Reklama

Reklama

Smuda, trener z ludu i z jego poparciem

Smuda to trener reprezentacji Polski z poparciem ludu. I lud go tak szybko nie opuści, chociaż dziennikarze już liczyli minuty bez strzelania gola, liczbę meczów bez zwycięstwa, czy liczbę powołanych zawodników.

Selekcjoner "Biało-czerwonych" Franciszek Smuda kiedyś chodził w spranym dresie Widzewa Łódź, a dziś woli markowe ubrania, które wybiera mu żona Małgorzata. Specjalnie się jednak nie zmienił. Zawsze coś chlapnie dziennikarzom, chociaż wie, że czasami to się obraca przeciwko niemu... Kilka dni temu na pytanie, czy ma już linię pomocy i atak, odparł, że tak. Krytycy od razu podnieśli larum. Jak to?! Jak można zamykać rywalizację na grubo ponad 500 dni przed turniejem?

Tyle, że Smudzie wcale nie chodzi o zamykanie drzwi do kadry, o czym zaświadcza choćby wyprawa zaplanowana na koniec grudnia 2010 roku. 29 grudnia odbędzie się mecz Nottingham Forest – Derby County. Dwóch Polaków naprzeciwko siebie na murawie 30-tysięcznego City Ground. 23-letni Radosław Majewski (w tym sezonie na razie 13 meczów w Championship, z czego 9 w podstawowym składzie - 2 gole) kontra 22-letni Tomasz Cywka (18 spotkań, z czego 14 w podstawowej jedenastce - 4 bramki, 6 asyst). Majewski już grywał u Smudy, a Cywkę na razie oglądał tylko jego asystent - Jacek Zieliński. Smuda mówi: "Zielu powiedział mi, że naprawdę zasługuje na szansę. Zobaczę go na własne oczy i jestem gotowy powołać tego chłopaka w najbliższych miesiącach".

Reklama

Obecny trener kadry nie bał się zabiegać o piłkarzy. Piszę świadomie "zabiegać", bo tak trzeba potraktować starania o obrońcę Sebastiana Boenischa z Werderu Brema, czy pomocnika Eugena Polanskiego z FSV Mainz. W numerze 80. magazynu "Kicker" (4.10.2010) ukazał się portret Polanskiego - pod tytułem "Van Bommel z Moguncji". Dziennikarz Uwe Roeser przypomina propozycję gry Eugena w reprezentacji Polski, na co Polanski mówi: "Miałbym gwarancję występu w finałach EURO 2012, ale mój sukces chce sobie wypracować, a nie otrzymać go w prezencie". Te słowa mocno zabolały Smudę. Franz przekonuje: "Nigdy takich deklaracji nie składałem - ani Boenischowi, ani Polanskiemu". Świadkiem rozmowy z tym ostatnim był fizjoterapeuta kadry, na co dzień żyjący w Niemczech, Grzegorz Żeleźnik. Smuda zaznacza: "Grzesiu świadkiem - nic takiego nie padło z moich ust".

Mimo negatywnego doświadczenia z Polanskim, Smuda dalej będzie się rozglądał. Na dniach gościł we Francji, aby wyrobić sobie zdanie o Damienie Perquisie z Sochaux. Wcześniej śledził z trybun Markusa Brzenskę z Energie Cottbus, czy Sebastiana Tyrałę z Osnabrueck. Kiedy mówię, że Brzenska i Tyrała to nie jest reprezentacyjny poziom, Smuda zapala się. "To lepiej siedzieć w domu?! Lepiej oglądać wszystko w telewizji? Ludzie złoci!".

Tak, często w chwilach gorącej polemiki powtarza: "Ludzie złoci!".Najważniejsze jednak, że nie obraża się na krytykę. Michałowi Białońskiemu z INTERIA.PL mówi swoje kredo: "Jestem takim typem, że idę do końca po trupach". Stworzył Widzew na miarę gry w Lidze Mistrzów, Lecha na miarę udanych meczów w Pucharze UEFA, teraz czas na kadrę na miarę udanych finałów EURO 2012 - aż tyle i tylko tyle. 557 dni do godziny zero, czyli pierwszego meczu Polski w finałach ME. Oby te mecze były przynajmniej cztery, a drużyna także na eliminacje finałów MŚ 2014...

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia!

Dyskutuj na forum! Jaki był pierwszy rok Smudy z kadrą?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje