Reklama

Reklama

Smuda: Chciałbym mieć po 2 piłkarzy na każdą pozycję

Selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski Franciszek Smuda przyznał, że marzy mu się mieć co najmniej dwóch piłkarzy rywalizujących o miejsce na każdej pozycji. W środę, 9 lutego (godz. 20.30), biało-czerwoni zagrają towarzysko z Norwegią w portugalskim Faro.

Największe pole manewru szkoleniowiec kadry ma z bramkarzami. Przeciwko Skandynawom ma wystąpić 20-letni Wojciech Szczęsny, który jest również numerem jeden w Arsenalu Londyn (uraz wyeliminował Łukasza Fabiańskiego - PAP). "Do gry między słupkami kandyduje czterech-pięciu zawodników. Z pewnością bliżej będą mieli ci, którzy wygrają walkę w swych klubach i będą w lepszej formie" - przyznał Smuda.

Trener drużyny narodowej oczekuje na debiut naturalizowanych obrońców Manuela Arboledy i Damiena Perquisa. Z Norwegią na środku defensywy mają zagrać Arkadiusz Głowacki i Kamil Glik. "Niemożliwe, aby Arboleda i Perquis przyjechali na kolejne zgrupowanie, pod koniec marca. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to dołączą w maju lub czerwcu" - stwierdził.

Reklama

Na prawej stronie defensywy zarezerwowane miejsce ma Łukasz Piszczek. W środę na lewej "flance" zagra Dariusz Dudka, choć jak sam przyznaje lepiej czuje się w środku pola, np. jako defensywny pomocnik. "Nie mam takiej szybkości, aby ścigać się z napastnikami" - przyznał w rozmowie z PAP. Smuda nie uważa jednak, aby piłkarz Auxerre pełnił rolę "łatającego dziurę".

"Dostaje pozycję na daną pozycję i musi na niej grać. Na całym świecie są problemy z lewymi obrońcami, lecz sobie poradzimy. Dojdzie do siebie po kontuzji Sebastian Boenisch, poza tym chcę mieć dwa-trzy rozwiązania osobowe w razie kontuzji" - dodał Smuda.

Podczas spotkania z dziennikarzami w hotelu w Quinta do Lago selekcjoner podkreślił bardzo dobrą atmosferę w reprezentacji. "Po 14 miesiącach praca z drużyną narodową sprawia mi coraz większą przyjemność. Nie muszę sprawdzać pokojów, nie muszę nikogo pilnować, z zawodnikami ustaliliśmy, że wzajemnie robimy wszystko, aby poprawić wizerunek kadry. Moim celem jest jak najlepsze przygotowanie zespołu do Euro 2012. Nie panikuję po przegranym czy zremisowanym meczu, potrafię znieść ciśnienie, chociaż w klubie łatwiej się działa, jest więcej czasu" - ocenił były trener m.in. Widzewa Łódź, Legii Warszawa, Wisły Kraków i Lecha Poznań.

W środę jego podopieczni, plasujący się na początku ósmej dziesiątki rankingu światowego, zmierzą się z 11. na liście światowej Norwegią. "Rankingi mnie nie interesują, bo czy wygramy, czy zremisujemy, to i tak spadamy. Nie wiem, na czym to polega. Na boisku zobaczymy jaka różnica dzieli oba zespoły. Norwegowie są solidną ekipą, która nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Dla każdego są wymagający. Poprzedni szkoleniowcy powtarzali, że może nie są wielką reprezentacją, ale niesamowicie trudno gra się z nimi" - powiedział Smuda.

O budowie swej jedenastki na ME mówi w ten sposób: "Całe życie się buduje, a ja cały czas poszukuję najlepszych rozwiązań. Cieszę się, że zespół coraz lepiej prezentuje się piłkarsko. Do turnieju zostało niespełna półtora roku i trzeba drużynę jeszcze bardziej scementować. Może zmienią się jedno-dwa nazwiska, ale nie jedenaście".

Z Quinta do Lago - Radosław Gielo

Dowiedz się więcej na temat: pilkarze | mięta | Franciszek Smuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje