Reklama

Reklama

Smuda: Wygraliśmy, ale niech lepiej skasują ten termin

- Wygraliśmy, ale nie dziwię się, że FIFA chce skasować ten sierpniowy termin z oficjalnego kalendarza. Piłkarze są w sierpniu świeżo po przygotowaniach, mają mało rozegranych meczów i to widać. Musimy poskładać zespół, by wyglądał tak, jak w meczach z Francją i Argentyną - kręcił nosem selekcjoner Orłów Franz Smuda, który nie zachwyca się wygraną 1-0 nad Gruzją.

Franciszek Smuda przypomniał, że przed rokiem (11 sierpnia), gdy piłkarze byli również na etapie budowania formy, przegraliśmy w Szczecinie z Kamerunem 0-3.

- Mimo że niektórzy moi piłkarze mają rozegrane po jednym, góra dwóch oficjalnych meczach, a jeszcze inni nie grali wcale, to w tym spotkaniu mieliśmy bardzo dobre momenty. Poza tym nie zapominajmy, że graliśmy z bardzo trudnym rywalem. Gruzinów porównałby do Norwegii. Dlatego cieszę się, że wygraliśmy, bo to dobry start w nowy sezon - komentował Smuda. - Ale we wrześniu nasza gra na pewno będzie wyglądała lepiej.

Reklama

Nagabywany przez dziennikarzy, czy Szczęsny jest bohaterem meczu i bramkarzem numer "jeden", Franz odparł. - Wszyscy są numerem "jeden". Gdy ktoś obroni w sytuacji sam na sam, to nie od razu oznacza, że jest bohaterem meczu. Kilku piłkarzy mieliśmy najlepszych. Czy to Wojtek, czy Kuba Błaszczykowski, ja uważam, że świetny był Murawski - dowodził selekcjoner Orłów.

Jak trener Smuda ocenia debiut w reprezentacji Polski Eugena Polanskiego?

- Spełnił moje oczekiwania. Po tym całym zamieszaniu, jakie niektóre media stworzyły, spoczywała na nim olbrzymia presja i to było widać. Eugen pokazał, że jest w stanie ją unieść. A pod względem piłkarskim - nie ma dyskusji, to jest chłopak, który nam pomoże i w następnym spotkaniach będzie się prezentował jeszcze lepiej - zapewniał Franz Smuda. - Eugen urodził się w Polsce, chce grać dla nas, więc nie ma dyskusji! I dobrze się stało, że został dobrze przyjęty.

Smuda nie miał pretensji o to, że na Dialog Arenie nie było kompletu kibiców. - Są wakacje, więc może dlatego nie było kompletu - stwierdził. Warto dodać, że fani skandowali nazwisko selekcjonera "Biało-czerwonych", a ten zrewanżował się oklaskami w kierunku trybun.

Na zarzut, że przed strzeleniem gola graliśmy niemrawo, trener Smuda odpowiedział: - Nie, niemrawo nie graliśmy w żadnej minucie. Mogło się wam tak tylko wydawać, a to z tego powodu, że wprowadziłem jedną zmianę w wyjściowej "jedenastce" (Polański za szykowanego na środek drugiej linii Dudkę), a po każdej takiej zmianie nowy chłopak potrzebuje czasu, by się wkomponować. Teraz może zrozumiecie, dlaczego nie dokonuję zbyt pochopnie zmian podczas meczów, za co wy mnie tak krytykujecie - tłumaczył.

Zagajony o to, że Paweł Brożek wyraźnie ustępuje Robertowi Lewandowskiemu, selekcjoner stwierdził: - Cały tydzień, co tam tydzień - od meczu z Francją słyszę, dlaczego nie gra od początku Brożek. A teraz wszyscy się od Brożka odwracają? Nie - Brożek jest dobrym piłkarzem. On musi się po prostu wkomponować w nasz styl gry. Ja wymagam, aby cała dziesiątka znajdujących się w polu piłkarzy, była w ciągłym ruchu, żeby każdy brał udział w każdej akcji i nikt nie grał na stojąco - wyjaśniał swoja koncepcję Franz.

Czy Franciszkowi Smudzie bardzo brakowało Łukasza Piszczka, który nie mógł grać z powodu półrocznej dyskwalifikacji z udział w korupcji? - Trener Borussi Dortmund powiedział po niemiecki, że Łukasz Piszczek, to będzie zawodnik "Weltklasse" (klasy światowej) i ja się z nim zgadzam. Szkoda Łukasza, bo prawą stronę mieliśmy z nim ułożoną - Kuba dobrze się z Piszczkiem rozumiał, "Lewy" tak samo. Tym razem musiałem z konieczności Wojtkowiaka wystawić na prawej stronie, choć lepiej sobie radzi na środku defensywy. Ale Grzegorz wywiązał się ze swych zadań - ocenił trener reprezentacji Polski.

Franz Smuda komplementował też Arkadiusza Głowackiego, który wrócił do kadry po kontuzji. - Arek charakterny i świetny piłkarz, oddaje serce, na boisku i dlatego tak często ma kontuzje, bo tam gdzie ktoś nie wsadziłby nogi, on wchodzi głową. Mogę tylko prosić Boga, żeby Głowacki nie miał kontuzji, bo to jest znakomity chłopak - cmokał selekcjoner.

Jeden z młodszych żurnalistów zagaił Smudę: "Czy ta reprezentacja ma styl?" Zdziwiony trener odpadł: - Jak długo pan pracuje w sporcie? Gdy w odpowiedzi padło "trzy lata", Smuda ze zrozumieniem odpowiedział: - Ma.

Po odpowiedź na pytanie o to, czy jest to defensywa jego marzeń polecił jednak dzwonić na tydzień przed Euro 2012. - Na razie prowadzimy przygotowania - uzasadnił.

Michał Białoński, Lubin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje