Reklama

Reklama

Skocznia w Oslo-Holmenkollen czeka na Adama Małysza

Zawody Pucharu Świata w Oslo-Holmenkollen 13-14 marca będą również próbnymi mistrzostwami świata, których stolica Norwegii będzie gospodarzem w 2011 roku. Konkurs skoków rozegrany zostanie na nowej skoczni ukończonej 22 lutego. Prawdopodobnie kibice znów usłyszą wypowiedziane po polsku słowa spikera: "teraz skacze Król Adam".

Pierwsze skoki na wzgórzu Holmenkollen odbyły się w 1892 roku. Skocznia była przebudowywana 18 razy, lecz w 2005 roku FIS stwierdził, że nie spełnia już wymogów technicznych i jeżeli Oslo chce być gospodarzem MŚ w 2011 roku musi wybudować nowy obiekt.

Nowa skocznia o nazwie "Nye Holemnkollen Fyr" zaprojektowana została przez duńskie biuro architektoniczne JDS pod kierownictwem młodego belgijskiego architekta Juliena de Smedta, którego projekt został wybrany ze 104 nadesłanych na konkurs w 2007 roku.

Już od początku projekt budził kontrowersje, ponieważ Norwegowie nie mogli pogodzić sie z tym, że ich "święty obiekt" zaprojektował architekt pochodzący z kraju, w którym nie uprawia się sportów zimowych, a zwłaszcza skoków narciarskich.

Reklama

Drugim szokiem było wybranie głównego wykonawcy, firmy z Goeteborga, ponieważ norweskie były zbyt drogie, a trzecim to, że szwedzki wykonawca zlecił budowę głównych konstrukcji stalowych... polskiej firmie Janson z Radomska.

Kiedy okazało się, że elementy skoczni budowane są w Polsce Norwegowie nie mogli w to uwierzyć. Telewizja publiczna NRK podała, że "Polacy budują nasz narodowy obiekt sportowy ze stali pochodzącej ze złomowanych kuchenek i lodówek".

Największy norweski dziennik Verdens Gang sprostował jednak te informacje i po dokładnym sprawdzeniu historii zamówień polskiej firmy napisał, że "jest to bardzo renomowany producent konstrukcji z najwyższej jakości fińskiej stali. Polska firma zbudowała wiele skomplikowanych obiektów w Europie, a w Szwecji nawet most kolejowy, a przecież szwedzka kolej jest wymagająca!"

Po przewiezieniu elementów konstrukcji stalowej skoczni do Oslo zostały one na miejscu zmontowane w całość przy pomocy 10450 stalowych śrub. Jest to też pierwsza skocznia na świecie, która otrzymała stałe sztywne osłony przed wiatrem o wysokości 10 metrów.

Budowa skoczni, która jest zakwalifikowana jako obiekt narodowy, przekroczyła znacznie budżet, który planowany na 600 milionów koron (300 mln złotych) jak na razie doszedł do 1,8 miliarda koron (900 mln złotych), a prace wykończeniowe jeszcze będą jakiś czas trwać.

Minister kultury Trond Giske nazwał budowę skoczni największym skandalem w historii norweskiego budownictwa komunalnego. Zdaniem Verdens Gang informacje NRK miały na celu odwrócenie uwagi od gigantycznego przekroczenia budżetu budowy obiektu.

Dyrektorem sportowym kompleksu Holmenkollen przygotowywanego na MŚ w 2011 roku zostanie 15 kwietnia Norweg John Aalberg, który był odpowiedzialny za budowę olimpijskich obiektów dla narciarstwa klasycznego w Vancouver i Salt Lake City. Aalberg jest również zdziwiony kosztami i porównał je z budową obiektów olimpijskich.

"Przeliczając na norweskie korony, w Whistler koszta wyniosły 690 milionów (345 mln złotych), a w Salt lake City 148 milionów (74 mln złotych). Holmenkollen jest znacznie droższe, lecz koszty budowy ze względu na poziom płac w Norwegii są inne. Poza tym nie jest to obiekt budowany na tylko jedną okazję, lecz będzie używany co roku przez wiele lat" - powiedział Aalberg.

Jego zdaniem obiekt jest fascynujący i będzie nowym symbolem Oslo widzianym z każdej części miasta. "To ogromny monument z zeskokiem o szerokości aż 27 metrów i trybunami o pojemności 30 tysięcy widzów, które jeszcze powiększają wrażenie monumentalności".

Jak co roku zawody na Holmenkollen traktowane są przez Norwegów jak wielki festyn sportowy i są nazywane przez organizatorów festiwalem narciarskim. Tysiące widzów koczują w namiotach i przy ogniskach przez dwa-trzy dni, aby zająć lepsze miejsca na trasie biegu na 50 kilometrów mężczyzn, który w Norwegii nazywany jest "próbą męskości". Pomimo że bieg odbędzie się dopiero w sobotę, po biegu kobiet na 30 kilometrów nazywanym wielkim rewanżem za Vanouver pomiędzy Marit Bjoergen i Justyną Kowalczyk, już w czwartek naliczono 6000 obozowisk przy trasie biegów.

Holmenkollen nazywane też jest przez Norwegów od lat "polską skocznią", ze względu na aż pięć zwycięstw Adama Małysza, co jest rekordem obiektu oraz tysiące kibiców z biało-czerwonymi flagami. W Norwegii pracuje około 100 tysięcy Polaków i norweskie media nazywają konkurs skoków "polskim festynem". Zwracały wielokrotnie uwagę na polski lokalny patriotyzm i fenomen wypisanych nazw polskich miejscowości na białej części flagi. Co roku spikier zawodów pozdrawia po polsku polskich kibiców, których jest zwykle więcej niż Norwegów. Po polsku też zapowiada skoki polskich skoczków za każdym razem przed skokiem Małysza podkreślając "teraz skacze król Adam".

Norweskim organizatorom i władzom miasta bardzo zależało na próbnych MŚ. Oficjalnie skocznia została oddana do użytku 22 lutego lecz nie wszystko jest jeszcze gotowe. Prowizoryczne są m.in. stanowiska komentatorów i nie zdążono wybudować nowej trybuny dla króla Norwegii. Największe problemy wystąpiły jednak z najazdem, na którym wadliwie wycięto tory. Uroczyste otwarcie skoczni nastąpiło 3 marca, ale jak się okazało w środę, skok Anette Sagen odbył się na skoczni nie zatwierdzonej jeszcze przez FIS.

"Mamy kryzys i poważne kłopoty z właściwym przygotowaniem najazdu. Jeszcze nigdy nam się to nie zdarzyło" - powiedział Toregir Nordby, który jest dyrektorem zawodów od 1988 roku.

Wyjaśnił, że "szyny prowadzące urządzenie wycinające tory najazdowe w całym pospiechu zostały wadliwie zamontowane. FIS wymaga, aby wysokość kantu toru wynosiła 3 centymetry, a rowki odprowadzające wodę miały głębokość po osiem milimetrów. Mamy kłopoty z tymi parametrami i robimy to teraz ręcznie, nawet w nocy, jednak nie jest to łatwe dla tych, którzy to wykonują biorąc pod uwagę 30-stopniowe nachylenie najazdu".

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama