Reklama

Reklama

Siatkarzom z Jastrzębia została walka o honor i finał LM

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla poprzedni sezon zakończyli z Pucharem Polski i tytułem wicemistrza kraju. Teraz odpadli w ćwierćfinale PP i nie mają szans na miejsce w czołowej szóstce PlusLigi. Mogą za to nadal awansować do turnieju finałowego Ligi Mistrzów.

"Pozostała nam walka o honor i zwycięstwa w kolejnych spotkaniach. Potrzebna jest determinacja w zespole. Zawodnicy nie mogą dopuścić do siebie myśli, że to koniec sezonu, chcąc coś zrobić dla siebie i klubu" - powiedział prezes Jastrzębskiego Węgla Zdzisław Grodecki.

Reklama

Jastrzębianie w ćwierćfinale PP przegrali z kędzierzyńską Zaksą 1:3 i stracili szansę na obronę trofeum. "Puchar zdobyliśmy w zaszłym roku po raz pierwszy w historii, więc oczekiwanie na powtórkę byłoby może przesadą. Tym niemniej sądziłem, ze Zaksę przejdziemy" - przyznał Grodecki.

Wcześniej klub wypadł z walki o medale MP, przegrywając dość niespodziewanie we własnej hali z Delectą Bydgoszcz 1:3. Wicemistrzom Polski pozostała walka o najwyżej 7. miejsce w tabeli.

"Na pewno to przykra niespodzianka. Budując drużynę przed sezonem przygotowaliśmy optymalną kadrę, biorąc pod uwagę nasze możliwości. Zrobiliśmy wszystko, na co było nas stać. Można było być może podjąć ryzyko zatrudnienia +ponad stan+ drogich zawodników, ale ja jako prezes nie mogłem na to pozwolić. Nie tak rzecz jasna miało być, jeżeli chodzi o trenera Igora Prielożnego" - dodał prezes.

Przed sezonem słowacki szkoleniowiec wrócił do Jastrzębia po pięcioletniej przerwie, zastępując Włocha Roberto Santillego. Wiązano z nim spore nadzieje, bowiem w 2004 doprowadził zespół do jedynego mistrzostwa Polski. Prielożny nie umiał jednak tym razem znaleźć wspólnego języka z siatkarzami i w grudniu zrezygnował. Zastąpił go były świetny włoski zawodnik Lorenzo Bernardi.

"Zmiana była wymuszona. Nie było jednak wyjścia. Gdybym latem miał dzisiejszą wiedzę, może byłoby inaczej. Ale to nie jedyny nasz problem. Odszedł Paweł Abramow i teraz wiem, że ... takich ludzi jak on nie ma. Dodatkowo praktycznie nie grał z powodu kontuzji Igor Yudin. Nie można też powiedzieć, żebyśmy w meczach tego sezonu mieli szczęście" - podsumował.

Rosjanin Paweł Abramow był "hitem" transferowym jastrzębian i niekwestionowanym liderem zespołu. Wrócił do ojczyzny, przenosząc się razem z trenerem Santillim do Iskry Odincowo. Takiej osobowości w drużynie zabrakło.

Jastrzębski Węgiel nadal gra w Lidze Mistrzów. Wygrał grupę C i w pierwszej rundzie play off zmierzy się z niemieckim Generali Unterhaching. Po ewentualnym wyeliminowaniu Niemców na śląską ekipę czekał będzie belgijski zespół Noliko Maaseik lub czarnogórska Budvanska Rivijera Budva, z którą jastrzębianie rywalizowali w grupie.

"Plan minimum w LM został wykonany i jest szansa, by coś jeszcze w tych rozgrywkach zdziałać. Nie liczmy jednak na łatwą przeprawę, bo słabych rywali tam nie ma i po prostu trzeba walczyć" - powiedział Grodecki.

Pytany o wpływ słabszych ostatnio wyników na współpracę ze sponsorami klubu stwierdził. "To nie jest pytanie do mnie. Działamy w sporcie, gdzie bywa raz lepiej, raz gorzej. Mam nadzieję, że nasi partnerzy będą z nami na dobre i na złe. Co do wyników, może warto zrobić ten jeden krok do tyłu, by potem zrobić dwa do przodu" - zakończył prezes.

Piotr Girczys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama