Reklama

Reklama

Stracił pracę przez skandal

Były szkoleniowiec Interu Mediolan oskarżył włoskie gazety z "Il Giornale" na czele o zniesławienie i żąda wysokiego odszkodowania w wysokości 3,5 miliona euro. Włoch nie ma wątpliwości, że jego kariera stanęła w miejscu głównie z winy dziennikarzy.

W maju 2008 roku, na kilka dni przed decydującym o losach tytułu mistrzowskiego spotkaniem, światło dzienne ujrzała afera ze znanym włoskim mafiozo - Domenico Brescią w roli głównej. Z zawodu krawiec, na co dzień kibic Interu, regularnie bywał na treningach mistrzów Włoch. Często rozmawiał przez telefon z piłkarzami i trenerem Interu Roberto Mancinim.

Kiedy przeciwko Brescii zaczęło się toczyć postępowanie karne, na jaw wyszły rozmowy mafiozo m. in. z Roberto Mancinim. Nie wniosły one nic do sprawy, ale włoska prasa zdecydowała się je opublikować. Atmosfera przed ważnym, bo ostatnim meczem ligowym z Parmą była napięta, ale Inter ostatecznie sięgnął po mistrzostwo. Dla Manciniego był to jednak ostatni mecz na ławce trenerskiej "Nerazzurri". Trener nie ma wątpliwości, że stracił posadę między innymi przez cały skandal, z którym nie miał nic wspólnego.

Reklama

Roberto Mancini pozostaje bez pracy i jak sam twierdzi ma znikome szanse na objęcie stanowiska w znaczącym klubie. - Szanse na to, by Mancini mógł nadal żyć na poziomie, do którego przyzwyczaił się przez ostatnie cztery lata, są niewielkie. Powiedzmy, że istnieje dziesięć szans na 100 - czytamy w dokumencie napisanym przez Manciniego.

- Jeżeli Mancini podejmie pracę, wówczas straci wysoką pensję, którą nadal wypłaca mu Inter. Jeżeli jednak zdecyduje się na odpoczynek od trenerki, bo nie chce się godzić na gorsze warunki ekonomiczne w innych klubach, ryzykuje przekreśleniem i zmarnowaniem wyjątkowej kariery, która trwała do maja 2008 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama