Reklama

Reklama

Stoch leci do Vancouver z wiarą w sukces

W piątek parę minut przed ósmą z optymizmem w sercu odleciała przez Londyn do Vancouver z lotniska Okęcie w Warszawie polska kadra skoczków narciarskich. W poniedziałek dołączy do nich ich lider Adam Małysz, a za tydzień rozpocznie się olimpijska rywalizacja.

"Ostatnie treningi, które odbyły się w Szczyrku dodały mi dużej pewności siebie, dlatego lecę z dużą wiarą w sukces. Puchar Świata w Zakopanem (22-23 stycznia) nie poszedł tak, jak to było zaplanowane. Natomiast ostatnie zajęcia na małej skoczni bardzo mnie podbudowały i dały mi pozytywny zastrzyk energii" - ocenił Kamil Stoch.

Po bardzo dobrym początku sezonu, kiedy wygrywał rywalizację w Pucharze Świata nawet z Adamem Małyszem, niespełna 23-letni skoczek miał spadek formy. Dlatego, wraz z trenerem Łukaszem Kruczkiem i kolegami z kadry - Stefanem Hulą i Krzysztofem Miętusem postanowili przerwać starty i skupić się na treningach. Pojechali do Szczyrku, by tam na małej skoczni, która profilem jest bardzo podobna do tej w Whistler, przygotowywać się do igrzysk.

Reklama

"Chcieliśmy przede wszystkim powrócić do starego skakania z początku zimy. Później pojawiło się trochę błędów i dlatego musiałem je skorygować. Teraz jest już wszystko w porządku i myślę, że będzie ok" - dodał.

W 2009 roku Stoch zaskoczył czwartym miejscem w mistrzostwach świata w Libercu. "Apetyty są wielkie, myślę, że kibice również wierzą w to, że my Polacy możemy uzyskać w Vancouver jak najlepsze wyniki. Natomiast wiem też, że droga do wyniku jest dosyć długa i by go uzyskać potrzebuję skupić się na swoich celach zadaniowych, wszystko po kolei realizować i jeśli to mi się uda, to rezultat też mnie będzie satysfakcjonował" - podkreślił.

Zdaniem zawodnika Poroniec Poronin igrzyska cieszą się swoimi prawami, dlatego nie można mówić o faworytach. "To jest właśnie w tym wszystkim wspaniałe. Czasami potrafi się zdarzyć coś niesamowitego. Myślę, że jeśli każdy z nas zrealizuje swoje założenia i skupi się na swoich zadaniach to będzie dobrze".

Czy tak długa przerwa w startach nie podziałała na nich demobilizująco? "Trenowaliśmy cały czas, kontakt ze śniegiem i skocznią był, więc nie straciliśmy żadnego rytmu. Skupiliśmy się przede wszystkim na poprawie pozycji dojazdowej, bo to właśnie ona sprawiała mi najwięcej kłopotów i koncentrowałem się na tym, by te skoki były z czuciem, by mnie cieszyły i sprawiały jak najwięcej radości" - zaznaczył.

Stoch po raz pierwszy leci na imprezę docelową na inny kontynent. Nie wie jeszcze jak na zmianę czasu i klimatu zareaguje jego organizm, ale jest dobrej myśli. "Będzie dobrze. Taki plan, który zarysował trener Łukasz Kruczek w pełni akceptuję i ufam mu".

Do bagażu spakował cztery kombinezony. "Wszystkie mam wypróbowane. Trzy są całkiem nowe i w jednym już skakałem na zawodach. W każdym czuję się dobrze. Kombinezon składa się z kilku części i każda jest przyszywana do kolejnej. Jak na rękawie znajduje się reklama, odpruwa się go i przyszywa nowy" - powiedział.

Morale drużyny wzrosły także po dobrym występie Małysza w ostatnich zawodach w Klingenthal, gdzie zajął najlepsze w tym sezonie, drugie, miejsce. "Dało to jemu, jak i nam, większej wiary. Pokazał nam, że Austriacy i inne narody wcale nam daleko nie odskoczyły i jesteśmy w stanie być od nich lepsi" - ocenił Stoch.

Czego zatem należy życzyć skoczkom? "Pomyślnych wiatrów" - powiedział.

Stoch, Łukasz Rutkowski, Stefan Hula i Krzysztof Miętus do Vancouver wylecieli w piątek. W Kanadzie oczekiwani są o 15.00 czasu miejscowego. W poniedziałek dołączy do nich Adam Małysz, a w piątek, jeszcze przed ceremonią otwarcia odbędą się kwalifikacje do konkursu na normalnej skoczni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje