Reklama

Reklama

Sztab Justyny Kowalczyk odetchnął

W Whistler, gdzie odbędzie się olimpijska rywalizacja m.in. biathlonistów, skoczków i biegaczy, nareszcie spadł śnieg. Odetchnęli nie tylko organizatorzy, ale i cały sztab Justyny Kowalczyk.

Biały puch, który pokryje zlodowaciałe trasy, oznacza także większą pracę dla serwismenów. "To nie ma znaczenia. Poważne testy nart zaczną się na dwa dni przed pierwszym startem. Oczywiście takie warunki atmosferyczne utrudniają im zajęcie, ale są na tyle doświadczeni, że z pewnością sobie poradzą" - powiedział fizjoterapeuta polskiej narciarki, Paweł Brandt.

Reklama

Brandt podkreślił, że wcześniejsze trasy były znacznie bardziej niebezpieczne. - Drobny upadek mógł grozić poważnym urazem. Teraz jest miękko i nawet jak trzeba trochę bardziej popracować fizycznie, to na pewno jest to lepsza sytuacja - zaznaczył.

W ekipie Kowalczyk panuje jeszcze luźna atmosfera. "Dużo żartujemy, śmiejemy się. Nie ma stresu, ale im bliżej startu, na pewno będzie go więcej. To właśnie na nas spoczywa zadanie, by odciągnąć myśli Justyny od igrzysk. Im mniej się o tym mówi, tym lepiej".

Treningowe plany zależą w dużej mierze od organizatorów, którzy pozwolili zawodnikom tylko raz dziennie na wyjście na trasy.

- Dlatego mamy też więcej wolnego czasu. Rano są zajęcia w terenie, później jakaś siłownia, ćwiczenia w wiosce. Jak zabijamy nudę? Chodzimy czasem do living roomu, gdzie można pograć w gry play-station, bilarda, czy karty - powiedział Brandt.

Pierwszy olimpijski start biegaczek zaplanowano na 15 lutego na godz. 19.00 czasu polskiego.

Marta Pietrewicz, Whistler

Dowiedz się więcej na temat: Justyna | whistler | trasy | sztab | Kowalczyk | Justyna Kowalczyk - Vancouver 2010

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje