Reklama

Reklama

Survival

"Survival" - przeżycie, przetrwanie. Takie znaczenie jest przypisane temu pojęciu w słowniku języka angielskiego. Dotyczy ono takich zachowań, które pozwalają człowiekowi przeżycie w ekstremalnych.

Najprawdziwszy survival powinien sięgać "do korzeni", a więc chyba powinien korzystać z rzeczy opatrzonych emblematem "self made". Własnoręcznie wykonany plecak i namiot, uszyte przez siebie traperskie ubranie, cały zestaw przyborów sporządzonych dzięki własnej przedsiębiorczości - wszystko to powie o klasie "survivalowca". Nie polecam do wędrówki co prawda butów zrobionych przez samego siebie - mogą być kłopoty, jeśli nie zrobiło się wcześniej kilku eksperymentów. Pamiętajcie też o jednym i nie dajcie się oszukać: survival jest to kolejne wcielenie tego samego, co kiedyś znajdowaliście w harcerstwie czy skautingu. Brak tu może tylko ideologicznego pobrzmiewania czy mocniejszego społecznego akcentu. Dominować jednak powinna - moim zdaniem - silna nuta idei wtopienia w naturę, realizowania się w niej, współgrania z nią i z innymi ludźmi, szukania w niej własnego człowieczeństwa.

Reklama

Survival po polski według Krzysztofa Kwiatkowskiego

Wiedzieć! Rozumieć! Są to kluczowe hasła przetrwania oprócz silnej woli. Sportowa wersja survivalu ma prowadzić właśnie do zdobywania wiedzy i rozszerzania możliwości rozumienia. Survival sportowy ma jeszcze jedną cechę. Będę się do niej niejednokrotnie jeszcze odwoływał. Nie istnieje natomiast żaden imperatyw nakazujący, by robić cokolwiek w taki, a nie w inny sposób.

Survival nie wymaga, by ktokolwiek musiał łowić ryby i się nimi żywić, by musiał rozpalać ognisko trąc kawałki drewna (można to w dalszym ciągu robić przy użyciu zapałek albo zapalniczki), by musiał przechodzić w pełnym rynsztunku przez bagna oraz musiał spać w szałasie własnoręcznie sporządzonym z patyków i skóry żubra. Jeśli ktoś będzie się z was wyśmiewał, że czegoś tam nie robicie, a właśnie robić powinniście - śmiejcie się też i wy. Ale też pamiętajcie, że wszystko umieć i robić warto! Jednocześnie w "szkole przetrwania" należy bezwzględnie przestrzegać praw natury, to właśnie wyżej wspomniana cecha. Natura nie lubi, by jej robić wbrew. Stąd też konieczność zapoznawania się z wszelkimi warunkami panującymi w przyrodzie, obserwowania ich, dowiadywania się o nowych spostrzeżeniach, zdobywania wiedzy.

Podział

Gdybyśmy chcieli dokonać jakiegoś podziału survivalu na "mniejsze survivale", to moglibyśmy to zrobić biorąc na przykład pod uwagę następujące kryteria:

• stawiane cele

• używany sprzęt

• miejsce działania

W pierwszym przypadku dokonał się już rozdział na survival paramilitarny i "cywilny" oraz jeszcze inny podział: na survival miejski, turystyczny i wyczynowy.

Survival paramilitarny rządzi się swoimi dosyć oczywistymi, "podchodowymi" zasadami, a jego cechą charakterystyczną jest istnienie celu samoobronno- wojskowego, podziału survivalowych grup ze względu na specyficzne współzawodnictwo, wiązanie całego szkolenia z późniejszą gotowością obronną wobec kraju oraz używanie sprzętu zbliżonego do militarnego, jak również osobiste związki z jakąś jednostką wojskową, a czasem cechą charakterystyczną jest to , że... "kapral" na czele.

Można postawić sobie różnorodne cele. Dla uwidocznienia istnienia wielu możliwości podpowiem, że celem survivalowców stać się mogą choćby takie zdarzenia:

• przełajowe przebycie wyznaczonego terenu

• zbadanie życia fauny na określonym obszarze i dokonanie "bezkrwawych łowów" przy pomocy aparatu fotograficznego lub kamery video

• wykonanie zestawu ćwiczeń terenowych

• jedne wielkie podchody

• tropienie historii regionalnej

• przeżycie określonego czasu bez środków do życia w oddaleniu od cywilizacji

• szkolenie sanitarne

• szkolenie łącznościowe

• szkolenie strzeleckie (wiatrówka, paintball, kusza, łuk, proca)

• medytacja w głuszy leśnej...

Nie wykluczam tu zupełnie innego podziału celów, bo może przecież chodzić o:

• szkolenie "młodych"

• albo doskonalenie własnych umiejętności

• a może o spokojne i "na luzie" przeżycie miłych chwil z dala od miasta i zgiełku lub też o solidne "dokopanie sobie" w szukaniu środków przetrwania, czyli survival ekstremalny.

W przypadku drugim (używany sprzęt) możemy uznać, że będzie to:

• używanie minimalnej ilości sprzętu lub nawet jego brak

• bądź używanie jedynie tradycyjnego sprzętu turystycznego

• bądź używanie sprzętu specjalistycznego.

Trzeba tu sobie uświadomić, że uprawianie tzw. "sportów najwyższego ryzyka" bezwzględnie wymaga używanie sprzętu specjalistycznego i to najnowszej generacji. Rzecz wynika tu m.in. z właściwości ludzkiej psychiki: widząc kogoś innego skaczącego bezpiecznie z ogromnych wysokości, albo też wspinającego się równie wysoko - chcielibyśmy robić to samo. Tymczasem, by to osiągnąć, powinniśmy po pierwsze długo ćwiczyć, a po drugie - wesprzeć się owym sprzętem, którego podczas swoich obserwacji w zasadzie nie zauważyliśmy, a super-specjalistyczna linka XYZ nie da się zastąpić sznurkiem znalezionym w szafie.

W trzecim przypadku (miejsce działania) można ograniczyć się tylko do jednego rodzaju środowiska, a więc można uprawiać survival:

• leśny

• leśno-wodny

• wąwozowo-skarpowy

• wodny lub bagienny

• wąwozowo-wodny (canioning)

• górski

• jaskiniowy

Jakbyś się uparł, to mógłbyś spróbować, jak smakuje życie kloszarda w mieście. Byłby to wówczas dodatkowo survival miejski - przeżyć bez grosza przy duszy. Ci wszyscy, którzy nie potrafią lub nie lubią działać w pojedynkę i zaczynać wszystko od podstaw, mogą skontaktować się z klubami survivalowymi. Kluby te najczęściej mają charakter militarny. Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że część z nich poświęca naprawdę dużo czasu na doskonalenie się oraz na tworzenie warunków, w których nieuchronnie pojawi się przygoda. Ja akurat lubię survival kameralny, bez narzucania sobie czegokolwiek z "obowiązków Prawdziwego Survivalowca".

Lubię w nim... być.

Nie chodzi mi bynajmniej o wczasowanie. Ani tylko o kontakt z zielenią, świeżym powietrzem i ptaszkami. Wejście w świat survivalu przemienia, na szczęście nieodwracalnie, nasze dusze. Czyni z nas, plastikowych kukieł, żywe istoty, znające swą wartość, mające potrzebę przygarnięcia do serca całego świata i - w dodatku - mające tego możliwość. Pod jednym wszakże warunkiem: że nie bierzemy survivalu za kolejny wytwór sfrustrowania, że nie bawimy się weń mechanicznie, bez polotu, bez ludzkich, subtelnych emocji, że nie uczynimy zeń machiny wojennej, by ruszyć kiedyś przeciw innemu człowiekowi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje