Reklama

Reklama

Skoki: Polski sędzia zawieszony za hazard!

W prasie norweskiej pojawił się dziś kolejny związany ze skokami news skandalowy. Tym razem sprawa dotyczy mistrzostw świata w Val di Fiemme, a konkretnie polskiego sędziego Jerzego Pilcha - poinformował serwis skokinarciarskie.pl.

W prasie norweskiej pojawił się dziś kolejny związany ze skokami news skandalowy. Tym razem sprawa dotyczy mistrzostw świata w Val di Fiemme, a konkretnie polskiego sędziego Jerzego Pilcha - poinformował serwis skokinarciarskie.pl.

Norweski dziennik VG podaje, że skandal wybuchł jako skutek pretensji ekipy fińskiej, która zarzuciła polskiemu sędziemu przyczynienie się do zafałszowania wyników konkursu o mistrzostwo świata na skoczni K120. Pilch przyznał bowiem Adamowi Małyszowi "dwudziestkę" za skok bez telemarku, po tym jak uprzednio postawił pieniądze na zwycięstwo polskiego zawodnika.

Finowie obliczyli, że gdyby nie ocena polskiego sędziego, Matti Hautamäki (którego Małysz ostatecznie pokonał o 2,5 punktu) mógłby zwyciężyć w konkursie. - Jerzy Pilch został zawieszony na okres jednego roku. Niczego w tej sprawie nie ukrywał, od razu potwierdził zarzuty dotyczące zakładów sportowych - wyjaśnia Torbjoern Yggeseth, przewodniczący komitetu FIS do spraw skoków. - W tym przypadku noty nie miały żadnego wpywu na wyniki zawodów. Od pozostałych sędziów Małysz dostał noty 19,5-19,5-19 i 18,5. Dlatego nie ma powodu, abyśmy podjęli inną decyzję niż ta, która została przedstawiona na zebraniu FIS-u 5 października w Zurychu - dodaje Yggeseth.

Reklama

Zapytany przez dziennikarza VG, czy spotkał się wcześniej z karą za tego rodzaju zachowanie, Yggeseth odpowiada, że do podobnej sytuacji doszło po raz pierwszy. - Interweniowaliśmy już w sprawach wyjątkowo niesprawiedliwych ocen lub sędziowania w stanie nietrzeźwym. Nigdy wcześniej jednak kara nie dotyczyła hazardu - mówi Norweg.

Ostrą reakcję strony fińskiej wyjaśnia Matti Pulli, były kierownik reprezentacji. - Już dawno proponowałem, że należy pozbyć się sędziów. Jedynie odległość powinna być decydująca w skokach narciarskich - mówi. - Gdy widzi się sytuacje takie jak ta, gdy sędzia stawia pieniądze na swojego zawodnika a potem daje mu maksymalną notę, trzeba w końcu powiedzieć "dość". Reporterzy VG wyliczyli jednak, że nawet gdyby w Val di Fiemme nie było sędziów, Adam Małysz pokonałby Fina odległościami.

Już w lutym wysoka nota Pilcha spotkała się z gwałtownymi reakcjami. W skoku Małysza można było się bowiem dopatrzeć kilku nieprawidłowości, nie tylko w momencie lądowania ale i w fazie lotu. Drugi skok ocenił Pilch na 19 punktów, co odzwierciedliło ogólną tendenję u pozostałych sędziów. Poproszony o opinię Norweski sędzia Nils Livland ocenił, że Małysz powinien za pierwszy skok dostać trzy noty po 18,5 punktu oraz trzy "osiemnastki" za drugi. Mattiemu Hautamäki należało się natomiast sześć not po 19,5 punktu za dwa piękne stylowo skoki zakończone telemarkiem.

Informacja o krokach podjętych przeciwko polskiemu sędziemu znalazła się na razie jedynie w prasie norweskiej. I choć od decyzji karzącej polskiego sędziego minął już ponad miesiąc, polskie media o całej sprawie milczą.

Joanna Pyrek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL