Reklama

Reklama

Smuda: Tę walkę każdy chciał wygrać

Mimo że było to siódme, kolejne spotkanie bez zwycięstwa zespołu Franciszka Smudy, trener piłkarskiej reprezentacji jest zadowolony z jego poziomu. Był to mecz walki - zaznaczył. W sobotę Polska zremisowała z USA 2:2 na stadionie Soldier Field w Chicago.

"Tak jak się spodziewałem, był to mecz na dobrym poziomie. To była walka, którą każdy chciał wygrać. Było parę świetnych akcji" - powiedział na konferencji prasowej Smuda.

Zaznaczył przy tym, że nie było to tylko spotkanie towarzyskie, ale prawdziwa walka. "Jak to był tylko towarzyski mecz, to muszę oddać licencję. Był to mecz walki, graliśmy tak, jakbyśmy grali o punkty (...) Ciągle podkreślam, że mecze międzypaństwowe to nie jest zabawa, tylko walka i wielki prestiż. I o ten prestiż walczyliśmy".

Selekcjoner stwierdził, że biało-czerwoni walczyli do samego końca. "Oczywiście zawsze jest żal, jak się przegra czy zremisuje, ale chcieliśmy wygrać i kibice to widzieli, że ten zespół chce jeszcze bramkę strzelić. Przy stanie 2:2 atakowaliśmy do końca, ale też Amerykanie chcieli wygrać. Dla kibiców był to dobry mecz do oglądania".

Reklama

Smuda, oceniając na gorąco mecz ze Stanami Zjednoczonymi, powiedział, że zabrakło konsekwencji w grze obronnej, ale wskazywał także na brak czterech zawodników, których chciał powołać do kadry.

"Wiedzieliśmy wcześniej, że czterech obrońców odpadło i zostało czterech, którzy grali. Kamil Glik, który na treningu skręcił staw skokowy, ma jednak szansę wystąpił w drugim meczu" - wspomniał.

Sekcjoner bardzo emocjonalnie bronił składu w jakim grał zespół w Chicago oraz dokonanych przez niego zmian w trakcie meczu. "Nie chciałem robić cyrku ze zmianami na boisku" - zanaczył.

Trener nie chciał wyróżniać żadnego z zawodników. Uważa, że wszyscy dali z siebie wszystko i to jego zdaniem było najważniejsze. Dodał, że przez większą część meczu biało-czerwoni wykazywali inicjatywę i przeprowadzali ataki. Pochwalił także grę pozycyjną.

Smuda z uznaniem wypowiadał się o amerykańskiej reprezentacji, która, jego zdaniem, rozwinęła się w ostatnich latach.

"Jest to solidna maszyna, wiedzą jak chcą grać, zawodnicy są świetnie wyszkoleni technicznie. Jeszcze kilka lat temu nie pomyślałbym, że Stany Zjednoczone mogą mieć taki zespół. Duża w tym zasługa ostatnich trenerów, a zwłaszcza obecnego Boba Bradleya. Amerykańska reprezentacja nie będzie miała problemów z europejskimi zespołami. Zresztą już nie ma" - powiedział.

Smuda podkreślił, że jest skupiony teraz na wtorkowym meczu z Ekwadorem, który zostanie rozegrany w Kanadzie. "Na pewno będą zmiany, bo dwóch zawodników zabraknie, ale dostaną szansę ci, którzy w sobotę nie wystąpili. Jakub Błaszczykowski i Adam Matuszczyk opuszą zgrupowanie wcześniej, by w myśl zawartej umowy, powrócić do swych klubów".

Trener docenił rodaków, którzy na mecz w Chicago przyjechali z różnych stron Stanów Zjednoczonych, od Florydy po Nowy Jork.

"Znam tych kibiców od dłuższego czasu. Podobnie jak wszyscy polscy kibice kochają piłkę nożną i są głodni sukcesów na miarę lat 70. czy 80. Chciałbym, żeby było więcej takich meczów, jak ten, które mogą się podobać" - zaznaczył Smuda.

Mimo że na trybunach Soldier Field zasiadło ponad 31 tys. widzów, było to mniej niż się spodziewano. Na konferencji prasowej po meczu Smuda żartował, że być może część Polaków wybrała się na hokej. W tym samym czasie co mecz USA-Polska, zdobywcy Pucharu Stanleya, hokeiści Chicago Blackhawks, rozgrywali pierwszy w tym sezonie mecz na swoim lodowisku.

Z Chicago Joanna Trzos

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje