Reklama

Reklama

Skorża ma chrapkę na lidera

Jeśli Wisła Kraków wygra w piątek u siebie z Górnikiem Zabrze, to przed krakowianami otwiera się ogromna szansa. - Gdybyśmy z Zabrzem zdobyli trzy punkty, a w Warszawie padłby remis, to wygrywając wszystkie mecze do końca bylibyśmy mistrzem - podkreśla Maciej Skorża, szkoleniowiec Wisły Kraków.

Zawodnicy Wisły są przed tym meczem tym bardziej zmobilizowani, że wiedzą, że po szlagierze w Warszawie, gdzie Legia podejmie Lecha, któryś z ich największych rywali straci punkty. - Najważniejsze, by drużyna radziła sobie z tą presją. Wierzę w to, że mamy najbardziej doświadczoną drużynę i my to ciśnienie wytrzymamy najlepiej - przekonuje Skorża. - Jeśli wygramy w piątek, to będziemy przez 48 godzin liderem tabeli. Ładnie to brzmi, ale ja tak naprawdę myślę tylko o tym, co będzie w maju. Mam nadzieję, że spotkamy się wówczas na Rynku w Krakowie.

Reklama

Presja przed spotkaniem z Górnikiem nie przeraża szkoleniowca Wisły. - Nazywanie tego meczu spotkaniem o wszystko, meczem o mistrzostwo, to tylko budowanie i podgrzewanie medialnej atmosfery. Ja gram mecz o wszystko od rewanżu z Beitarem Jerozolima - śmiał się Skorża. - Już tyle razy grałem mecz ostatniej szansy, że nawet tego nie liczę - machnął ręką.

- Pozornie jest to mecz drużyny z czołówki tabeli z zespołem z ostatniego miejsca. Oglądałem jednak mecze Górnika Zabrze i wiem doskonale, że czeka nas bardzo trudny bój. Górnik odebrał w tej rundzie już punkty i Legii i Lechowi, musimy wyciągnąć wnioski z tych spotkań.

Wciąż nie wiadomo, czy w pierwszym składzie przeciwko Górnikowi wybiegnie Paweł Brożek. - Nie podjąłem jeszcze decyzji w sprawie Pawła. Jego forma poprawia się, ale nie rzuca na kolana. Paweł na pewno nie jest w super dyspozycji.

Możliwe jednak, że mimo nie najwyższej dyspozycji Brożka, trener postawi właśnie na niego. Dlaczego? Bo inni napastnicy grzeszą brakiem skuteczności. - To właśnie goli napastników nam najbardziej w tej chwili brakuje - przyznał Skorża. - Dlatego kuszące jest to, by najlepszego strzelca w drużynie, nawet jeśli nie jest w najwyższej formie, chociaż na moment wpuścić na boisko.

W ostatnim ligowym meczu w Gdyni nieskutecznością raził zwłaszcza Piotr Ćwielong, który doszedł do kilku dogodnych sytuacji, ale w efektowny sposób je zmarnował. - Piotrek zrobił bardzo duży postęp na wielu płaszczyznach odkąd jest tu w Wiśle. Ale nie, jeśli chodzi o skuteczność - z żalem przyznał Skorża. - Na to się składa wiele elementów. Również psychika. Dlatego zawodnik ma częste spotkania z fachowcami od tej strony mentalnej - zdradził szkoleniowiec.

Trener pociesza się, że nawet Paweł Brożek miał w swojej karierze takie momenty, gdy zupełnie się zacinał i nie strzelał goli. - Może z Piotrkiem też tak będzie. Jest to bardzo pracowity młody człowiek, jego ogromne zaangażowanie budzi moją radość i optymizm - zapewniał Skorża.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL