Reklama

Reklama

Siła pięści siłą narodu

Zapomnijcie o ubogim w sukcesy i nękanym przez lata korupcyjną zarazą futbolu, o geniuszu Adama Małysza, budującego zimą morale rodaków, a nawet o wybijającym się w nierównej rywalizacji maszyn, a nie ludzi, Robercie Kubicy. Polacy mają od jakiegoś czasu nowy sport narodowy. Piłkę, narty, a od imprezy do imprezy także siatkówkę i "szczypiorniaka" zastąpiły okładanie się pięściami i słynne, za sprawą Mariusza Pudzianowskiego, low kicki.

Polacy mają dryg do sportów walki. Weźmy boks amatorski. W czasach poprzedniej epoki, kiedy szkolenie traktowano w naszym kraju poważnie, byliśmy pod tym względem światową potęgą. Dowód? Bardzo proszę: na 261 medali letnich igrzysk olimpijskich polskich sportowców, aż 43 (8 złotych, 9 srebrnych, 26 brązowych) wywalczyli pięściarze. Ostatni padł łupem Wojciecha Bartnika w 1992 roku, w Barcelonie. Potem boks amatorski odszedł w zapomnienie, a powiew kapitalizmu uruchomił lawinę boksu zawodowego, który przeszedł długą drogę od chałupnictwa do profesjonalizmu.

Magia Andrzeja Gołoty

Rodacy pokochali boks za sprawą Andrzeja Gołoty. W drugiej połowie lat 90. ubiegłego stulecia ścigany w kraju listem gończym "Endrju" był postrachem wagi ciężkiej i jednym z nielicznych białych pięściarzy, który mógł zagrozić hegemonii czarnoskórych mistrzów pokroju Riddicka Bowe'a, Mike'a Tysona, Evandera Holyfielda i Lennoksa Lewisa.

Reklama

Na szczyt, mimo czterech szans walki o pas, nie wdrapał się, ale to jeszcze bardziej wzmocniło status legendy Gołoty. Nic tak bardziej nie zbliża jak wspólne przeżywanie niepowodzeń, bo to one, a nie spektakularne sukcesy, towarzyszą na co dzień szaremu człowiekowi.

Dla charyzmatycznego i nieprzewidywalnego w ringu "Endrju", który potrafił poddać się w wygranej walce (z Michaelem Grantem), dwukrotnie przegrać zwycięski bój z legendą boksu (Bowe) czy też uciec z ringu przed Tysonem, rodacy zarywali noce, a faceci zostawiali w sypialniach swoje partnerki i z wypiekami na twarzach śledzili na ekranie telewizorów rywalizację dwóch spoconych, półnagich mężczyzn.

W tamtych czasach, w których internet był abstrakcją, a nieliczni szczęśliwcy mogli pochwalić się dwucyfrową liczbą odbieranych stacji telewizyjnych, podobne emocje wzbudzał chyba tylko Michael Jordan, który przecząc prawom grawitacji kroczył z Chicago Bulls do kolejnych pierścieni mistrza NBA.

Era Tomasza Adamka

Rola Gołoty nie ograniczyła się tylko do spektakularnej i burzliwej kariery sportowej. Rozpoznawalny w USA "Endrju" wytyczył drogę kolejnym pokoleniom pięściarzy, a także umożliwił m.in. Tomaszowi Adamkowi zaistnienie na amerykańskim rynku. "Góral" perfekcyjnie wykorzystał pomoc starszego po fachu kolegi i korzystając ze swojego talentu, charakteru i pracowitości kolekcjonował mistrzowskie tytuły w wadze półciężkiej i junior ciężkiej. Teraz, m.in. po pokonaniu w debiucie Gołoty, planuje skok na tron w królewskiej kategorii wagowej.

Ale obecny boks zawodowy w polskim wydaniu to nie tylko sukcesy "Górala". W sobotę przed szansą zdobycia tytułu mistrza świata wagi ciężkiej stanął Albert Sosnowski, ale nasz pretendent musiał uznać wyższość ukraińskiego dominatora, Witalija Kliczki. Dwa tygodnie wcześniej tytuł w wadze junior ciężkiej zdobył Krzysztof Włodarczyk, a już niebawem o pas powalczy Rafał Jackiewicz (waga półśrednia). Nie można zapomnieć też o uzdolnionych pięściarzach młodego pokolenia: Mateusz Masternak, Paweł Kołodziej czy Andrzej Wawrzyk to bokserzy, którzy jeszcze nie raz dadzą o sobie znać, a pierwszy z nich bywa nawet nazywany drugim Adamkiem.

MMA, czyli Mariusz Ma Ambicje

Tym, kim dla rozkwitu boksu zawodowego w Polsce był Gołota, tym dla MMA jest Mariusz Pudzianowski. Etatowy mistrz świata siłaczy i stały bywalec wszelkiej maści programów rozrywkowych w ubiegłym roku postanowił zdobyć kolejny rynek. Przypomniał sobie, że za młodu był postrachem rodzinnej Białej Rawskiej i ruszył na podbój mieszanych sztuk walki. Na razie ze zmiennym szczęściem - jego bilans to dwa zwycięstwa i porażka - ale w swoim stylu zapowiada, że "tanio skóry nie sprzeda" i nie zrezygnuje szybko z ambitnych planów.

W świecie MMA Pudzianowski jest ciekawostką, dla wielu konserwatywnych fanów tej formuły walki nawet cyrkowcem, sprowadzającym kolejne gale do roli podrzędnego odpustu dla mas. Ale popularny bardziej niż wszyscy kandydaci na prezydenta razem wzięci "Pudzian", oprócz własnej, sportowej, spełnia jeszcze jedną, marketingową rolę. Włodarze Konfrontacji Sztuk Walki, którzy przekonali Mariusza do występów w MMA, i szefowie transmitującego gale z jego udziałem Polsatu mogą zacierać ręce. Podczas KSW 13 głównie za sprawą Pudzianowskiego udało się zapełnić katowicki Spodek, a oglądalność stacji pobiła na głowę konkurencję.

Sporty walki są obecnie w Polsce na fali. Nasi zawodnicy osiągają dobre wyniki, gale organizowane są coraz bardziej profesjonalnie, a stacje telewizyjne promują boks zawodowy i MMA widząc możliwość dobrego zarobku. No i naród zaczyna dostrzegać w nich coś więcej niż tylko mordobicie, zarezerwowane dotąd dla bywalców szemranych dyskotek i entuzjastów skórzanych marynarek ze zdiagnozowanym zanikiem karku.

Porozmawiaj o artykule na blogu Darka Jaronia

***

Czy warto trenować sporty walki? Dołącz do dyskusji

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje