Reklama

Reklama

"Stres i napięcie rosną"

Szablistki przystąpią do olimpijskiej rywalizacji jako pierwsze z reprezentantów Polski. Od rana w sobotę 9 sierpnia, pierwszym dniu zmagań o medale, walczyć będą w turnieju indywidualnym.

"I bardzo dobrze, bo czekanie jest najgorsze i może zmęczyć najlepiej przygotowanego sportowca" - uważa Aleksandra Socha.

Socha jako jedyna z czterech szablistek, które pojadą do Pekinu, zna już smak igrzysk olimpijskich. "Igrzyska mają swoją magię, rządzą się swoimi prawami, są niepowtarzalne. Teraz już to zrozumiałam i dzięki doświadczeniu nabrałam dystansu, ale cztery lata temu w Atenach za swoje emocje, podekscytowanie słono zapłaciłam, gdyż przegrałam już pierwszą walkę" - powiedziała szablistka AZS AWF Warszawa.

Obok koleżanki klubowej Ireny Więckowskiej i Bogny Jóźwiak (AZS OŚ Poznań) Socha wystąpi w Pekinie zarówno w turnieju indywidualnym, jak i drużynowym.

Reklama

"W których zawodach będzie łatwiej o sukces? W obu równie ciężko, trudniej niż się może komuś wydawać. Na medal na igrzyskach pracuje się cztery lata, wszyscy celują z formą właśnie na te zawody. Niczego nie chcę obiecać. Mogę tylko zapewnić, że z dziewczynami damy z siebie wszystko. Jednak rywalki składają pewnie podobne deklaracje" - dodała.

Teoretycznie łatwiejszą drogę powinny mieć podopieczne trenera Arkadiusza Roszaka do podium w turnieju drużynowym, w którym wystąpi tylko osiem zespołów.

"Zajmujemy obecnie szóste miejsce w światowym rankingu i nie zmienił w tej kwestii nic nawet złoty medal mistrzostw Europy w Kijowie. Wszystko wskazuje na to, że pierwszymi naszymi rywalkami będą w Pekinie trzecie na liście Amerykanki. Najlepszym komentarzem do skali trudności tego spotkania niech będzie fakt, że trzy z nich plasują się w czołowej "piątce" rankingu indywidualnego. Niby o półfinału dzieli nas tylko jedno zwycięstwo, ale będzie o nie szalenie ciężko" - wyjaśniła Socha.

Przyznała także, że choć triumf drużyny w niedawnych ME nie poprawił notowania Polek w rankingu światowej federacji, to miał duże znaczenie psychologiczne.

"Bardzo nas wzmocnił ten sukces, tym bardziej że to nasze pierwsze zwycięstwo w wielkich zawodach. W dodatku nie byłyśmy wszystkie w Kijowie w najwyższej formie, którą przygotowujemy na igrzyska. Wygrałyśmy raczej dzięki wielkiej ambicji i sile woli. Jednak to bardzo optymistyczny prognostyk, który pozwoli nam jeszcze bardziej uwierzyć we własne umiejętności i uzmysłowić, że możemy pokonać każdego rywala" - podkreśliła.

Czasu na świętowanie kijowskiego sukcesu nie było za dużo, gdyż już od poniedziałku szablistki trenują na zgrupowaniu we Władysławowie. "Został niemal miesiąc do igrzysk, więc jeszcze raz trzeba solidnie docisnąć na treningu, a później - pomyśleć o złapaniu świeżości i szybkości. Temu mają służyć zgrupowania w ośrodku "Cetniewo", które potrwa do 20 lipca i Spale, gdzie będziemy ćwiczyć od 23 do 28 lipca. Potem kilka dni oddechu i 2 sierpnia lecimy do Pekinu" - poinformowała Socha.

Chiny nie są dla niej zupełnie obcym miejscem, gdyż już w 2001 roku startowała tam na Uniwersjadzie, a ostatnio co roku występuje w Tianjin w zawodach Pucharu Świata.

"Widać jak ten kraj się zmienia, otwiera na świat. Dla mnie najbardziej zauważalną różnicą jest liczba osób, z którymi można się porozumieć po angielsku. Kiedyś było to trudne, a teraz już wiele ludzi mówi tym językiem" - zauważyła.

Na pierwszy start polskie szablistki nie będą musiały długo czekać. Już w sobotę 9 sierpnia rano, kilka godzin po ceremonii otwarcia igrzysk, rozpoczną rywalizację w turnieju indywidualnym. "Drużynówkę" zaplanowano na 14 sierpnia.

"Bardzo się cieszę, że nie trzeba czekać na start kilka czy kilkanaście dni. Czekanie jest najgorsze, może zmęczyć nawet najlepiej przygotowanego sportowca. Stres i napięcie rosną z każdym dniem. Dlatego najlepiej jak najszybciej złapać byka za rogi" - podkreśliła Aleksandra Socha.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL