Reklama

Reklama

Suns górą, 2 pkt Lampego

W piątkowy wieczór przerwana została seria dziewięciu zwycięstw z rzędu Phoenix Suns, ale zespół z Arizony szybko zapomniał o porażce z Wolves, wygrywając w niedzielę w Portland z tamtejszymi Blazers 121:99

W piątkowy wieczór przerwana została seria dziewięciu zwycięstw z rzędu Phoenix Suns, ale zespół z Arizony szybko zapomniał o porażce z Wolves, wygrywając w niedzielę w Portland z tamtejszymi Blazers 121:99

W drugim spotkaniu rozegranym minionej nocy, Sacramento Kings pokonali na własnym parkiecie Boston Celtics 119:105.

Quentin Richardson jeszcze raz udowodnił niedowiarkom, że jest właściwym nabytkiem dla ekipy z Phoenix. Skrzydłowy "Słońc" zdobył 37 punktów (12/19 z gry), trafiając ośmiokrotnie za trzy i poprowadził gości do zwycięstwa w Portland. - Czułem się tak, jakbym nie mógł spudłować - powiedział. - Sposób w jaki one wpadały sprawił, iż nie sądziłem, że mogę nie trafić.

Richardson wyrównał swój rekord kariery w celnych rzutach za trzy, ustanowiony przeciwko Celtics w lutym ubiegłego roku jeszcze w barwach Clippers.

Reklama

Shawn Marion uzyskał 16 "oczek" i zaliczył 12 zbiórek dla Suns, którzy prowadzili nawet różnicą 25 punktów. Na 5,5 minuty przed końcem gry na parkiecie pojawił się Maciej Lampe i zdążył oddać trzy rzuty, z czego jeden (lay-up) był skuteczny. Ponadto Polak zebrał trzy piłki w obronie i popełnił jeden faul.

Dla Blazers, którzy rozgrywali drugi mecz w ciągu kilkudziesięciu godzin (w sobotni wieczór przegrali w Seattle 89:99) 24 punkty i 11 zbiórek zdobył Zach Randolph i było to jego dziewiąte "double-double" w tym sezonie. Po spotkaniu trener drużyny z Portland Maurice Cheeks zebrał swoich graczy, zapowiadając możliwość zmian w składzie przed kolejnym spotkaniem.

W Sacramento miejscowi Kings wygrali po raz czwarty z rzędu i to sporych początkowych problemów. Goście z Bostonu prowadzili w Arco Arena 36:18 po pierwszej kwarcie, ale nie przeszkodziło to "Królom" w pewnym zwycięstwie (119:105) - jedenastym w ostatnich dwunastu pojedynkach. Przewaga gości zmalała już do przerwy do 8 punktów, a zespół z Sacramento przejął kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie już na początku trzeciej kwarty dzięki "runowi" 12:0.

Peja Stojakovic zdobył 27 punktów (w tym sześć celnych rzutow za trzy) dla Kings. - To było dziwne uczucie przegrywać prawie 20 punktami w II kwarcie - stwierdził Stojakovic. - Wiedzieliśmy, że jest czas na zmianę sytuacji.

Brad Miller uzyskał 22 punkty, Chris Webber dodał 18, a Mike Bibby 15 i 10 asyst dla Kings, który w drugiej i trzeciej kwarcie zdobyli 75 "oczek".

Dla Celtics, których seria trzech zwycięstw z rzędu została przerwana 18 punktów rzucił Mark Blount. Paul Pierce dodał 16 "oczek", ale spudłował ostatnie osiem rzutów z gry i był bez punktów w II połowie.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 5 grudnia

Reklama

Reklama

Reklama