Reklama

Reklama

Sławomir Peszko: Jestem Góralem - kadry nigdy nie odpuszczę!

10 meczów w Bundeslidze - 5 asyst. Dziś negocjuje nowy kontrakt z 1. FC Koeln na trzy lata. Sławomir Peszko rzucił wyzwanie lidze niemieckiej i z marszu sobie poradził.

INTERIA.PL. Kolonia to najbardziej rozrywkowe miasto w Niemczech, a miejscowy karnawał jest słynny na całym świecie.

Sławomir Peszko: - Raz poszedłem na imprezę karnawałową - tutaj jak nie jesteś przebrany, to nie masz prawa poruszać się po ulicach. Więc szybko kupiłem perukę. Jednak o jakimś długim balowaniu z mojej strony nie ma mowy.

Teraz siedzimy - ja przy "koelschu" (tradycyjne piwo w Kolonii), a ty przy coca-coli... Nawet jednego "koelscha" nie wypijesz, oglądając mecz Manchester United - Chelsea?

- Czasami jedno piwo wypiję - gdy po meczu idziemy do loży VIP, to nawet wiceprezydent klubu nas częstuje. Jednak przyrzekłem sobie, że na kadrze już nigdy nie sięgnę po piwo. Nawet jakby wszyscy mieli pić piwo, to ja zamówię wodę lub colę. Będę jak Roger...

Reklama

Jak Roger?

- Dokładnie - jak Roger Guerreiro, który w ogóle nie pije alkoholu...

Wyleciałeś z hukiem z kadry, to teraz się pilnujesz.

- To co wówczas wydarzyło się w Krakowie, nie powinno mieć miejsca. Jednak nie chcę wdawać się w szczegóły. Zresztą najpierw żona Anna zmyła mi głowę. Ostatnio mówi, że co trzy miesiące pakuję się w jakiś problem. A to latem afera transferowa - kiedy to poleciałem do Aten, aby negocjować z Panathinaikosem, a to jesienią piwo w Krakowie, w grudniu znowu transferowe zamieszanie. Teraz już dość z aferami. Interesuje mnie miejsce w składzie na Euro 2012. Temu podporządkowałem wszystko.

A afera w Poznaniu?

- Proszę mnie z tym nie łączyć. Mam wrażenie, że za chwilę, jak kucharz ugotuje na kadrze złą zupę, to też o tym będzie w mediach. Coraz więcej pojawia się różnych rzeczy niezwiązanych z piłką. Nie ma co ukrywać - bierze się to również z braku wyników. Kadra grałaby dobrze, byłyby wyniki, byłaby inna rozmowa. A tak wszystko się gotuje...

Wejście do Bundesligi masz znakomite. Pewne miejsce w składzie, dziesięć meczów zagrałeś z dwunastu, w większości z nich byłeś czołowym piłkarzem FC Koeln, na koncie pięć bezpośrednich asyst.

- Asysty są i cieszą, ale ciągle czekam na pierwszą bramkę...

W grudniu zostawiłeś Lecha, aby przejść do FC Koeln.

- I byłem za to mocno krytykowany...

Też żałowałem, że nie zostajesz na mecze Ligi Europejskiej z Bragą.

- No tak, ale Bundesliga to inny świat. Tutaj co tydzień gram takie mecze, jak w Lidze Europejskiej. A to Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke, Bayer Leverkusen... Wiedziałem, że zostając w Polsce, nie rozwinę się. W Niemczech już 15 stycznia walczyłem o punkty, a w Polsce nie wiem, czy zacząłbym trenować. Zawsze chciałem wyjechać na Zachód. Interesował się mną Panathinaikos oraz Hoffenheim, ale najbardziej konkretna była Kolonia.

Trener Frank Schaefer przyjechał do Salzburga na ostatni mecz Ligi Europejskiej, aby przekonać się o twojej wartości.

- Zgadza się - po tym meczu podjął decyzję na tak. Zaczął się wyścig z czasem. Miałem nowy kontrakt z Lechem, w który latem 2010 roku wpisana została klauzula odstępnego, mająca wejść w życie po 1 stycznia 2011 roku. Przeglądając umowę w grudniu okazało się, że punkt bez mojej wiedzy został zmieniony i mogę odejść, ale do 1 stycznia i to jeśli sam wpłacę na konto Lecha określoną sumę (1,7 miliona złotych - przypis red.). Tak naprawdę nie chcę do tego wracać, choć słowa wypowiedziane przez prezesa Andrzeja Kadzińskiego mocno mnie zabolały... Klauzulę - za sprawą Andrzja Grajewskiego - pomógł mi zapłacić Franz Josef Wernze, jeden ze sponsorów FC Koeln. Myślę, że nie zawiodłem ich oczekiwań. Znalazłem się w fajnym otoczeniu, gdzie królem jest Łukasz Podolski, a bardzo mi pomaga Adam Matuszczyk.

Nie bałeś się, że usiądziesz na ławce?

- Zawsze są jakieś obawy, ale to była moja decyzja i mojej rodziny. Zachowania Lecha naprawdę nie chcę już komentować. Szkoda słów... Wracając do kwestii typowo piłkarskich, to w Lechu mając słabszą formę i tak wiedziałem, że będę grał. W Kolonii jest niesłychana rywalizacja - 34 zawodników w kadrze. W zajęciach stale bierze udział 27-28 piłkarzy!

To na trybuny w dzień meczu wędruje 10!

- Dokładnie. Jednak gdy tylko jestem zdrowy, to gram. Zabrakło mnie w dwóch meczach, ale z powodu kontuzji. Po St. Pauli - gdy zostałem zmieniony po pierwszej połowie - myślałem przez kilka dni, że nie wystąpię z Bayernem Monachium. Jeszcze w piątek tak myślałem...

W sobotę niesamowicie pokręciłeś reprezentanta Niemiec, kapitana Bayernu Philipa Lahma.

- Miałem dzień, graliśmy niesłychany mecz. Do przerwy przegrywając 0-2, aby na koniec zwyciężyć 3-2.

W pierwszej rundzie Kolonia zdobyła tylko 15 punktów, a teraz już 20...

- Dalej jesteśmy zagrożeni spadkiem.

Nie przesadzasz? Po 29. kolejce znaleźliście się na 11. miejscu w 18-zespołowej stawce, z której dwie drużyny spadają bezpośrednio, a trzecia gra w barażu z trzecią drużyną z 2. Bundesligi.

- Mamy bardzo ciężki harmonogram spotkań - najpierw Stuttgart u siebie, później wyjazd do Wolfsburga. Obie drużyny są w tragicznej sytuacje. To będą mordercze boje. Nie daj Boże, żebyśmy nie zdobyli punktów w tych spotkaniach. Bo później czeka na nas Bayer Leverkusen, Eintracht Frankfurt i FC Schalke.

Patrząc na tabelę trzeba wywalczyć 3-4 punkty i pozostanie będzie pewne.

- No właśnie - trzeba wywalczyć! Pocieszające, że jesteśmy niesamowicie mocni u siebie - wygraliśmy siedem meczów z rzędu. Na każdym spotkaniu dopinguje nas 50 tysięcy widzów.

Ostatni mecz z Borussią Moenchengladbach był dziwny - dobrze graliście momentami, a przegraliście aż 1-5. Sam dostałeś w "Kickerze" najlepszą notę w zespole z Kolonii.

- Dwa dni później zobaczyłem jednak swoje zdjęcie z pampersem.

Z pampersem?

- Tak "Express" - kolońska bulwarówka całą drużynę ubrała w pampersy. Tutaj mecz z Moenchengladbach to derby. Nie ma przebacz dla piłkarzy, jak się tak wysoko przegrywa. Ktoś narzeka na media w Polsce, a proszę zobaczyć, co się dzieje w Niemczech. Nie ma przebacz...

Nie będzie przebacz w Polsce po kolejnych spotkaniach kadry, jak nie zaczniecie dobrze grać.

- Zaczniemy - musimy! Mam nadzieję, że już z Francją. Niesamowity będzie mecz z Niemcami. Mówię do "Poldiego" - przyjedź do Warszawy, a przekonasz się, jakie kapitalne stadiony u nas powstają.

Drużyny jeszcze nie ma...

- Będzie, jestem o tym przekonany - ze mną w składzie! Jak będę w przyszłym sezonie podstawowym piłkarzem FC Koeln, to myślę, że Franciszek Smuda doceni ten fakt.

Podobno wahałeś się, czy przyjechać na kadrę...

- A skąd! Słyszałem takie rady, że niby mogę doznać kontuzji. Kontuzję można jednak złapać na każdym treningu w Kolonii. Gdy mama usłyszała, że miałbym nie przyjechać na kadrę, to powiedziała, że nie życzy sobie czytać o mnie znowu w złym kontekście. Zresztą naprawdę nigdy nie myślałem o tym, żeby coś udawać. Jestem Góralem - kadry nigdy nie odpuszczę! A nowy kontrakt z FC Koeln i tak pewnie podpiszę na dniach.

Chyba, że ktoś jeszcze wejdzie do gry. Słyszałem o innych klubach Bundesligi, zainteresowanych twoją osobą...

- Kolonia ma absolutny priorytet. Na tym się koncentruję. Chcę grać w pierwszym składzie w przyszłym sezonie - sezonie przed Euro 2012.

Rozmawiał w Kolonii Roman Kołtoń

Dowiedz się więcej na temat: reprezentacja Polski | FC Koeln | Sławomir Peszko | Bundesliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje