Reklama

Reklama

Szatański plan Bogdana Wenty?

Bez Mariusza Jurasika, Artura Siódmiaka i Piotra Grabarczyka zagra reprezentacja polskich piłkarzy ręcznych na rozpoczynających się 15 stycznia mistrzostwach Europy w Serbii. Czy trener Bogdan Wenta znalazł nagle zawodników lepszych od nich czy może oszalał?

Szeroką 28-osobową kadrę trener polskiej reprezentacji musiał zgłosić do Europejskiej Federacji Piłki Ręcznej (EHF) miesiąc przed turniejem. Przed samymi mistrzostwami okroi ją do szesnastu nazwisk, ale tylko z grona zgłoszonego teraz. Dlatego brak na liście Jurasika, Siódmiaka i Grabarczyka oznacza, że "Biało-czerwoni" w Serbii będą musieli poradzić sobie bez nich.

Reklama

Dwóch pierwszych to jednocześnie dwaj najstarsi gracze kadry i jedni z jej symboli. Jurasik ma 35 lat, Siódmiak jest o rok starszy. Obaj wywalczyli z kadrą srebro mundialu w Niemczech w 2007 roku i brąz w Chorwacji (2009), a także czwarte miejsce ME w Austrii (2010) i piąte na igrzyskach w Pekinie. Siódmiak w reprezentacji zagrał grubo ponad 100 razy, "Józek" blisko 200, do tego był najlepszym prawoskrzydłowym świata w 2007 roku. Ale nie chodzi o wyliczanie zasług weteranów, bo za nie powołań się nie dostaje.

Chodzi wyłącznie o to, by w kadrze na wielkiej imprezie znaleźli się najlepsi polscy piłkarze ręczni. I to budzi wątpliwości.

Kuchczyński i ... ?

Prawoskrzydłowi w szerokiej kadrze Bogdana Wenty to Patryk Kuchczyński z Vive, Robert Orzechowski z MMTS Kwidzyn, Paweł Piętak z Chrobrego Głogów i Łukasz Janyst ze Stali Mielec. Poważna kontuzja wyeliminowała do końca sezonu trzeciego do tej pory Arkadiusza Miszkę z Orlen Wisły Płock. Pozycja Kuchczyńskiego jest niezagrożona. Pytanie tylko czy pozostali - a jeden z nich na turniej jechać musi - są od Jurasika lepsi. Trudno nie zgodzić się, że "Józek" w tym roku zawodził - od szwedzkiego mundialu, przez Ligę Mistrzów po polską ekstraklasę. W niej Vive przegrało mistrzostwo z Wisłą Płock, ale to Jurasik pociągnął zespół w jedynym wygranym meczu kielczan niemalże w pojedynkę bijąc płocczan. Kilka innych spotkań na wysokim poziomie, to z pewnością za mało na gracza tej klasy, ale jednak przebłyski tej klasy miewał.

Tymczasem mający wskoczyć na jego miejsce ktoś z wymienionej trójki nie ma praktycznie żadnego doświadczenia międzynarodowego. Ich kluby nie tylko nie grają w Lidze Mistrzów, ale w europejskich pucharach w ogóle. MMTS Orzechowskiego w tym sezonie nie zgłosił się do rozgrywek. Stal Janysta kilkanaście dni temu odpadła w pierwszej rundzie najsłabszego z pucharów - Challenge - z greckimi półamatorami. Kwidzyn w 2010 r. doszedł do finału tych rozgrywek. 30-letni Piętak w Europie grał ostatnio sześć lat temu - w barwach Zagłębia Lubin w PZP dwa mecze z hiszpańskim Valladolid. W reprezentacji Orzechowski zagrał 18 meczów, Janyst zadebiutował dwa miesiące temu na towarzyskim turnieju w Gdyni - zagrał kilkadziesiąt sekund (sic!) w ostatnim spotkaniu. Piętak na debiut czeka.

Jeden z nich za miesiąc wybiegnie przeciwko graczom pokroju Momir Ilić (THW Kiel), Marko Vujin (Veszprem) czy Zarko Sesum (Rhein Neckar Loewen) z Serbii albo Lars Christiansen lub Mikkel Hansen z Danii. Nie tylko listą zasług - w tym miejscu ważną jak zeszłoroczny śnieg - ale doświadczeniem i chyba mimo wszystko nadal umiejętnościami, Jurasik jeszcze bije na głowę całą trójkę. Razem wziętą.

Bartosz Jurecki i ...?

Nie lepiej wygląda sytuacja dwóch pozostałych odrzuconych. Siódmiak i Grabarczyk to kołowi. W kadrze pewniakiem na tej pozycji jest Bartosz Jurecki - klasa światowa. Siódmiak na szwedzkim mundialu nie zachwycił, tak jak cały zespół. Grabarczyk, ściągnięty awaryjnie w miejsce kontuzjowanego Michała Jureckiego, był jednym z odkryć imprezy - okazał się filarem obrony i jednym z tych, którzy na turnieju nie zawiedli. W tym roku w walczącym w Lidze Mistrzów Vive Targi Kielce grał "od deski do deski" prawie całe spotkania z najlepszymi klubami Europy. W ostatnich miesiącach wychodził na boisko z kontuzją dłoni - na blokadach, z zaciśniętymi zębami, ale grał. Czas do serbskiego Euro miał wykorzystać na zaleczenie potrzebnej w tej dyscyplinie - ręki. Raczej więc nie kontuzja wpłynęła na decyzję Bogdana Wenty.

A decyzja jest taka, że zamiast jednego z nich do Serbii pojadą: Daniel Żółtak albo Zbigniew Kwiatkowski albo Kamil Syprzak. Kolejność nieprzypadkowa.

Żołtak to zawodnik, który między innymi decyzją Wenty w czerwcu okazał się za słaby dla Vive i musiał przenieść się do Warmii Olsztyn. Przez ostatnie pół roku grał m.in. z Jurandem Ciechanów (i przegrał!) czy Nielbą Wągrowiec. Wcześniej "Wentyl" też go nie rozpieszczał - kilka razy odpadał na ostatnim etapie selekcji przed wielkimi turniejami. Kwiatkowski to wicemistrz świata z 2007 roku z Niemiec, gdzie nie zagrał jednak ani minuty, a potem wypadł z kadry na długie cztery lata. Klubowy kolega "Kwiatka" z Wisły Płock Kamil Syprzak ma 20 lat, na debiut w reprezentacji czeka, dopiero wchodzi do poważnego grania w siódemce mistrzów Polski.

Nie ma wątpliwości, że Orzechowski, Kwiatkowski i Syprzak powinni i pewnie będą w niedalekiej przyszłości filarami reprezentacji. Tak samo jak Paweł Paczkowski (18-letni!) i Piotr Chrapkowski z Płocka czy bramkarz Piotr Wyszomirski. Ale czy już teraz są gotowi sprostać wyzwaniom wielkiego turnieju?

W tym szaleństwie jest metoda?

Mistrzostwa Europy to morderczy turniej - trudniejszy od mistrzostw świata czy olimpiady. Zdobyć na nim medal czy wysokie miejsce to zadanie arcytrudne - rywalizacja wyłącznie z silnymi europejskimi drużynami, każdy mecz ma ogromne znaczenie, kosztuje mnóstwo wysiłku i nie ma egzotycznych rywali przy których można odpocząć - typu Bahrajn czy Grenlandia, jak na mundialach. Tymczasem najważniejszym celem "Biało-czerwonych" w najbliższym czasie jest olimpiada w Londynie. By wywalczyć bezpośredni awans z ME trzeba zdobyć złoto lub przegrać w finale z Francją. Dla "Orłów Wenty" to obecnie mission impossible. Ale "dzięki" ósmemu miejscu na styczniowych mistrzostwach świata w Szwecji Polska ma zagwarantowany udział w jednym z turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk, który odbędzie się w okolicach kwietnia-maja 2012 r. Tam z czterech drużyn awansują dwie. Gra się trzy mecze, jeden z rywalem spoza Europy, czyli łatwy.

To będzie turniej roku i o ile prostszy od Euro! Może serbski turniej to dla Bogdana Wenty poligon doświadczalny, by sprawdzić młodszych, którzy prędzej czy później będą o sile kadry stanowić? Może już na olimpiadzie?

Jeśli taki jest zamysł szkoleniowca i cel uświęca środki, to pytanie czy mistrzostwa Europy nie wydają się być wystarczająco ważną imprezą, na której powinni grać sami nasi najlepsi, jest mniej istotne. Zostaje jeszcze kwestia poinformowania o powołaniach, ale to historia na inną okazję...

Leszek Salva

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama