Reklama

Reklama

Świderski: Pojawiła się adrenalina

Kontuzje na rok przerwały reprezentacyjną karierę Sebastiana Świderskiego. Od środy w Spale z kadrą Daniela Castellaniego rozpoczął przygotowania do jesiennych mistrzostw świata siatkarzy we Włoszech i nie ukrywa, że powrotowi towarzyszy niemała adrenalina.

Rok poza kadrą to długi okres. Czy powrotowi towarzyszy adrenalina?

Reklama

Sebastian Świderski: Na pewno trochę zdenerwowania się pojawiło. Jak po zerwaniu ścięgna Achillesa wracałem na parkiet bardzo przeżywałem swój pierwszy mecz i podejrzewam, że będzie tak samo w reprezentacji. Nie mogę się już doczekać. Nie miałem jeszcze tak naprawdę okazji do tego, by spokojnie porozmawiać z kolegami, którzy wywalczyli mistrzostwo Europy i cieszę się na ten moment.

- Najpierw zerwane ścięgno Achillesa, potem operacja kolana. Czy teraz jest pan w pełni zdrowy?

S.Ś.: Mam nadzieję, że teraz będę mógł zacznąć już pełną parą przygotowania i szybko wrócę do dawnej dyspozycji. Już sobie i innym udowodniłem, że po zerwaniu ścięgna Achillesa udało mi się w miarę szybko wrócić na parkiet, więc mam nadzieję, że teraz też tak będzie.

- Kontuzja kolana nie wydawała się taka groźna, a musiał pan pauzować ponad dwa miesiące.

S.Ś.: Miałem mieć przeprowadzoną jedynie artroskopię. Miał to być zwykły zabieg i po dwóch tygodniach miałem już normalnie trenować. Po otwarciu kolana okazało się jednak, że trzeba zrobić jeszcze kilka innych rzeczy. Nawiercono trzy dziury, żeby zmniejszyć napięcie, by chrząstka zaczęła się samoczynnie regenerować. Dodatkowo ścięto kawałek rzepki, żeby nie było konfliktu z mięśniem czworogłowym. I raptem zrobił się zabieg, po którym była konieczna przynajmniej dwumiesięczna przerwa.

- Wraca pan do drużyny, która we wrześniu zeszłego roku wywalczyła mistrzostwo Europy. Wszyscy oczekują sukcesu także we Włoszech.

S.Ś.: Poprzeczkę zawieszamy sobie wysoko. Liczymy na strefę medalową. Na szczęście przeżyliśmy już sytuację, w której po zdobyciu wicemistrzostwa świata pojechaliśmy na czempionat Starego Kontynentu zbyt pewni siebie, a skończyło się bardzo źle. Teraz z tego co słyszałem, to każdy jest bardzo naładowany, zmobilizowany i ma całkiem inne podejście.

- Najpierw jednak przygotowania.

S.Ś.: To będzie ciężki okres dwóch miesięcy. Rozegramy kilka sparingów z mocnymi rywalami, m.in. Brazylią, Kubą, czyli reprezentacjami bardzo dobrze dysponowanymi. To będzie dobre przetarcie. Cztery lata temu także rywalizowaliśmy z Brazylią w Japonii i wyszło to na dobre, zdobyliśmy srebro. Miejmy nadzieję, że historia się powtórzy.

- Po sezonie reprezentacyjnym wraca pan do polskiej ligi.

S.Ś. Bardzo się już na to cieszę. Siedem lat spędzonych we Włoszech bardzo wiele mi dało i nie żałuję, że wyjechałem, ale czułem się zmęczony atmosferą tam panującą. Ostatni rok nie przyniósł żadnego sukcesu, a jak się tak dzieje, to robi się nieciekawie. Mój powrót do Polski to także powód rodzinny. Moja córka skończyła szkołę podstawową i zaczyna gimnazjum. Gdybyśmy zdecydowali się zostać we Włoszech to musiałoby to być na kolejne trzy lata, a tego bym już nie wytrzymał. Chcę w Polsce kontynuować swoją karierę i w końcu zacząć myśleć o przyszłości.

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | Sebastian Świderski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje