Reklama

Reklama

Szwecja - Finlandia 1-6 w finale MŚ w Bratysławie

W decydującym starciu hokejowych MŚ w Bratysławie Finlandia pokonała Szwecję 6-1 i po raz drugi w historii sięgnęła po złoty medal! Jej napastnik, Jarkko Immonen z dziewięcioma golami został najlepszym strzelcem turnieju!

Poprzednie, pierwsze w historii mistrzostwo świata "Suomi" zdobyli w 1994 roku w Globen Arenie w Sztokholmie. Młokosami byli wówczas Saku Koivu i Teemu Selanne. Teraz ekipę prowadził do boju młodszy brat Saku - Mikko.

Reklama

Finał mistrzostw w Bratysławie, to lekcja poglądowa na to, że w hokeju nie da się osiągnąć sukcesu idąc na skróty. Tak jak chcieliby to Czesi, czy Słowacy (nie wspominając już o tak ubogich hokejowo nacjach, jak Polska). W pełni zasłużenie do walki o "złoto" stanęły kraje, które od lat mają znakomicie ułożone szkolenie młodzieży, a także silne ligi, które - w odróżnieniu od choćby słowackiej (jej choćby jednego przedstawiciela zabrakło w reprezentacji Słowacji, która poniosła klęskę w Bratysławie) gwarantują wysoki poziom.

Zarówno w Szwecji, jak i w Finlandii przy budowie zespołów na MŚ trenerzy oparli się na graczach rodzimych lig, których obserwują na co dzień (Finowie mają ich dziewięciu, a Szwedzi - 11). Zarówno "Trzy Korony", jak i "Suomi" miały zawodników o nieprzeciętnych umiejętnościach, które na naszych oczach wyrosły na gwiazdy (Mikael Granlund, Tuomo Ruutu, Mikko Koivu, czy Jarkko Immonen w Finlandii, czy wśród Szwedów bramkarz Viktor Fasth, a także Patrik Berglund, czy Mikael Backlund), ale siłą ich były cztery wyrównane formacje.

W przeciwieństwie do I tercji, która była hokejowymi szachami i zespoły bardziej dbały o to, by nie stała się im krzywda niż o zaatakowanie, druga była pasjonująca. "Suomi" złapali wiatr w żagle, zamykali Szwedów w ich tercji, mieli dwa okresy gry w przewadze, w których bramka wisiała w powietrzu (Niskala, Pesonen i Ruutu z bliska strzelali), ale najlepszy bramkarz na tych MŚ - Viktor Fasth nie dał się pokonać.

Finowie atakowali, a gola strzelili Szwedzi! Magnus Paajarvi odebrał krążek w środkowej zonie, podjechał kilka metrów i wypalił w okienko długiego rogu! Petri Vehanen nawet nie drgnął! Co ciekawe, grający na co dzień w Edmonton Oilers 20-letni Paajarvi nie bez kozery nosi fińskie nazwisko - jego dziadek był Finem.

Po trafieniu na 1-0 stroną dominująco byli Szwedzi. Byli bliscy podwyższenia prowadzenia w przewadze (Patrik Berglund trafił wówczas w słupek), lecz w końcówce II tercji znowu musieli bronić się w osłabieniu, po tym jak Petrasek ratował się faulem, by zatrzymać niesamowitego Granlunda, który przepuścił mu krążek między nogami i wychodził na czystą pozycję. Do końca tercji brakowało 30 sekund i wydawało się, że "Suomi" nic nie zdziałają, tym bardziej, że Szwedzi wybili krążek z tercji. Sekundy płynęły nieubłaganie, ale Mikko Koivu wprowadził krążek do strefy obronnej "Trzech Koron", oddał go Janne Pesonenowi, który wycofał pod niebieską do Jarkko Immonena. Obrona Szwedów w tym czasie zajęła się zasłaniającym widoczność bramkarzowi Ruutu. Naturalną zasłonę wykorzystał Immonen i huknął w długi róg! Nawet Fasth był bez szans! Do końca tercji brakowało ledwie 7 sekund!

Trzecia tercja pokazała, że także Szwedom zdarzają się błędy przy wyprowadzeniu krążka. Zwłaszcza, że rywal szybko za nim goni. Petteri Nokelainen odebrał "gumę", wyprowadził kontrę i po rozegraniu go z Antti Pihlstroemem idealnie trafił w sam róg! Siedzący obok miejsc prasowych "młyn" kibiców szwedzkich zamarł. W Orange Arenie zakrólowało za to "Suomi! Suomi!". Taki doping poniósł podopiecznych Jukki Jalonena. Tuż po trafieniu na 1-2 trzeciego gola mógł strzelić Koivu, który w sytuacji sam na sam zwiódł już bramkarza, lecz jechał tak szybko, że z bekhendu nie trafił do siatki. Za moment bardziej precyzyjny był Niko Kapanen, który po pięknym podaniu zza bramki Aaltonena technicznie uderzył w długi róg - w ten, z którego wracał Fasth i zrobiło się 1-3!

Na 10 minut przed końcem trener Szwedów, Par Marts poprosił o czas. "Trzy Korony" cisnęły jak mogły. Finowie byli jednak świetnie zorganizowani w obronie, mieli też wsparcie Vehanena. Marzenia "Trzech Koron" rozwiali ostatecznie Pesonen i Pyorala, którzy w odstępie 35 sekund po pięknych kontrach strzelili dwa gole! Gdy jeszcze na minutę przed końcem Anti Philstrom trafił w okienko długiego rogu, zapachniało pogromem!

Finał MŚ w Bratysławie:

Szwecja - Finlandia 1-6 (0-0, 1-1, 0-5)

Bramki: 1-0 Paajarvi (27:40), 1-1 Immonen (39:53 Peesanen, Koivu w przewadze), 1-2 Nokelainen .(42:35 Pihlsrtom), 1-3 Kapanen (43:21 Aaltonen, Komarov), 1-4 Pesonen (56:41 Granlund), 1-5 Pyorala (57:16 Koivu, Salmela), 1-6 Pihlstrom (59:01 Lajunen).

Szwecja: Fasth - Gunnarsson, Petrasek, Thornberg, Berglund, Paajarvi - Rundblad, Kronwall, Eriksson, Persson, Nilsson - Fernholm, Erixon, Tedenby, Krueger, Silfverberg - Ekman-Larsson, Sjoergen, Ericsson, Wallin, Baecklund.

Finlandia: Vehanen - Lepistoe, Salmela, Koivu, Ruutu, Pyorala - Valivaara, Niskala, Kapanen, Aaltonen, Komarov - Vaananen, Puistola, Pesonen, Immonen, Granlund - Kukkonen, Jaakola, Lajunen, Nokelainen, Pihlstrom.

Sędziowali: Darcy Burchell (Kanada) i Brent Reiber (Szwajcaria).

Kary: 8 oraz 4 minuty

Widzów: 9466.

Strzały na bramkę: 33-32

Michał Białoński, korespondencja z Bratysławy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje