Reklama

Reklama

Szef POLADA Michał Rynkowski o znaczeniu Światowej Agencji Antydopingowej

Przez 20 lat funkcjonowania znaczenie Światowej Agencji Antydopingowej bardzo wzrosło. Zdaniem szefa POLADA Michała Rynkowskiego impulsem do rozwoju zawsze był duży skandal dopingowy. - Można to dostrzec od samego jej powstania i słynnej Afery Festiny - powiedział.

PAP: W czwartek podczas kongresu Światowej Agencji Antydopingowej zatwierdzono wybór Witolda Bańki na szefa tej organizacji. Jakie inne istotne decyzje podjęto w Katowicach?

Michał Rynkowski: - Przede wszystkim zatwierdzono nową wersję kodeksu antydopingowego, który zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2021 roku, oraz zaktualizowano międzynarodowe standardy. Pojawiły się dwa nowe - w zakresie edukacji oraz postępowań dyscyplinarnych.

Czy nowelizacja kodeksu przyniosła jakieś istotne zmiany?

- Została sformułowana zasada niezależności operacyjnej narodowych agencji dopingowych oraz międzynarodowych federacji sportowych. WADA na pewno będzie się bacznie przyglądała, jak kraje spełniają elementy tej definicji. Będzie badana kwestia konfliktu interesów, np. czy członkowie panelu dyscyplinarnego są członkami narodowych federacji sportowych. Kodeks będzie także umożliwiał bardziej elastyczne podejście do nakładania kar, zwłaszcza w kontekście używek rekreacyjnych, jak kokaina i marihuana. Spraw tego typu trochę jest, a finalnie okazuje się, że nie mają charakteru czysto dopingowego. W dodatku ich prowadzenie wymaga dużego zaangażowania, co powoduje, że agencje nie skupiają się na priorytecie, czyli walką z prawdziwymi oszustami, którzy celowo nielegalnie się wspomagają.

Reklama

WADA obchodzi 20-lecie istnienia. Na jakich płaszczyznach pana zdaniem nastąpiły w niej największe zmiany?

- Zakres działalności WADA systematycznie się poszerzał. Co ciekawe w tym zakresie impulsem zawsze były wielkie skandale dopingowe. W zasadzie już od samego jej powstania, bo WADA została powołana po słynnej "Aferze Festiny" w kolarstwie w 1998 roku. Później była "Afera BALCo", sprawa Lance’a Armstronga, w międzyczasie "Operacja Puerto" oraz oczywiście skandal rosyjski. Ta kwestia ciągnie się już pięć lat i miała zdecydowanie największy wpływ na to, jak WADA dziś funkcjonuje. Agencja dużo bardziej kompleksowo podchodzi teraz do audytowania organizacji antydopingowych. W dużo większym stopniu stawia się na jakość pracy laboratoriów. Progres w działaniach nadzorczych jest wręcz ogromny. Do tego WADA ma możliwość nakładania sankcji, łącznie z wykluczeniem całego kraju z dużych imprez międzynarodowych. Wcześniej podstaw prawnych do tego nie było.

Rosyjski skandal dopingowy wydaje się być obecnie największym wyzwaniem stojącym przed Witoldem Bańką. Jak ta sprawa może się zakończyć?

- Na początku grudnia należy się spodziewać rekomendacji Compliance Review Committee, czyli organu WADA monitorującego zgodność działania organizacji antydopingowych ze światowym kodeksem. CRC bada kwestię ewentualnych manipulacji przy danych, które przekazano WADA z moskiewskiego laboratorium. Pewne sygnały wskazują na to, że zarzuty zostaną potwierdzone.

Jakie mogą być konsekwencje?

- Na tę chwilę spodziewam się najsurowszej kary, czyli wykluczenia Rosjan z przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Jeżeli do tego dojdzie, ta decyzja na pewno będzie przez Rosjan podważana. Będą mogli się odwołać do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie.

Czy istnieje ryzyko, że wyrok Trybunału nie zapadnie przed igrzyskami?

- Istnieje. Rosjanie odwołanie złożą pewnie w styczniu, a zwykle Trybunał zbiera się po około trzech miesiącach od jego wpłynięcia. Trwa zbieranie dokumentów, wymiana informacji między stronami, co więcej Rosjanie po prostu mogą grać na czas i zasypywać CAS różnymi dokumentami. Zresztą same dane, o których manipulacje się ich podejrzewa, są niesamowicie obszerne.

W trakcie kongresu nie brakowało głosów, że budżet WADA jest niewystarczający, aby organizacja mogła w pełni wywiązywać się z funkcji globalnego strażnika czystego sportu. Jak go zwiększyć?

- Pojawiają się różne koncepcje. Jedną z nich jest zaangażowanie sektora prywatnego. Idea Witolda Bańki powołania funduszu solidarnościowego jest bardzo ciekawa. Trudno mi jednak powiedzieć na ile biznes prywatny będzie tym zainteresowany. Jest na to zdecydowanie za wcześnie. Zaangażowanie sektora prywatnego zresztą może także zrodzić pewne pytania. Jeśli pojawi się nowy podmiot, czy grupa podmiotów, które uczestniczyłyby w finansowaniu WADA, to można się spodziewać, że będą chciały mieć wpływ na funkcjonowanie organizacji i zasiadać w jej organach. Na pewno też będą podejmowane kroki, aby zarówno rządy państw i ruch sportowy zwiększyły swoje kontrybucje.

Wszyscy zgadzają się, że doping stanowi poważne zagrożenie, ale jednocześnie istnieje duży opór, aby przeznaczyć większe środki na walkę z nim. Z czego może wynikać ta powściągliwość?

- To jest bardzo złożony problem. Są państwa, które niemal ignorują zagadnienia antydopingowe. Inne natomiast mają poczucie, że ich wkład w walkę z dopingiem jest większy niż samego ruchu sportowego. Finansują bowiem narodowe agencje, czasem także laboratoria antydopingowe, dokładają się do budżetu WADA, a także ponoszą mnóstwo innych kosztów, których prawdziwą wysokość trudno oszacować. Mam na myśli np. wszelką działalność śledczą służb. Ruch sportowy natomiast nie chce wziąć tego pod uwagę i nie zwiększy swoich kontrybucji na rzecz WADA, jeśli rządy również tego nie zrobią. Nie ulega jednak wątpliwości, że WADA musi podejmować działania dążące do zwiększenia budżetu.

Rozmawiał Wojciech Kruk-Pielesiak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL