Reklama

Reklama

T-Mobile Ekstraklasy: Lech Poznań - Zagłębie Lubin 3-2

Czwarty w tym sezonie hat-trick genialnego Artjoma Rudniewa zapewnił Lechowi trzy punkty - po wygranej 3-2 z ostatnim w tabeli Zagłębiem Lubn. Radości w Poznaniu by jednak nie było, gdyby w piątej minucie doliczonego czasu Darvydas Sernas trafił do siatki w idealnej sytuacji z pięciu metrów!

Dwa ostatnie tegoroczne spotkania przywróciły poznaniakom wiarę w to, że mogą jeszcze włączyć się do walki o mistrzostwo Polski. Te same dwie kolejki, pierwsze z rundy rewanżowej, zepchnęły Zagłębie na ostatnie miejsce. Lech awansował na piąte miejsce, wyprzedził Wisłę, ale jego strata do prowadzącego Śląska Wrocław jest spora, to aż dziewięć punktów. Kolejne drużyny wyprzedzają jednak poznaniaków nieznacznie.

Jednego sukcesu Lech może być jednak właściwie pewien - po raz trzeci w ostatnich pięciu latach jego piłkarz będzie królem strzelców. W 2007 roku Piotrowi Reissowi do tego tytułu wystarczyło 15 goli, w sezonie 2009/2010 Robert Lewandowski trafił w całym sezonie 18 razy. Po 17 kolejkach obecnych rozgrywek Artjom Rudniew też już ma już w dorobku 18 bramek - te z numerami: 16, 17 i 18 zdobył właśnie dzisiaj. To dorobek dwukrotnie większy od następnych w klasyfikacji Dudu Bitona i Tomasza Frankowskiego.

Reklama

Łotysz po raz kolejny pokazał, że potrafi grać nie tylko na ziemi, ale i w powietrzu. W 21. minucie wykorzystał znakomite, agresywne dośrodkowanie Alksandara Tonewa i nie dał szans Bojanowi Isailoviciowi. Lubinianie powinni mieć pretensje o tego gola przede wszystkim do Marcina Kowalczyka, bo to z jego błędu wzięło się całe zagrożenie. Prawy obrońca Zagłębia mógł blokować przy linii końcowej boiska piłkę przed atakami Tonewa. Zdecydował się jednak na wybicie, ale futbolówka trafiła prosto pod nogi Semira Stilicia. Bośniak zagrał szybko do Tonewa, ten dośrodkował i Lech po strzale Rudniewa wygrywał 1-0.

Do momentu strzelenia bramki poznaniacy zdecydowanie przeważali - wcześniej Stilić trafił z woleja w poprzeczkę, a Mateusz Możdżeń po genialnym podaniu Bośniaka przegrał pojedynek sam na sam z Isailoviciem. Zagłębie obudziło się dopiero po pół godzinie gry, a w 37. minucie mogło wyrównać. Goście przedarli się prawym skrzydłem w pole karne Lecha, Patryk Rachwał zagrał piłkę przed bramkę, a Grzegorz Wojtkowiak zdołał uprzedzić Sernasa, ale omal nie wbił piłki pod poprzeczkę własnej bramki. Chwilę później głową po rzucie rożnym strzelał Arkadiusz Woźniak, ale też nie trafił w bramkę.

Jeśli pierwsza połowa była niezłym widowiskiem, to druga była znakomita. Szybkie akcje obu drużyn tylko dodawały kolorytu temu widowisku, podobnie zresztą jak kibicowska oprawa z zakazanymi w prawie racami, przez które arbiter musiał przerwać na trzy minuty spotkanie. Zagłębie tym razem nie dało się od razu zdominować, Szymon Pawłowski, Sernas i Csaba Horvath próbowali pokonać Buricia. Im to się nie udało, za to Rudniew bezwzględnie wykorzystał swoją okazję. Po znakomitym dośrodkowaniu Możdżenia znów dobrze ustawił głowę i było 2-0. Zagłębie szybko jednak strzeliło kontaktowego gola, który dał gościom nadzieję choćby na remis. Jasmin Burić sfaulował w sytuacji sam na sam Łukasza Hanzela i sędziemu Szymonowi Marciniakowi powinien podziękować, że pozwolił mu dokończyć to spotkanie. Za taki faul taktyczny bramkarzowi Lecha należała się bowiem czerwona kartka. Z 11 metrów celnie uderzył Sernas.

Mecz był bardzo emocjonujący, lubinianie dążyli do wyrównana, najbliższy szczęścia był Sernas, który z linii pola karnego uderzył tuż nad bramką. W 80. minucie lechici cieszyli się z trzeciego gola Rudniewa, tym razem zdobytego nogą. Zagłębie po raz drugi szybko odpowiedziało swoim trafieniem - po precyzyjnym strzale debiutującego w ekstraklasie 20-letniego Ariela Famulskiego. Emocje były ogromne, a piłkę meczową miał w 95. minucie Sernas. Litwin dostał znakomite podanie od Davida Abwo, ale z pięciu metrów nie trafił w bramkę. Ten gol dałby gościom bezcenny remis.

Powiedzieli po meczu:

Jose Maria Bakero (trener Lecha): - Kilka dni temu mówiłem, że to może być +mecz-pułapka+, bo miejsce w tabeli Zagłębia nie odzwierciedla jego potencjału. Tak też było, musieliśmy dziś pokazać serce, ducha i wolę walki, by wygrać. Przed spotkaniem i w trakcie gry mieliśmy trochę kłopotów kadrowych - po raz pierwszy po kontuzji zagrał Arboleda, z kolei Murawski zgłaszał symptomy grypy i woleliśmy go oszczędzić w pierwszej połowie. Potem kontuzji doznał Injac i musieliśmy szybko dokonywać zmian.

Pavel Hapal (trener Zagłębia): - Moi piłkarze zagrali dobre spotkanie, pokazali niezłą formę, ale niestety punktów to nie przyniosło. Gdybyśmy tak grali przez całą rundę, nasza pozycja mogła być znacznie lepsza. Wciąż popełniamy za dużo błędów, szczególnie w obronie i w efekcie tracimy dużo bramek. Cieszę się, że Famulski wykorzystał swoją szansę w debiucie, jego bramka dała nam dodatkową motywację w końcówce meczu. To dobry piłkarz pod względem technicznym, jest szybki, ale jeszcze sporo pracy przed nimi.

Lech Poznań - KGHM Zagłębie Lubin 3-2 (1-0)

Bramki: 1-0 Artjom Rudniew (21-głową), 2-0 Artjom Rudniew (53-głową), 2-1 Darvydas Sernas (55-karny), 3-1 Artjom Rudniew (80), 3-2 Ariel Famulski (82)

Lech: Jasmin Buric - Grzegorz Wojtkowiak, Marcin Kamiński, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Semir Stilic (70. Jakub Wilk), Mateusz Możdżeń (61. Rafał Murawski), Siergiej Kriwiec, Dimitrije Injac (42. Hubert Wołąkiewicz), Aleksander Tonew - Artjom Rudniew.

KGHM Zagłębie: Bojan Isailovic - Marcin Kowalczyk, Michał Hanek, Csaba Horvath, Costa Nhamoinesu - Arkadiusz Woźniak (77. Dawid Abwo), Patryk Rachwał (85. Mouhamadou Traore), Łukasz Hanzel, Damian Dąbrowski (63. Ariel Famulski), Szymon Pawłowski - Darvydas Sernas.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Żółta kartka - Lech Poznań: Jasmin Buric. KGHM Zagłębie: Michał Hanek. Widzów 9˙150.

Ekstraklasa - wyniki, składy, strzelcy bramek, tabela, statystyki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje