Reklama

Reklama

Tajemnica idealnego telemarku, czyli za co skoczek dostaje punkty

Odległość to nie wszystko. W skład całkowitego wyniku zawodnika, bierze się pod uwagę również ocenę za wykonany skok. Z punktu widzenia kibica to prosta sprawa. Wystarczy „trafić w próg”, jak najdłużej pozostać w powietrzu i zwieńczyć występ telemarkiem. Co w rzeczywistości kryje się pod oceną za skok?

Wysokie rangą wydarzenia sportowe to presja nie tylko dla zawodników i sztabu szkoleniowego, ale także dla sędziów. W sporcie liczą się setne sekundy i ułamki punktów, które decydują o ostatecznym wyniku. Czasami jedna zła decyzja może pozbawić kogoś ważnego trofeum oraz skutkować odebranym sprzed nosa marzeniem. Przyjrzyjmy się, co oceniają sędziowie w skoku Kamila Stocha i spółki.

Długi skok to nie wszystko

Celem każdego zawodnika siadającego na belce startowej jest oddanie skoku tak długiego, jak to tylko możliwe. Oprócz dyspozycji oraz wypracowanej formy, znaczenie mają też warunki wietrzne. Każdy przeciętny widz skoków narciarskich wie, jak nerwowe bywa oczekiwanie na łączny wynik zawodnika. Liczy się bowiem nie tylko długość skoku w odniesieniu do punktu K, czy przelicznik za wiatr. Sędziowie orzekający do rozdysponowania mają jeszcze 60 punktów, które są przyznawane jako ocena za skok.

Reklama

Sędzia zerka na styl od kluczowego momentu, czyli wybicia się z progu, aż do przekroczenia linii granicy upadków, wtedy zawsze drżymy, czy nasz idol zdoła ustać zakończoną próbę.

Ciało i narty muszą ze sobą współgrać. Narty, nogi oraz ramiona powinny być odpowiednio ułożone w locie. Sędzia wypatruje też postawy skoczka podczas lotu oraz zachowania podczas odjazdu.

Słowem, lot, lądowanie, a także odjazd muszą być perfekcyjne, jeśli marzy się o "dwudziestce". Te, jak wiemy, zdarzają się nieczęsto.

Orzeł i rakieta w locie

Kiedyś ze zdumieniem przecieraliśmy oczy na widok "Orła z Wisły". Teraz nastała era "Stochomanii", czyli radości z sukcesów "Rakiety z Zębu". Kilka sekund w locie to z pewnością moment najbardziej magiczny. Usiąść na belce startowej to odwaga sama w sobie. Skoczek nabiera prędkości na rozbiegu i przed nim już moment kulminacyjny - wybicie i przejście do fazy lotu.

W locie liczy się przede wszystkim efektywne wybicie się, optymalna pozycja w locie oraz wyczucie momentu, w jakim należy przygotować się do lądowania. Zgodnie z przyjętymi zasadami, skoczek musi wykorzystać aerodynamikę lotu, spiąć ciało i narty w jedną całość, stabilnie utrzymując narty, nogi i ramiona. Zwraca się też uwagę na całkowite wyprostowanie nóg.

Tutaj sędziowie mogą odjąć maksymalnie 5 punktów za całą fazę lotu. Za ograniczoną kontrolę ciała i nart, sędzia ma prawo odjąć do 2 punktów. Za niepewność oraz niepotrzebne ruchy, skoczek musi liczyć się z karą między 0,5 do 1 punktu. Ważne są również ramiona i ich ułożenie. Gdy jest niesymetryczne lub zawodnik wykonuje zbędne ruchy, sędzia ma prawo odliczyć od noty 1 punkt. To samo tyczy się nóg. W locie punkty mogą zostać zabrane także za narty prowadzone nierówno lub nie na tym samym poziomie. Kara za tego rodzaju przewinienie wynosi do 1 punktu.


Czy tam był telemark?

Słowo nierozerwalnie kojarzone z lądowaniem to bez wątpienia telemark. Nazwa prawidłowo przyjętej pozycji przez skoczka jest znana niemal w każdym polskim domu.

Skoczek jeszcze w locie powinien wyprostować głowę i klatkę piersiową, przenieść ręce w przód w górę bezpośrednio po ich poziomym ułożeniu i nadal równolegle prowadzić narty. Zanim zetknie się z podłożem, musi przyjąć pozycję wypadową oraz lekko ugiąć kolana. Do tego, liczy się redukowanie impulsu lądowania za pomocą nie tyle swojej własnej siły, co przez wykorzystanie oporu wyginających się tyłów nart. Zawodnik ma za zadanie pogłębiać postawę w wypadzie z zaakcentowaniem ugięcia tylnej nogi, czyli nic innego jak wykonać słynny telemark.

Na pozór prosta czynność, urasta do bardzo skomplikowanego procesu. Sędzia podczas telemarku skoczka, musi nawet zwrócić uwagę na odstęp od pięty przedniego buta do noska buta tylnego, który według regulaminu ma być zbliżony do długości buta, a przynajmniej taki, aby nosek buta tylnego znajdował się tuż za piętą buta przedniego.

W tej fazie maksymalna kara także wynosi 5 punktów. Za nieprawidłowe wykonanie wypadu (telemarku), a zatem brak równoległego ułożenia stóp odejmuje się minimum 2 punkty jako za błąd pojedynczy. 1 punkt na minusie w nocie skoczka pojawi się też, gdy dotknie on ręką podłoża lub narty, a 2, gdy zrobi to obiema rękami. W tabeli z karnymi punktami, sędzia znajdzie również informację o odejmowaniu punktów za nieprawidłowe ułożenie ramion lub nóg, czy też błędach w harmonijnym ruchu, czyli przejścia z otwartej pozycji w locie do pozycji do odjazdu.

Faza trzecia - odjazd

Kiedy wydaje się, że już jest po wszystkim, skoczek ma przed sobą fazę, w której sędziowie mogą odjąć największą ilość punktów. Podczas odjazdu, na koncie zawodnika może ubyć nawet 7 "oczek".

Zadaniem sportowca jest pozostanie przez moment w pozycji wypadowej, a następnie stopniowe wyprostowanie pozycji i przejechanie przez linię upadków, podczas której ułożenie nóg i ramion nie ma już takiego znaczenia. Należy jednak zachować równowagę ciała oraz wąskie i czyste prowadzenie nart.

Za co naliczona jest kara? Przede wszystkim za drobne błędy w odjeździe, czyli nieczyste lub niepewne z nierówno prowadzonymi nartami. Ten czynnik może zaważyć na punktacji przez odjęcie do 1,5 pkt. Za duże błędy tego typu, sędzia orzekający zabierze do 2,5 pkt, w tym za dotknięcie rękoma podłoża do 3 punktów. Najsurowiej traktowany jest upadek, który pozbawia skoczka nawet całą pulę punktów, jakie sędzia może zgodnie z regulaminem FIS-u odjąć w fazie odjazdu.

Występ zawodnika trwa niewiele więcej niż kilka sekund. Tyle samo czasu ma sędzia, aby spełnić swój obowiązek i ocenić skok. Skoki narciarskie wcale nie wydają się trudne w odbiorze przez widza, co oprócz ich oczywistej widowiskowości, dodaje im kolejną zaletę. Pojawiające się często głosy o niesprawiedliwych ocenach lub niewielkiej ilości "dwudziestek" nawet podczas idealnie wykonanych skokach, rzucają cień na sędziowską pracę. Pełniona funkcja przez sędziów międzynarodowych poprzedzona jest jednak latami praktyk oraz specjalistycznymi kursami. Sama nota kryje z kolei za sobą szereg przepisów, które jak widać wcale nie należą do oczywistych.

Aleksandra Bazułka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje