Reklama

Reklama

T.O. zagra w Super Bowl?

Wbrew opinii lekarzy Terrell Owens wrócił w poniedziałek do treningów. To nie dziwi, ale pokazuje jak bardzo najlepszy odbierający Eagles pragnie wystąpić w Super Bowl XXXIX.

W niedzielę na Alltel Stadium w Jacksonville zespół z Filadelfii zmierzy się w wielkim finale NFL z broniącymi tytułu New England Patriots. T.O. robi wszystko, by pomóc kolegom...

W trakcie zajęć Owens zrealizował cały plan i - co może choć trochę cieszyć fanów Philly - złapał podania, które podążały w jego kierunku. To całkiem nieźle dla zawodnika, dla którego sezon tak naprawdę powinien się już skończyć. - Według mnie wyglądał dobrze - powiedział jego kolega z zespołu Hank Fraley. Jeżeli byłby gotów, to byłaby wielka rzecz.

Reklama

Zaledwie w ubiegłym tygodniu wydawało się, że Owens już na pewno nie wystąpi w grze o Vince Lombardi Trophy. Chirurg Mark Myerson, który w grudniu operował kostkę zawodnika, stwierdził, iż nie wyrazi zgody na udział zawodnika w pojedynku z Patriots.

Jednak w poniedziałek Owens - w stroju University of North Florida - pojawił się na murawie i wziął udział w 10 z 30 zagrywek treningowych. - To szokujące widzieć kontuzję, a teraz postęp jakiego dokonał - powiedział safety Michael Lewis.

Ewentualnym powrotem Owensa, który w swoim pierwszym sezonie gry w Filadelfii (po ośmiu latach w 49ers) i złapał 77 podań na 1200 jardów i 14 przyłożeń, wydaje się nie robić wrażenia na szkoleniowcu Patriots. - Musimy być przygotowani na wszystkich graczy - wyjaśnił Bill Belichick. - Oczekujemy, że wszyscy rywale będą mieli dobry dzień i to jest jedyny sposób w jaki można myśleć.

Ostateczną decyzję o tym, czy na Alltel Stadium zobaczymy Owensa, podejmie trener Eagles Andy Reid, sztab medyczny oraz... sam zawodnik, który stwierdził: - Zagram w niedzielę. Znam siebie dobrze i mam wiele wiary w swoje możliwości. Czuję się świetnie i udowadniam, że wielu ludzi się myli. Dla mnie nie ma ograniczeń.

- Czy kontuzja może się odnowić? Tak - stwierdził trener ekipy z Filadelfii Andy Reid. - Jednak nie uczyni ona większych szkód, niż te, które są obecnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL