Reklama

Reklama

Sylwia Gruchała: Jestem "stara wyga"

Florecistka Sylwia Gruchała każdy swój olimpijski start kończyła z medalem. W Sydney - srebrnym w drużynie, w Atenach - brązowym indywidualnie, a w Pekinie ... również jest w gronie faworytek. Jak ocenia siebie, do Chin jedzie jako dojrzała sportsmenka.

Florecistka Sylwia Gruchała każdy swój  olimpijski start kończyła z medalem. W Sydney - srebrnym w  drużynie, w Atenach - brązowym indywidualnie, a w Pekinie ...  również jest w gronie faworytek. Jak ocenia siebie, do Chin jedzie  jako dojrzała sportsmenka.

Zawodniczka Sietom AZS AWFiS Gdańsk wystąpi zarówno w turnieju indywidualnym jak i drużynowym (w Atenach był tylko indywidualny).

"Osiem lat temu, a nawet i cztery byłam dzieckiem. W Sydney walczyłam jako 19-latka, nieświadoma zupełnie swojej wartości, swoich umiejętności. Teraz już jestem "stara wyga" mam 27 lat, tyle startów za mną i w igrzyskach, mistrzostwach świata i Europy, Pucharach Świata" - powiedziała Sylwia Gruchała w przedostatnim dniu zgrupowania w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich "Cetniewo" we Władysławowie.

Reklama

Jak przyznała, nie jest w pełni zadowolona ze swoich tegorocznych startów; nie miała wprawdzie problemów zdrowotnych jak w poprzednich sezonach, jednak jej praca nie przynosiła takich efektów jakich by sobie życzyła. Mimo to uważa, że w Pekinie będzie w pełni formy.

"Jestem zawodniczką, która lubi takie imprezy, gdzie jest dużo stresu. Jest to dla mnie wielkie wyzwanie i chcę udowodnić sobie, że stać mnie na to, by wytrzymać ten stres i mieć kontrolę nad swoimi emocjami, bo to będzie najważniejsze. W igrzyskach duże znaczenie ma psychika zawodnika, to jest wojna psychologiczna" - podkreśliła florecistka.

Polska reprezentacja w żeńskim florecie jest wyjątkowa ... składa się z zawodniczek jednego tylko klubu. Oprócz Gruchały w zespole są: Magdalena Mroczkiewicz, Małgorzata Wojtkowiak i Karolina Chlewińska. W pierwszym meczu turnieju drużynowego od razu w walce o "czwórkę" walczyć będą z reprezentacją USA.

"Jest to dobry dla nas przeciwnik, zapracowałyśmy sobie na takiego rywala, będąc na drugiej pozycji światowej listy. Jeszcze nigdy nie przegrałyśmy z Amerykankami. W składzie mają młode zawodniczki, młodsze od nas, ale ... nie ma mowy o lekceważeniu tej ekipy" - oceniła Sylwia Gruchała.

W przypadku pokonania reprezentacji USA, podopieczne fechmistrza Tadeusza Pagińskiego trafią najprawdopodobniej na Węgierki. "Ostatnio przegrałyśmy z nimi, ale w bilansie to my jesteśmy górą. Lepiej walczyć z Węgierkami niż z Włoszkami czy Rosjankami. Tak więc drogę do finału mamy, wydawałoby się łatwiejszą, i trzeba to wykorzystać" - zaznaczyła.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL