Reklama

Reklama

Superliga tenisa stołowego. Ekipa z Jarosławia z mniejszą dotacją

- Zostaliśmy ukarani za... sukcesy sportowe i promocję miasta. Drastyczne zmniejszenie miejskiej dotacji dla dwukrotnego mistrza Polski jest całkowicie niezrozumiałe - uważa prezes tenisistów stołowych Sokołowa S.A. Jarosław Kamil Dziukiewicz.

Drużyna z Jarosławia awansowała do superligi w 2012 roku i od tego czasu praktycznie nie "schodzi" z podium. W 2018 roku wywalczyła mistrzostwo kraju, a sukces zbiegł się w czasie z jubileuszem 20-lecia klubu Kolping Frac (Sokołów S.A. jest jego kontynuatorem). Drugi złoty medal pingpongiści podkarpackiego zespołu zdobyli w poprzednim sezonie. W tym zaś minimalnie, zaledwie czterema małymi punktami, przegrali dwumecz z Dekorglassem Działdowo o finał. Łącznie mają sześć brązowych medali.

- Zostaliśmy ukarani za... sukcesy sportowe i promocję miasta. Jak inaczej nazwać drastyczne zmniejszenie przez komisję ds. sportu miejskiej dotacji dla klubu, który w ostatnich czterech sezonach zdobył cztery medale, w tym dwa złote w drużynowych mistrzostwach Polski - powiedział Dziukiewicz, który jest szefem klubu "Łączy Nas Sport" Jarosław, grającego w seniorskiej superlidze pod szyldem głównego sponsora.

Reklama

W latach 2017-2020 jarosławscy tenisiści stołowi otrzymywali w ramach dotacji z miasta od 200 do 225 tysięcy rocznie. Kwota wsparcia na 2021 rok została ustalona na poziomie 30 tys. zł. Wniosek dotyczył 193 tys. zł.

- Od kilku lat Urząd Miasta Jarosławia promuje motto: Jarosław Miastem Sportu. Tymczasem realia są zupełnie inne. To nasz klub wspaniale promuje miasto na arenie kraju i międzynarodowej. Dwóch naszych zawodników Satihyan Gnanasekaran i Kou Lei awansowało na igrzyska w Tokio i jestem pewny, że w przekazach światowych z turnieju olimpijskiego wielokrotnie pojawi się nazwa Jarosławia. Nie mogłem uwierzyć, kiedy dowiedziałem się, że sportową markę miasta i regionu miasto wsparło kwotą 30 tysięcy złotych. Sądziłem, że to pomyłka, że ktoś nie dopisał jednego zera. Niestety, koszmarna obniżka stała się faktem. Nie wiem, co zrobić, przecież mamy zakontraktowanych zawodników, którzy mieliby pomóc w odzyskaniu mistrzostwa - dodał Dziukiewicz, prezes i menedżer Sokołowa S.A.

Kwestia finansowania jednego z najlepszych męskich klubów tenisa stołowego w Polsce była tematem ożywionej dyskusji podczas niedawnej sesji Rady Miasta w Jarosławiu. Kamil Dziukiewicz przyznał, że nie brakowało głosów wspierających drużynę i jej ambitne plany. Podkreślano, że nie wolno krzywdzić zespołów tylko dlatego, że otrzymują finanse też z innego źródła. Znalazły się osoby twierdzące, że wsparcie pingpongistów przez tytularnego sponsora i starostwo powiatowe jest na tyle wystarczające, że dotacja miejska w zmienionej wysokości jest wystarczająca.

- W takiej dyscyplinie sportu jak tenis stołowy, zdominowanej przez Azjatów, głównie Chińczyków, bardzo trudno o sukcesy. Tymczasem będziemy obecni jako klub w igrzyskach. To ogromne wyróżnienie dla Kou Leia i Satiego, ale również dla Jarosławia. Radny Piotr Kozak przypomniał, że w trakcie relacji medialnych z Rio de Janeiro często mówiło i pisało się o Jarosławiu za sprawą Wanga Zeng Yi. U boku takich zawodników mają okazję trenować nasi wychowankowie, na czele z 13-letnim Dawidem Jadamem, który w tym sezonie zadebiutował w superlidze. Kolejny bardzo perspektywiczny tenisista to Szymon Brud.

- Mamy również grupę utalentowanych zawodniczek. Oni będą stanowili o sile jarosławskiego sportu w niedalekiej przyszłości. A może inaczej, mogliby... Bo nie wiem, co będzie i zastanawiam się nad zamknięciem klubu, co wiązałoby się ze zniknięciem Jarosławia z pingpongowej mamy Polski. Moją asystentką w sztabie szkoleniowym jest Jagoda Chwojko. To nasza wychowanka, medalistka mistrzostw kraju w kategoriach młodzieżowych. Może kiedyś mnie zastąpi - zakończył Dziukiewicz.

giel/ sab/

Dowiedz się więcej na temat: tenis stołowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje