą pokazał na Turnieju Czterech Skoczni, spowodowała słuszną decyzję trenerów o wycofaniu Adama.

Kamil Durczok: Latał na tyle nisko, żeby wycofać go z jednej z najbardziej prestiżowych imprez sezonu?

Apoloniusz Tajner: Są jeszcze bardziej prestiżowe imprezy przed nami. Przypomnę, że w dniach 13-15 stycznia odbędą się mistrzostwa świata w lotach w Kulm, a później są przecież igrzyska olimpijskie - to są w tej chwili dwa główne cele, bo jeden z celów, którzy trenerzy chcieli osiągnąć w postaci dobrego wyniku w Turnieju Czterech Skoczni, uciekł. Przed Adamem były dwie bardzo trudne skocznie w Innsbrucku i Bischofshofen - skocznie, na których, jeśli zawodnik nie jest w formie, można tylko pogłębić błędy, które wykonuje.

Reklama

Kamil Durczok: A dlaczego w niedzielne popołudnie wszyscy - łącznie z Małyszem - mówili, że rezygnacja ze startu niczego nie daje, a wieczorem Małysz się jednak wycofał?

Apoloniusz Tajner: Na gorąco wypowiada się różne opinie, które po przemyśleniu okazują się wypowiedziane za szybko. Wieczorem brałem telefoniczny udział w rozmowie z trenerami. W spotkaniu uczestniczył Heinz Kuttin, Łukasz Kruczek, Adam Małysz i ja czasami włączałem się telefonicznie. Ponad dwie godziny trenerzy dyskutowali z Adamem, czy takie posunięcie byłoby dobre. Ja się do tego przychyliłem, ponieważ te główne cele jednak jeszcze są przed nami.

Kamil Durczok: I są do osiągnięcia?

Apoloniusz Tajner: To też trudno powiedzieć czy są do osiągnięcia, bo są różne przykłady. Powiem tylko, że w 2003 r. w sytuacji podobnej, bo w Libercu - wtedy Adam Małysz zajął miejsce w konkursie w drugiej dziesiątce - był zakatarzony, chory, rozdrażniony, podłamany psychicznie. Wtedy podjęliśmy decyzję o wycofaniu Adama ze startów w PŚ w Willingen. W okresie 12 dni Adam w ogóle nie skakał na nartach skokowych. Wrócił na MŚ do Predazzo i zdobył dwa złote medale. Ja nie chciałbym rozbudzać od razu wielkich nadziei.

Kamil Durczok: Od Małysza słyszymy, że dojazd i wybicie są dobre, a w połowie lotu spada. Jan Szturc mówi, że dojazd i wybicie są złe - jak mówi "idą w narty, a nie w górę". Czy w ogóle można postawić jedną słuszną diagnozę w takiej sytuacji?

Apoloniusz Tajner: Ja myślę, że diagnozę mogą postawić tylko trenerzy, którzy z bliska analizują skok Małysza. Mając duże zwolnienia i wielokrotność powtórzeń potrafią wychwycić drobne błędy. Wydaję mi się tak ogólnie, że Adamowi w tej chwili brakuje spokoju i świeżości. W tym kierunku trenerzy pójdą teraz, żeby tę świeżość odzyskać, bo Adam nadal potrafi skakać.

Kamil Durczok: A przy okazji buty i narty do zmiany, żeby znowu znaleźć "czucie w skokach"?. Czy to jest kwestia butów i nart? Jak pan myśli?

Apoloniusz Tajner: Nie, to na pewno nie jest kwestia butów i nart. Trenerzy czasami szukają właśnie poprzez takie nowinki powrotu do wielkiej formy zawodnika, ale też trzeba na to spojrzeć z innej strony. Proszę sobie przypomnieć nazwisko - Martin Schmitt, który ciągle jest widziany w telewizji, dwa razy wygrał Puchar Świata; czy Peterka, który również skacze nadal, też dwukrotnie zdobywał Puchar Świata, od tego czasu próbuje wrócić do zwycięstw - jest to trudne. Proszę też popatrzeć na takie nazwisko jak Janne Ahonen, który miał słabsze momenty, wracał na szczyt, potem znów miał słabsze momenty, a w tej chwili na tym szczycie się utrzymuje. Kariery tych wielkich zawodników różnie się rozwijają.

Kamil Durczok: W tym kontekście wraca nazwisko Heinza Kuttina - trenera kadry, który mówi: "nie wiem co się dzieje". Czy trener powinien mówić: "nie wiem co się dzieje"?

Apoloniusz Tajner: W sytuacjach krytycznych czasem tak jest, że dość gorączkowo poszukuje się przyczyn słabości. Na pewno przez ten moment też przeszli Kuttin i Kruczek. Na pewno gdzieś na gorąco takie wypowiedzi zostały schwytane. Myślę, że oni w tej chwili po podjęciu tej decyzji - w moim przekonaniu słusznej - będą szukać prób wyjścia z kryzysu. Nie oszczędzali się przez cały rok pracy i myślę, że jest szansa, by poprawić Adama, ale czy aż na tyle, by myśleć o jakiś wielkich osiągnięciach, to trudno powiedzieć. Tylko spokój i spokojna praca może coś zmienić.

Kamil Durczok: Tak jeszcze a propos tych nowinek technicznych. Adam Małysz ma spróbować skakać na nieco zmodyfikowanych nartach. Jakie to są zmodyfikowane narty?

Apoloniusz Tajner: Nie wiem, nie mam pojęcia, nie poinformowali mnie o tym trenerzy.

Kamil Durczok: Panie trenerze, a może trzeba się pogodzić z tym, że najlepsze u Adama Małysza jest już za nami, że skacze bardzo długo, że dostarczył nam emocji i wzruszeń, za które jesteśmy mu bardzo wdzięczni, ale że czas tej wielkiej kariery dobiega końca?

Apoloniusz Tajner: Myślę panie redaktorze, że jest to dobry kierunek, jest to wyciszający kierunek i pozwoli zawodnikowi spokojnie przygotować się do tych igrzysk. A gdyby Adam sprawił niespodziankę, to byłoby nam wszystkim tym przyjemniej. Innego wyjścia nie ma, Adam potrzebuje w tej chwili jak najmniej ruchu wokół siebie i spokoju w przygotowaniach.

Kamil Durczok: Martwi nas to, że sam Adam mówi: "czasami mam dość skakania".

Apoloniusz Tajner: No i na takie stanowisko zawodnika najlepiej robią przerwy, pobyty w domu, odzyskanie wiary w siebie, złapanie równowagi psychofizycznej. To jest bardzo ważne i na to trzeba troszeczkę czasu, którego jeszcze trochę mamy. Nie jest go za dużo, ale trochę jest. Żadne duże manewry już nie wyjdą, natomiast sprytne pociągnięcia na pewno mogą pomóc, a Adam też ma dużo doświadczenia i myślę, że wraz z trenerami znajdą najlepsze rozwiązanie.

Kamil Durczok: A my wierzymy, że będzie dobrze i mocno trzymamy kciuki. Dziękuję za rozmowę.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL