Soczi 2014. Zbigniew Bródka: O torze to już babcia czytała...

​Mistrz olimpijski Zbigniew Bródka, podobnie jak inni polscy łyżwiarze szybcy, ubolewa z powodu braku hali lodowej w kraju. Przyznał, że już jego babcia czytała, że świat nam "ucieka", bo rywale budują zadaszone tory.

- Niedawno moja mama znalazła na strychu domu babci czasopismo z 1988 roku (Bródka miał wtedy 4 lata - PAP). Była tam informacja, że mamy w Polsce trzy tory lodowe, ale świat ucieka do hali. I jak widać minęło 26 lat, a temat jest aktualny - powiedział Bródka, który w sobotę zdobył złoty medal igrzysk w Soczi w wyścigu na 1500 m. O zaledwie trzy tysięczne sekundy, czyli niewiele ponad 4 centymetry, pokonał Holendra Koena Verweeji.

"Moja żona miała szczególnie ciężki rok"

Reklama

W trakcie rozmowy z polskimi dziennikarzami, do Bródki zadzwonił z gratulacjami prezydent Bronisław Komorowski. Tematem rozmowy był m.in. brak hali lodowej, jakie posiadają rywale biało-czerwonych, na czele z Holendrami, Amerykanami i Kanadyjczykami.

- Pan prezydent mi pogratulował i podkreślił, że wie, w jakich trudnych warunkach się przygotowywałem, że nie mamy hali. Mówił, że to wielki sukces mój i osób ze mną współpracujących. Ja z kolei powiedziałem, że jeśli myślimy o medalach olimpijskich, o dalszych dobrych wynikach, to hala musi powstać. Jeśli nie, to dajmy sobie spokój - dodał Bródka, który o swoich przygotowaniach mówi w ten sposób: "Nikomu nie życzę przygotowywać się w takich warunkach".

Zawodnik UKS Błyskawica Domaniewice stwierdził, że zdobycie złota olimpijskiego nie byłoby możliwie bez pomocy, poza oczywiście trenerami i szefami związku, najbliższej rodziny oraz kolegów i pracodawców z jednostki straży pożarnej w Łowiczu.

- Moja żona miała szczególnie ciężki rok, bo jesienią urodziła się nam druga córka, a dwa dni później musiałem wyjechać na trzy tygodnie na kwalifikacje do igrzysk do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Było ciężko, ale wiedziałem, że na miejscu pomagają jej moi rodzice, że nic złego się nie stanie - dodał zwycięzca rywalizacji w Adlerze na 1500 m.

"Kaziu, ten tor ci zbudujemy"


Prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Kazimierz Kowalczyk od dawna przekonuje, że priorytetem jest powstanie zadaszonego toru.

- Gratulując mi sukcesu Zbyszka Bródki pan Półgrabski (podsekretarz stanu Ministerstwa Sportu i Turystyki - PAP) powiedział: "Kaziu, ten tor ci zbudujemy". Mówił o tym w obecności jeszcze kilku osób. Tor musi zostać przykryty natychmiast, a nie gdzieś koło roku 2022, bo wtedy już nie będziemy mieli łyżwiarzy - przyznał Kowalczyk.

Szef związku mówił też o wyrzeczeniach polskich zawodników, którzy nie mają wyjścia, opuszczają domy, rodziny i wiele czasu spędzają na zagranicznych obozach.

- W Polsce trenują na torze 2,5-3 miesiące, a przeciwnicy - 7-8. Taka jest różnica. Dlatego nasi panczeniści muszą po 250 dni w roku trenować na zagranicznych torach. Jeszcze seniorów można tak wozić, ale co z młodzieżą? Przecież jej nie da się tak szkolić - dodał.

"Koledzy go szanują, kochają i pomagają"

Bródka jest wyjątkowym sportowcem, bowiem nie tylko nie ma odpowiednich warunków do treningu, to jeszcze poza sezonem pracuje zawodowo.

- Od marca do września ma normalne służby w straży, jeździ do pożarów. Koledzy go szanują, kochają i pomagają - powiedział Kowalczyk.

Z kolei trener Wiesław Kmiecik przypomniał, jak jeszcze niedawno Bródka musiał szybko wracać z zawodów Pucharu Świata: "Po rywalizacji w Holandii spieszył się na samolot, aby nie spóźnić się na służbę".

- Apeluję o budowę toru łyżwiarskiego, bo jest nam bardzo potrzebny. Mam nadzieję, że sukces Zbyszka będzie taką iskierką zapalną do jego powstania - podsumował Jan Szymański, który wraz z Bródką i Konradem Niedźwiedzkim powalczy w Soczi o medal w biegu drużynowym.

Z Soczi - Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje